Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Wynik wyborów na Białorusi nikogo nie zaskoczył. Tak miało być, Łukaszenko dostał mandat na następne pięć lat rządów. I co na to nasz MSZ? Wyprzedził go prezydent Kwaśniewski, który zdążył już powiedzieć, że powinniśmy ułożyć sobie lepsze niż dotychczas stosunki z Mińskiem. Bo po co tracić kolejne pięć lat. Tak więc – można przypuszczać – do ambasadora Mariusza Maszkiewicza poszły już zalecenia, żeby był bardziej „realpolitik”. Tylko czy będzie? Jest pewna nadzieja, że tak się stanie – ambasador Maszkiewicz to w końcu przyjaciel Czesława Bieleckiego, szefa sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. A ten przeszedł w ostatnich latach wielką ewolucję – od romantyka do realisty. Mógł Bielecki, czy może Maszkiewicz?
Rzecz jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowana, nie da się jej opisać w kilku zdaniach – w każdym razie nasza polityka wobec Mińska będzie musiała być zmodyfikowana, tak żeby nie mijała się z rzeczywistością. A jej realizacja wymagać będzie największych kwalifikacji. I tu zderzamy się ze ścianą. Bo kolejne informacje, napływające, umownie mówiąc, ze Wschodu, nie napawają optymizmem. W MSZ głośno się opowiada, jak to parę tygodni temu ambasador RP W Moskwie, Andrzej Załucki, dzwonił do centrali z pretensjami, pytając retorycznie: – Kogoście mi przysłali? Tym kimś jest Marian Orlikowski, który wcześniej był w Bułgarii, zna tamten kraj, jego język i jego polityków, ale nie zna Rosji. I rosyjskiego. A do Moskwy przyjechał jako zastępca ambasadora. (W zasadzie Załucki nie powinien tak się denerwować, Orlikowski to będzie już kłopot jego następcy Stefana Mellera).
Śmiesznie również wypadają popisy językowe Marka Ziółkowskiego, naszego ambasadora na Ukrainie. On był wcześniej na Białorusi, nauczył się białoruskiego. I teraz, w Kijowie, mówi po białorusku, wtrącając jakieś słowa – polskie, rosyjskie, ukraińskie. Ukraińcy nie do końca go rozumieją, ale on nie chce tłumacza, i tak opowiada w tym swoim ogólnosłowiańskim języku. Tak nam się rodzi Zamenhof wschodniej słowiańszczyzny.
Jeżeli jesteśmy już w Kijowie. Otóż – możemy to z dumą stwierdzić – tamtejszy konsul generalny, Kazimierz Hyc, wyrósł niemal na gwiazdę ukraińskiej telewizji. Otóż Hyc wziął udział w spotach reklamowych. I to w spotach reklamujących nową opozycyjną partię, która nazywa się Partia Nowa Generacja Ukrainy. O tym, że w takie rzeczy dyplomaci nie powinni się wplątywać, wszyscy dobrze wiedzą. Ale widocznie ta wiedza do konsula Hyca nie dotarła. Więc występuje w reklamówce opozycyjnej partii. To wygląda mniej więcej tak: najpierw reklamuje się partia, potem jest jej działacz na tle ambasady RP (mówi, że w Polsce zarabia się średnio 400 dolarów), a potem konsul Hyc na tle biało-czerwonej flagi i godła. I mówi mniej więcej tak: kadry są najważniejsze, fluktuacja kadr doprowadziła do pozytywnych zmian w Polsce. Więc trzeba zmienić kadry, a będzie lepiej.
Hm… A jak ma rację?

Wydanie: 38/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy