Jadę pomagać, nie dzielić łupy

Jadę pomagać, nie dzielić łupy

W Bagdadzie nie potrzebują drugiego Balcerowicza. Potrzebują odbudowy

Rozmowa z prof. Markiem Belką, przewodniczącym Międzynarodowego Komitetu Koordynacyjnego w Iraku

– Od czego zacznie pan swoje urzędowanie w Bagdadzie?
– Od paru nominacji. Będą to moi zastępcy w Komitecie Koordynacyjnym. Kończę właśnie konsultacje, jak ułożyć całą tę strukturę. Wiadomo, że stanowisko pierwszego zastępcy obejmie Australijczyk. Zależy mi przede wszystkim na tym, by funkcje kierownicze objęli fachowcy, którzy już są w Iraku i poznali problemy, przed którymi stoimy. W komitecie znajdzie się też paru Polaków, ale nie na kierowniczych stanowiskach. Cały Komitet Koordynacyjny liczy około 100 osób. Ja będę podlegać bezpośrednio Paulowi Bremerowi, cywilnemu administratorowi Iraku.
Natomiast z przygotowań do wyjazdu odpadły mi szczepienia. Zaszczepiłem się już wcześniej, bo zamierzałem wyjechać na wyprawę do Afryki. Wyprawę diabli wzięli, ale szczepienie się przydało.
– Zasiada pan również w komitecie zajmującym się selekcją programów gospodarczych dla Iraku.
– To tzw. dyrektoriat, składający się docelowo z 7-8 osób, coś w rodzaju rządu tymczasowego, decydującego o kierunkach rozdziału pomocy humanitarnej oraz tym, jakie projekty inwestycyjne będzie realizować i kto będzie się tym zajmować. Podstawową moją rolą jest koordynowanie zakupów finansowanych z Funduszu Rozwoju, czyli ze środków z eksportu irackiej ropy naftowej. A także koordynacja tego, co płynie i będzie płynąć do Iraku spoza struktur koalicji, czyli pomocy z innych państw, z ONZ, z organizacji pozarządowych.
– Czy jest to rzeczywiście pomoc w odbudowie Iraku, czy raczej podział łupów dokonywany w gronie zwycięzców?
– Na pewno pomoc i odbudowa. O żadnym podziale łupów w Iraku nie można mówić.
– Do czego przede wszystkim powinny posłużyć środki ze sprzedaży irackiej ropy?
– Infrastruktura nie została zniszczona w czasie tej wojny. Irak podupadał w ciągu ostatnich kilkunastu lat w wyniku wojny z Iranem, skutków ataku na Kuwejt, sankcji międzynarodowych. Wiadomo, że konieczna jest poprawa jakości życia mieszkańców, a w tym celu trzeba inwestować w usługi społeczne, zapewnić dostawy czystej wody oraz energii elektrycznej.
– Na co w praktyce mogą liczyć polskie firmy w Iraku?
– Na to, że będą poddostawcami dla firm amerykańskich, które staną się głównymi inwestorami w Iraku (tak zwanymi prime contractors). Ta pozycja firm amerykańskich wynika nie tylko ze względów militarno-politycznych, ale i z ekonomicznych. Żadna polska firma nie jest przecież w stanie dostarczyć takich gwarancji finansowych, żeby np. wygrać kontrakt na budowę kolei za pięć miliardów dolarów.
– Czy dawne rozporządzenie o zakazie sprzedaży przez Polskę niektórych surowców i produktów do Iraku nie wpłynie niekorzystnie na rozwój wzajemnych kontaktów gospodarczych?
– Nie jestem pewny, czy to rozporządzenie zostało utrzymane. Muszę sprawdzić – ale wydaje mi się, że przestało obowiązywać wraz ze zniesieniem sankcji gospodarczych wobec Iraku.
– Czy w komitetach, o których mowa, podejmą również pracę Irakijczycy?
– Tak, w przyszłości będą w nich pracować, w tej chwili zastanawiamy się nad tym. Może tu chodzić zarówno o Irakijczyków przebywających w kraju, jak i o członków irackiej diaspory.
– Pewnie będą musieli przejść jakąś weryfikację?
– Ale to nie ja będę weryfikował.
– A kiedy Irakijczycy będą mogli decydować o tym, na jakie cele przeznaczy się środki ze sprzedaży ich ropy?
– Myślę, że bardzo szybko zaczną brać udział we współdecydowaniu. Natomiast o suwerennym podejmowaniu decyzji będzie można mówić wtedy, gdy powstanie demokratycznie wybrany rząd. Nie spodziewam się, by nastąpiło to szybciej niż po upływie roku.
– Mniej oficjalnie mówi się również o przekształceniach gospodarczych, jakie miałyby nastąpić w Iraku.
– Nie wchodzi w ogóle w rachubę, by ktoś stał się irackim Balcerowiczem. Ten kraj potrzebuje odbudowy i wykorzystania swych własnych doświadczeń sprzed Saddama. Nie można tu dokładnie przeszczepiać wzorców europejskich. Ja nie jadę do Bagdadu jako „wielki reformator Iraku”. Tu trzeba nie reformatorów, lecz stworzenia podstawowych instytucji, takich jak np. budżet. Wydobycie ropy należy do państwa, byłoby bardzo niebezpieczne politycznie, gdyby Amerykanie planowali prywatyzację tego sektora, bo wtedy wszyscy krytycy USA powiedzieliby: „Aha, wywołaliście wojnę właśnie po to, żeby zagarnąć ropę”. Wiadomo więc, że ta niezmiernie ważna część gospodarki przez dłuższy czas – choć nie jestem pewny, czy na stałe – pozostanie pod kontrolą państwa. Jest kilka miliardów dolarów do wydania – i trzeba je wydawać planowo.

Wydanie: 25/2003

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy