Jak nie lewica, to kto?

Jak nie lewica, to kto?

Najłatwiej jest dziś pisać o psuciu. O sprowadzaniu życia publicznego do poziomu podłego bazaru, a języka rozmów do knajpianego slangu. Trwa jakiś prostacki wyścig o to, kto pierwszy sięgnie dna. Za chwilę będzie jego meta. Usłyszymy relacje z rozmów na poziomie śmietnikowych wynurzeń klienteli rozsmakowanej w denaturacie. Zrobią to największe media, które z masochistyczną skrupulatnością zrelacjonują każdą błazenadę. Wolne media dokonują w ten sposób wolnego wyboru, który polega na coraz głębszym i dłuższym nurkowaniu w szambie.
Szamb ci co prawda jeszcze w Polsce sporo, ale przy kanalizacji i oczyszczalniach to już margines. Nadreprezentacja szambiarzy w polityce i mediach to niestety znak firmowy obecnego etapu. Jedni i drudzy wzajemnie się podtrzymują i psują obyczaje, depczą cywilizowane reguły i normy współżycia. Są w tej dewastacji życia społecznego niebywale skuteczni. Zdumiewający jest rozdźwięk między kolejnymi milionami wykształconych Polaków, kompetentnych i uczestniczących w prawdziwej kulturze, a ofertą, jaką ma dla nich świat polityki i mediów.
Taki rozdźwięk między aspiracjami coraz lepiej wykształconych Polaków a postawą ich politycznych reprezentantów musi siłą rzeczy fatalnie wpływać na jakość demokracji w Polsce. Jest więc oczywiste, że w nieodległej przyszłości Polacy odrzucą ten rodzaj przedstawicielstwa. Ze wstydu. I z wyrachowania. Bo oprócz bazarowej formy władza razi również słabością rządzenia. Małą efektywnością, biurokracją, marnotrawstwem i samowolą. To są zbyt wielkie wady, by system mógł być efektywny. I aprobowany przez większość społeczeństwa.
Na haśle naprawy bądź zmiany tego systemu sukcesy wyborcze osiągały SLD, Samoobrona, PiS, a ostatnio PO. Potwierdza to z jednej strony, jak duże jest niezadowolenie z obecnego stanu demokracji, a z drugiej, że ciągle wielu Polaków nie potrafi znaleźć odpowiadającego im reprezentanta. Po kolejnych wyborach okazuje się, że interesy partyjne przeważają nad interesem politycznym. Powstaje więc pytanie, czy kolejne rozczarowania zwycięskimi partiami nie są dowodem na to, że trzeba gruntownie zmienić obecny system powierzania tak wielkiej władzy zwycięskim partiom politycznym.
To nie przypadek, że po wyborach zwycięzca, niezależnie od opcji, zachowuje się, jakby miał zgodę na wszystko. Stąd szybkie przywiązywanie się do profitów, brak umiejętności rozróżniania między tym, co służbowe, a tym, co prywatne, i rządzenie poprzez rozdawnictwo posad. Skoro nie potrafili na to znaleźć lekarstwa ani Miller, ani Tusk, to musi być w tym wada wymagająca całkowicie innego podejścia. Jakiego? To jeden z wielu problemów, jaki postawił prof. Janusz Reykowski, powołując Centrum Politycznych Analiz Projekt dla Polski. Wystąpienia Aleksandra Kwaśniewskiego i prof. Zdzisława Sadowskiego, które drukujemy w tym numerze, prezentują powody, dla których Centrum powstało, i kto wchodzi w jego skład, a niebawem przeczytają państwo także wystąpienie prof. Reykowskiego. Lewicowy, w szerokim tego słowa znaczeniu, ponadpartyjny projekt ma na celu sformułowanie nowego opisu polskich problemów i – co bardzo ważne – nowego sposobu ich rozwiązywania. To bardzo ambitne zadanie. Wnoszące nową jakość i optymizm do tego, co obserwujemy na co dzień.

Wydanie: 50/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy