Jaki będzie nowy Sejm?

Jaki będzie nowy Sejm?

Obserwatorzy polskiej sceny politycznej dość zgodnie twierdzą, że najlepszy po 1989 r. był Sejm kontraktowy. Każdy następny był już gorszy. Nie wiem, czy to prawda, ale takie są odczucia. Nie ma jednej, oczywistej miary, wedle której można mierzyć jakość Sejmu czy poszczególnych posłów. No bo jak mierzyć jakość Sejmu? Liczbą uchwalonych ustaw? Toż już starożytni wiedzieli, że wielość praw świadczy o chorobie państwa. A współcześni, osłuchani z ekonomią, mówią o inflacji prawa. Może jakość uchwalonego prawa mierzyć liczbą ustaw, które dłużej niż rok nie wymagały nowelizacji? Nawiasem mówiąc, takich ustaw było w ostatnich latach bardzo mało. Zdarzało się, że ustawa jeszcze przed wejściem w życie była nowelizowana. A może jakość prawa mierzyć liczbą ustaw uznanych przez Trybunał Konstytucyjny za sprzeczne z konstytucją? Trzeba brać pod uwagę wszystkie funkcje Sejmu. Jak kontrolował władzę wykonawczą, jakich dokonywał wyborów sędziów TK, jakiego powołał prezesa NIK, rzecznika praw obywatelskich, prezesa NBP. Jaka była merytoryczna wartość debat, jak większość sejmowa traktowała opozycję… Tych elementów, na których powinna się opierać ocena Sejmu, jest bardzo wiele, a wszystkie są niewymierne. Obiektywnej miary nie ma i nie będzie. Pozostają odczucia obserwatorów sceny politycznej, z czasem dojdą oceny historyków. Ci ostatni będą zapewne brali pod uwagę przede wszystkim to, jakie reformy państwa Sejm przeprowadził, uchwalając odpowiednie prawo, i które z tych reform okazały się udane, a które nie. Ale taka ocena wymaga dystansu czasowego.
Nie kwestionując ani dorobku naszego ostatniego 20-lecia, ani nawet hasła PO „Polska w budowie”, ani dokonań rządu Donalda Tuska, uznać trzeba, że przed Sejmem nowej kadencji stoją poważne wyzwania. Kryzys UE i jej niepewna przyszłość, a wraz z nią niepewna przyszłość całej Europy. Nie mamy na to wpływu, ale musimy się przygotować na taką ewentualność. Rosnąca liczba bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni jest nie tylko problemem socjalnym, ale też, gdy pewna masa krytyczna zostanie przekroczona, może się stać poważnym problemem politycznym. Rośnie nam coraz lepiej wykształcony proletariat, który nie ma nic do stracenia, a wszystko do wygrania. Do tego dodać trzeba narastającą falę nacjonalizmu w Europie Środkowej i Wschodniej i politykę historyczną, którą chcą uprawiać rozmaite partie polityczne regionu, a nawet niektóre rządy.

Polska polityka zagraniczna znalazła się w kryzysie. Oszukani przez sojuszników wleźliśmy do Iraku, potem do Afganistanu i nie bardzo potrafimy stamtąd wyjść. Do tego dołożyć trzeba niezbyt mądre zaangażowanie w Libii, bezsensowne wizyty min. Sikorskiego w tym kraju, zachwyty dla rebeliantów, a nawet gratulacje dla sprawców linczu na Kaddafim. Wszystko to przypomina opowieść o tym, jak to konie kują, a żaba nogę podstawia. Amerykanie, Francuzi czy Włosi załatwiają tam bardziej lub mniej humanitarnie swoje interesy. Co nam do tego?
Polityka wschodnia w kompletnej rozsypce. Stosunki z Litwą najgorsze od czasu rozwiązania przez Wilno samorządów wileńskiego i solecznickiego po puczu Janajewa w 1991 r. Na Białoruś patrzymy wciąż jak na Polskę przed 1989 r., nieświadomi wszystkich różnic między naszymi społeczeństwami. Polaków na Białorusi podzieliliśmy na lojalnych wobec Mińska i lojalnych wobec Warszawy i tych pierwszych nie wpuszczamy do Polski. Uznajemy nieuznawany przez władze białoruskie Związek Polaków, narażając jego członków na szykany władz. Co by było, gdyby Niemcy uznawały i wspierały jakieś nieuznawane przez nasze władze stowarzyszenie niemieckie na Śląsku?

Pakujemy miliony w telewizję Biełsat, nie przejmując się tym, że wedle najbardziej optymistycznych szacunków ogląda ją najwyżej sto kilkadziesiąt tysięcy z blisko 11 mln Białorusinów i że nie jest ona, bo być nie może, w najmniejszym stopniu opiniotwórcza, a drażni tylko białoruski reżim. Braku kontaktów z Białorusią na szczeblu państwowym nie potrafimy wciąż zrekompensować kontaktami kulturalnymi czy naukowymi. Poprawa stosunków z Rosją utknęła w martwym punkcie. W stosunkach z Ukrainą już się pogubiliśmy. Już przestaliśmy sympatyzować z Juszczenką, którego uważaliśmy niemal za bohatera narodowego, dopóki nie ujawnił się jako miłośnik Bandery i jego dzisiejszych wyznawców. Już nie wiemy, czy bardziej popierać tych oligarchów, których uosabia Janukowycz, czy może tych, których uosabia Tymoszenko. Tak czy owak nasza polityka wschodnia leży w gruzach, a Giedroyc pewnie w grobie się przewraca.
W sprawach wewnętrznych nadal sądy wymierzają sprawiedliwość nie dość, że w żółwim tempie, w wieloletnich procesach, to jeszcze ta sprawiedliwość jest marnej jakości. Prokuratorzy w większości tęsknią za IV RP jak pułkownicy za sanacją. Nigdy nie byli tak ważni jak wtedy, ale tak jak wtedy pozostają bezkarni, praktycznie zupełnie nie odpowiadając za swe działania. Działania często rujnujące ludzkie kariery, niszczące firmy, a kończące się w sądach – tyle że na ogół dopiero po wielu latach – uniewinnieniami. Służb specjalnych mamy na tyle dużo, aby nikt nie potrafił koordynować ich działań, nie mówiąc już o skutecznym kontrolowaniu ich działań wobec obywateli.

Ma więc ten Sejm i rząd co robić przez całą następną kadencję. Rzecz w tym, czy opinia publiczna, a praktycznie dziennikarze potrafią je do tego dopingować, rozliczać ze stawianych zadań i ze sposobu ich wykonania. Czy tym będą się zajmować liczni publicyści, dziennikarze prasowi i telewizyjni? Czy raczej podniecać się tym, czy Tusk już ograł Schetynę, czy jeszcze go ogrywa, czy uśmiech na twarzy Kalisza jest szczery czy raczej przez łzy i jak głęboka jest rysa w pękającym PiS?
Czy obraz medialny polskiej polityki będzie się koncentrował na tym, czy występujący w roli posła agent Tomek ucharakteryzowany na posłankę Kempę wykonuje jakieś zadania „na kierunku Ziobry” lub co tym razem mądrego do kamery powiedział poseł Kłopotek albo gościnnie występujący na Wiejskiej ulubieniec Moniki Olejnik, filar „Kropki nad i” europoseł Czarnecki?

Wydanie: 45/2011

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy