Obrona konieczna przed agresją akustyczną

Obrona konieczna przed agresją akustyczną

BEZ UPRZEDZEŃ

Oficer z Biura Ochrony Rządu znalazł się pod policyjnym dozorem. Przedtem policja osadziła go w celi. Prokurator postawił mu zarzut spowodowania „ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”. Oficer strzelił plastikowym pociskiem do pewnego osobnika, kula trafiła w ucho i wyleciała przez policzek. Prasa z reguły bierze w obronę ofiary takich zajść, w powody działania sprawców nie wnika, z góry przesądzając, że nie mieli oni żadnej racji po swojej stronie. W relacji prasowej oficer BOR-u został przedstawiony jako osoba niezrównoważona, nadpobudliwa i agresywna. Przyjrzyjmy się temu przypadkowi nieco dokładniej, a przekonamy się, że wśród uczestników sprawy – policjantów, prokuratora, poszkodowanego i jego kompanów – jedynie zachowanie oficera BOR-u można uznać za normalne i usprawiedliwione. Wyjechał z Warszawy, aby odpocząć „na łonie natury” i spędzał weekend na polu namiotowym. Miał prawo spodziewać się, że inni przybyli tam również w tym celu, i że reguły współżycia w takim miejscu są oczywiste i polegają na tym, iż każdy się stara jak najmniej dać odczuć innym swoją obecność. Oczywistość zawsze obowiązuje. Nie musi ona być sformułowana pisemnie i dana policji do wyegzekwowania. Trudno wyobrazić sobie społeczeństwo, w którym wszystkie wymagania wobec jednostek są skodyfikowane i urzędowo obwieszczone. Nie wszystkie nawet są myślane, wiele zasad uznajemy podświadomie, przestrzegamy niejako instynktownie, i nie należą one do najmniej ważnych. Jedną z takich zasad jest np. wymijanie się bez obijania sobie boków i bez ocierania się o siebie. Nawet zwierzęta jej przestrzegają. Nie straci ona nigdy swojej oczywistości, nawet gdyby nie była przestrzegana jak obecnie w Polsce. Za takie chodzenie, jakie uzwyczajniło się na polskich trotuarach, w czasach mojej młodości można było słusznie dostać po gębie. Uważano, że poza miejscami tłoku fizyczne dotknięcie jest zaczepką wymagającą odreagowania. Anglosasi i niektóre inne nacje nadal tak uważają. Jeszcze gorsze od potrącania jest pobudzanie czyjejś uwagi za pomocą hałasu. Stopnia agresywności hałasowania nie można ustalić, licząc tylko decybele. Szum i warkot pojazdów mechanicznych na drogach, gwizd lokomotywy czy odgłosy pił tartacznych nie są agresywne, ale otwarte radio w samochodzie zaparkowanym na skraju lasu już takie jest. Mierzone w decybelach może być cichsze od traktora, ale nie ma jego użyteczności na usprawiedliwienie.
Najpowszechniej stosowanym dziś środkiem agresji są elektroniczne wzmacniacze i odtwarzacze muzyki. Każdy ma prawo oglądać, co mu się podoba i nie przychodzą mi na myśl okoliczności, w których to prawo musiałoby zostać ograniczone. Wobec praw wzroku jestem radykalnym liberałem, żadna pornografia mi nie przeszkadza, ponieważ patrzenie jest sprawą indywidualną. Oglądając cokolwiek, jednostka cudzych oczu do tego nie angażuje i nie wciąga. Wyobraźmy sobie jednak, że oglądający zmuszałby wszystkich znajdujących się w promieniu kilku, kilkudziesięciu czy kilkuset metrów do oglądania tego, co jemu podoba się oglądać. Toż to byłby koszmar! I właśnie żyjemy w koszmarze, ale nie wizualnym, lecz akustycznym. Przymus patrzenia na to, na co inni patrzą, rozkojarzyłby naszą uwagę, utrudniałby zebranie myśli, uczynił istotami niespokojnymi i tępymi. Tak samo, ale już w rzeczywistości, a nie w domyśle działa przymus słuchania tego, czego nie chcemy słuchać. Spotęgowany, agresywny hałas otępia wszystkich, ale oczywiście tępych mniej niż inteligentnych. Sama muzyka może być kojąca i odpowiadać naszym wewnętrznym biologicznym rytmom, ale może też być perwersyjnie agresywna. Parę lat temu prasa doniosła, że po koncercie muzyki rockowej, urządzonym w lesie, wyzdychały wszystkie czaple w okolicy, a zanim zdechły, wykazywały symptomy obłędu.
Nie ma w Europie tak hałaśliwych osiedli mieszkaniowych jak w Polsce. Łomot muzyczny rozlega się z każdego bloku, przenika przez piętra, odbija się od innych bloków. Mieszkańcy mają do wyboru: albo poddać się tym prymitywnym rytmom, co jest podobne do rezygnacji podczas gwałtu, albo strzelać jak ten oficer
BOR-u. Które zachowanie jest bardziej normalne z punktu widzenia godności ludzkiej? Rynek w Krakowie, jeden z najpiękniejszych w Europie, stał się kloaką dźwięków. Protesty mieszkańców zwykłych i z nazwiskami nie odnoszą żadnego skutku. Prawie nieustająca „inwazja mocy” płoszy jednych i przyciąga drugich, a różnicy między jednymi i drugimi niech się już czytelnik sam domyśli. Przepiękny rynek w renesansowym Zamościu jest w lecie obstawiony ze wszystkich stron kawiarnianymi stolikami, a każda kawiarnia nadaje bezustannie swój łomot. Nie znaczy to, że włodarze miasta zrezygnowali już z przyciągnięcia zagranicznych turystów. Oni tych rzeczy nie kojarzą. Grupy młodych ludzi wjeżdżają samochodami w okolice lasów i parków narodowych, i aby lepiej słyszeć, wystawiają głośniki na maski samochodów. Nie ma miejsca w Polce, gdzie byłoby się bezpiecznym przed agresją tonów basowych, perkusji i wycia. Policja nie jest przygotowana ani szkolona do zaprowadzania porządku akustycznego. Wezwana do uciszenia szczególnie wrzaskliwego towarzystwa, zastaje młodych ludzi podnieconych alkoholem, agresywnych i otępiałych, do których nie dotrze żadne słowo perswazji. Użycie siły wywołuje czynny opór, policjanci albo muszą działać z większą determinacją, ryzykując przekroczenie przepisów, albo wycofać się, uciekać. Unikając trudnej sytuacji, przeważnie bagatelizują hałaśliwe zachowania, nieznośne dla osób, które nie mogą tak łatwo oddalić się jak policja.
Wobec agresji akustycznej powinno mieć zastosowanie prawo do obrony koniecznej. Jest to prawo oczywiste, mimo że nie znajduje wyrazu w przepisach. Oficer BOR-u był ofiarą agresji i miał prawo się bronić. Jeżeli bronił się niezbyt właściwie (bo dał się np. chuliganom obezwładnić), to dlatego, że jak każdy normalnie wrażliwy człowiek doznał pod wpływem gwałtu akustycznego osłabienia władz umysłowych. Wszyscy ludzie w takich warunkach mają osłabione władze umysłowe, a jeżeli się nie bronią, to dlatego, że się boją. Oficer się nie bał, ale okazało się, że nasz system pojęć prawnych i moralnych, a także policja i prokurator wymagają, aby się bać.

Wydanie: 30/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy