Jak obiecali, tak awansowali

Jak obiecali, tak awansowali

Wyjście z grupy na Euro 2016 było jedynie wykonaniem planu minimum

Doczekaliśmy się tego, o czym marzyliśmy od dawna – występująca w finałach piłkarskich mistrzostw Europy reprezentacja Polski zakończyła zbieranie punktów i awansowała do fazy, w której już „nie ma przeproś” i wszelka kalkulacja oraz wyrachowanie zdają się psu na budę. Wygrana 1:0 z Ukrainą zapewniła biało-czerwonym drugie miejsce w grupie C, co z kolei sprawiło, że w 1/8 finału trafiliśmy na drugą drużynę z grupy A, czyli Szwajcarię. Walka o ćwierćfinał na Stade Geoffroy Guichard w Saint-Étienne to już nie przelewki. Mieszkający od wielu lat w Szwajcarii dawny znany gracz m.in. Widzewa i reprezentacji Mirosław Tłokiński napisał na Facebooku: „Mimo bezbramkowego wyniku w meczu Helwetów przeciwko Francuzom Szwajcarzy pokazali się na tle wielkiego sąsiada, gospodarza turnieju Euro 2016 i jednego z faworytów, jako drużyna niezwykle interesująca i utalentowana od strony technicznej. Ale to bardzo słabi Francuzi mieli najlepszą okazję (w 75. minucie) do wygrania pojedynku. Widowisko, które mimo braku tego, co najważniejsze , czyli strzałów i bramek, mogło podobać się niejednemu fanowi piłki”. Szwajcarscy zawodnicy byli zgodni: – Polaków szanujemy, ale się ich nie boimy

Joker Błaszczykowski

Wyświechtane powiedzenie: „gra gorsza niż wynik” pasowało jak ulał do opisu tego, co się działo 21 czerwca (szczególnie w pierwszej połowie meczu) na Stade Velodrome w Marsylii. Wypowiedź kapitana Roberta Lewandowskiego wyjaśnia prawie wszystko: „Jak mam zdobywać gole, skoro w trzech meczach miałem tak naprawdę jedną dobrą sytuację… Dla nas najważniejsze było postawić kropkę nad i, co nam się udało… W pierwszych minutach dobrze rozpoczęliśmy, mieliśmy okazje, graliśmy ofensywnie, ale później zbytnio oddaliśmy pole i inicjatywę. Ciężko nam było utrzymać się przy piłce, gdybyśmy dłużej byli w jej posiadaniu, pewnie umielibyśmy stworzyć więcej okazji. A tak musieliśmy ganiać za piłką. To spotkanie nie należało może do najlepszych w naszym wykonaniu…”.

Gwoli kronikarskiego obowiązku – zwycięską bramkę z Ukrainą, po pięknej, dynamicznej akcji strzelił w 54. minucie Kuba Błaszczykowski. Wszedł po przerwie, ale jego dobra postawa nie przeszła bez echa w zagranicznych mediach. „The Sun”: „Superstrzał i superzmiana Błaszczykowskiego. Polacy zaniedbali Roberta Lewandowskiego, tworząc mu za mało sytuacji podbramkowych”. „The Guardian”: „Kuba pokazał światową klasę”. „Kicker”: „Joker Błaszczykowski. Ukraina grała dzielnie, ale została skarcona przez Kubę. W najlepszy możliwy sposób Jakub Błaszczykowski zrewanżował się Ukraińcom za cios łokciem w twarz, który oberwał zaraz po wejściu na murawę. Wspaniały gol…”.

Zdaniem większości obserwatorów, dobrze się stało, że najsłabszy występ na Euro 2016 przytrafił się biało-czerwonym w takim momencie. Sam Kuba powiedział: „Dobre drużyny mimo słabszego dnia potrafią wygrywać”. Warto pamiętać, że wyjście z grupy było jedynie wykonaniem planu minimum i dotrzymaniem danego słowa. To nam – jako sympatykom piłki oraz reprezentacji – obiecano i wykonano. Nie tylko tercet Błaszczykowski-Lewandowski-Piszczek był nam coś winien za klapę podczas Euro 2012. Wybaczyliśmy ją, ale nie zapomnieliśmy…

Sielankowa Ukraina

Przed Euro zakładano, że właśnie z Ukrainą stoczymy bój o wszystko, że nasi będą musieli „gryźć trawę”, żeby awansować. Wyszło zupełnie inaczej. Jeden z najbardziej znanych ukraińskich dziennikarzy i historyków futbolu Ołeksandr Pauk ze Lwowa ocenia: „O czym tu rozmyślać w sytuacji, gdy jeden zespół w dobrym stylu przedłuża zmagania o tron mistrza Europy, a drugi na poziomie walki o punkty przegrał wszystko, co było do wygrania. Ukraińcy zawiedli, a szczególnie rozczarował Andrij Jarmołenko. Podobnie jak klubowy kolega Grzegorza Krychowiaka z Sevilli Jewhen Konoplanka. Co do reszty ekipy nasuwa mi się jedno słowo – sielanka. W tej sytuacji Ukraina grała na tyle, na ile było ją stać. Poziom gry drużyny odzwierciedlał podejście piłkarzy, którzy myślami byli na »bazarze«, i w ogóle nie przejmowali się losem reprezentacji. Fomienko wspiął się na szczyt popularności po wygranej z Polską w Warszawie i nisko »upadł« także po spotkaniu z Polską, ale przegranym teraz we Francji.

Strony: 1 2

Wydanie: 26/2016

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy