Jak psuje się władza

Jak psuje się władza

Grozi nam zalew psychopatów. Jak patrzę na wiele twarzy na szczytach władzy, to widzę ludzi, w których negatywne emocje, nienawiść górują nad rozumem! Teresa Torańska, dziennikarka i pisarka – Po co pani rozmawia z ludźmi, którzy kiedyś, w czasach PRL-u, byli na szczycie, ale już odeszli z polityki, politycznie nic nie znaczą? Po to, żeby wspominać stare czasy? – Nie chodzi mi o wspominanie starych czasów… To coś innego – z tych starych czasów zostało w nas szalenie dużo obyczaju, mechanizmów, które rządzą polityką. Zwłaszcza teraz. Te rozmowy przypominają, czym był PRL w swojej złej postaci. W obyczajowości partyjnej, w szukaniu wroga, w telewizji, która jest taka sama. Myśmy nie wyszli z PRL-u w sensie psychicznym. Więc dwie rzeczy w swoich wywiadach chciałam pokazać. Po pierwsze, jaki był PRL. A po drugie, co w nas z tamtych czasów zostało. – A zostało? – Właściwie z każdego wywiadu można wykrawać całe fragmenty, które mają zastosowanie w dzisiejszych czasach. Pasują jak ulał. I trzeci punkt – my ciągle od ściany do ściany… Uważam, że polska historia była zafałszowana w czasach PRL-u. Ale w tej chwili również ją fałszujemy, tylko w inny sposób. – Skutecznie? – Jest dysonans między opinią publiczną, która mówi: „Gierek był najlepszy i w ogóle ten PRL to był świetny”, a władzami i młodymi historykami, którzy chcą nam wbić do głowy, że to były kazamaty. Tymczasem ani to nie był czas świetności, ani nie były to kazamaty. Przy tym robi się fałszywkę – i cały okres Polski Ludowej traktuje się jako jeden ciąg. Że całe 45 lat to było to samo. Że to była ubecja, tortury i więzienia. A przecież jest to nieprawda. PRL po 1956 r. był czymś zupełnie innym niż parę lat wcześniej. Tak samo jak po roku 1970. I jak po 1980. Chociaż uważam, że dwie daty były najważniejsze – to rok 1956 i lata 1980-1981, kiedy okazało się, że ideologia jest już martwa. „Oni” walczyliby do końca – Dwie daty – a ludzie? Inny był Berman z „Onych”, a inny Tejchma z „Byłych”? – „Byli” to pokolenie, które przyszło do partii już zwycięskiej. Do aparatu. Bardzo często po to, żeby tę śmietankę spijać. – Na takiej zasadzie jak urzędnik przychodzi do ministerstwa, gdzie pracuje, awansuje… – Oczywiście. To nie byli ludzie tacy jak „Oni”, którzy walczyli o komunizm, o zwycięstwo partii komunistycznej. „Oni” byli gotowi za komunizm iść do więzienia, a nawet oddać życie. I zabrać życie innym. Zasadnicza różnica między „Byłymi” a „Onymi” jest taka: żaden z „Onych” nigdy by nie usiadł do Okrągłego Stołu. Nigdy by się nie zgodził na żaden kompromis. „Oni” absolutnie walczyliby za komunizm do końca. A „Byli” już nie wierzyli. Dla nich słowa komuniści, marksizm to były ozdobniki, którymi trzeba było upiększać każde przemówienie. To jest podstawowa różnica. „Oni” nie oddaliby władzy. – Woleliby strzelać? – Absolutnie. Zresztą przykładem jest Gomułka, który nie chciał strzelać do robotników, ale… – Nie chciał, ale musiał? – Jemu nie chodziło o zachowanie stołka, ale o socjalizm. On naprawdę uważał, że to jest najlepszy ustrój na świecie. A jeżeli giną ludzie? No trudno, giną, ale przecież świetlana przyszłość, która nas czeka, te śmierci usprawiedliwi. Tak myślał. Jednostka zerem, świetlana przyszłość wszystkim. – „Oni” też władzę oddali. – Ale kolegom. Władza została w partii. „Oni” się mylili, więc musieli odejść. Tak było – partia uznawała, że na pewnym etapie się pomyliła, ale teraz już mylić się nie będzie. To była wygodna psychologicznie zasada – bo to oczyszczało, bo to partia się pomyliła, nie ja. I pozwalająca zachować wiarę – że ten ustrój jest dobry, że go zbudujemy… – …tylko przeszkadzają wypaczenia… – Ta wiara ostatecznie odeszła wraz ze stanem wojennym. Wtedy znaczna część ludzi oddała legitymacje partyjne. Także starzy komuniści. To była Celina Budzyńska. To był Titkow… Miałam wtedy kontakt z Jakubem Bermanem. On z kolei na moich oczach dojrzewał do tego, żeby uznać, iż stan wojenny był konieczny. Zadzwoniłam do niego zaraz po tym, jak uruchomiono telefony, wiosną 1982 r. I wtedy mówił: „To dla mnie wstrząs, nie wolno było robić stanu wojennego”. A potem zmieniał się z tygodnia na tydzień. I po pół roku już wiedział

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 09/2007, 2007

Kategorie: Wywiady