Wielkie SPISywanie

Wielkie SPISywanie

W spisie nie ma pytań o nasze zarobki, wyznanie, preferencje polityczne czy seksualne

Między 21 maja a 8 czerwca ruszy w Polskę 180 tys. rachmistrzów spisowych. Zebrane przez nich informacje opracuje ponad 33 tys. osób zatrudnionych w biurach spisowych i 2,5 tys. statystyków. To olbrzymie przedsięwzięcie w tym roku pochłonie 490 mln zł, a ogółem będzie kosztować 650 mln.

Co to da?

Spis to jedyna szansa, żeby odpowiedzieć na pytanie, co stało się z naszym społeczeństwem w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Poprzednie badania z 1988 r. dawno już straciły aktualność: zmieniły się ustrój, gospodarka i warunki życia. – W ciągu 14 lat, bo tyle minęło od ostatniego spisu – mówi Wiesław Łagodziński, rzecznik prasowy GUS – w naszym społeczeństwie zaszło wiele zmian. Choć dla statystyków wyniki spisu powszechnego nie powinny być zaskoczeniem, na razie za pewnik można przyjąć tylko to, że jest nas trochę ponad 38,6 mln.
Spis dostarczy informacji z różnych sfer życia społecznego. Jak wygląda polska rodzina? Jaka jest nasza aktywność ekonomiczna i jak szukamy pracy? Ile rodzin ma samodzielne mieszkania? Czy wszyscy mamy bieżącą wodę, kanalizację i ogrzewanie? Dopiero po uzyskaniu odpowiedzi będziemy mogli stwierdzić, jaki naprawdę jest Polak roku 2002. A polityka prospołeczna przestanie być frazesem.
– Spis może wywołać potrzebę urealnienia wszystkich dotychczasowych planów, szczególnie długookresowych. Jest bazą do dalszych badań, dokumentacji i ewidencji – mówi rzecznik GUS. Dzięki spisowi 2002 można będzie wprowadzić korektę do znacznie oszczędniejszego badania reprezentatywnego. Tym bardziej że społeczeństwo nie rozwija się skokowo od spisu do spisu i potrzebne są drobniejsze badania okresowe. Pomoże on też wyjaśnić jeden z najważniejszych problemów ostatnich lat: jaka jest rzeczywiście sytuacja na rynku pracy. To, co wiemy do tej pory, oparte jest tylko na założeniach. Spis ten będzie pierwszym, który tak szczegółowo zajmie się bezrobociem. Również po raz pierwszy zostaną uwzględnieni bezdomni. Z dotychczasowej dokumentacji ewidencji ludności wynika, że około 415 tys. Polaków wymeldowano donikąd. GUS podejrzewa, że może ich być nawet dwukrotnie więcej.
W latach 90. Sejm zdecydował się na umieszczenie w ankiecie pytania o narodowość. Spis dostarczy również informacji o tendencjach demograficznych, napływie cudzoziemców oraz okresowych i stałych emigracjach Polaków. Nie ma natomiast pytań kontrowersyjnych: o majątek i religijność.

Poznać przyczyny

Dla statystyków, twierdzą GUS-owcy, wyniki spisu nie powinny być zaskoczeniem. Jeśli okresowe badania reprezentatywne prowadzone są rzetelnie, wiedzę o przekształceniach społecznych zbiera się na bieżąco. Spisy obrazują przede wszystkim te zjawiska, które przebiegają inaczej, niż oczekują tego demografowie. – Wiemy, że spada dzietność i dlaczego tak się dzieje. Chcemy jednak zobaczyć, jak to wygląda w całym społeczeństwie. Wiemy, że wyhamowała się migracja wieś-miasto. Chcemy wiedzieć, dlaczego. W wyniku przekształceń na rynku pracy zmieniła się struktura społeczna w gospodarstwach domowych. Kto jest więc teraz głową rodziny? Takich pytań mamy mnóstwo – wylicza Wiesław Łagodziński.
Spis powszechny ujawni błędy administracji. Czy rejestracja małżeństw, urodzeń i zgonów była prowadzona rzetelnie? Te informacje przydadzą się wójtom i burmistrzom. Będą mieli obraz lokalnego środowiska. Podobne są oczekiwania starostów i wojewodów. Dla Sejmu będzie to jeden z ważniejszych dokumentów. Dzięki niemu dowiemy się, jakim jesteśmy społeczeństwem. Będzie można zaplanować gospodarkę mieszkaniową. W spisie pojawi się też pytanie o niepełnosprawność. Poznamy więc faktyczny stan zdrowia naszego społeczeństwa. Na wyniki spisu czekają też osoby, które odpowiadają w państwie za oświatę. Ile osób ma podstawowe, a ile średnie wykształcenie? Kto wybiera się na studia i na jaki kierunek? Trudno znaleźć dziedzinę, w której nie czeka się na wyniki spisu. Szczególnie w nauce, gdzie bez nich można tylko snuć niewiele warte przypuszczenia.

Obraz przed wejściem do Unii

Zgodnie z zaleceniem ONZ, wszystkie kraje świata zobowiązały się przeprowadzić w latach 1998-2002 powszechne spisy ludności. Dla Polski jest to także zobowiązanie wobec UE. Cała Europa, oprócz czterech krajów, zdążyła już się spisać. Jeśli chcemy być częścią Wspólnoty, musimy dostarczyć informacji o sobie.
W 1998 r., kiedy zajmująca się Polską komisja akcesyjna UE otwierała po raz pierwszy obszar „statystyka”, był to jeden z krótszych etapów naszych negocjacji. W połowie ub. roku grupa ekspertów oddelegowanych przez Unię ponownie dokonała oceny polskiej statystyki. Znów dostaliśmy dobrą ocenę. – Transformacja statystyki rozpoczęła się już na przełomie lat 1989-1990. Zmieniała się metoda zbierania i opracowywania badań, potrzebny był nowy sprzęt. Eksperci z Francji, USA i Kanady uczyli nas wszystkiego od podstaw – wspomina rzecznik prasowy GUS. – W 1995 r. przyjęliśmy nowoczesną ustawę o statystyce. Teraz pomagamy już innym, m.in. krajom nadbałtyckim.
Polska ma długą i bogatą tradycję spisową: jako pierwsza na świecie przeprowadziła powszechny spis ludności w 1790 r. (byliśmy pod zaborami, więc Polaków spisywano jako grupę narodowościową). Od 1921 r. takie badania odbywały się regularnie, a pierwszy spis po wojnie zorganizowano już w 1946 r.
Każdy spis to krok milowy w podnoszeniu jakości statystyki. Zarówno w sensie merytorycznym, jak i technicznym. W 1988 r. na jednym formularzu można było zebrać odpowiedzi nawet sześciu osób. W spisie 2002 jest znacznie więcej pytań i każdy będzie spisany osobno. Poprzednio dane sprawdzano ręcznie. Teraz wszystkim zajmie się komputer.
Opinia światowa docenia polską statystykę: były prezes GUS był przez dwa lata przewodniczącym komisji statystycznej ONZ, a obecny szef urzędu znalazł się w gronie sześciu osób zarządzających Biurem Wykonawczym Konferencji Statystyków Europejskich.
Współpraca: Helena Kowalik i korespondenci krajowi


Trzeba odpowiadać
Zgodnie z ustawą o narodowym spisie powszechnym ludności i mieszkań w 2002 r. z 2 grudnia 1999 r. mamy obowiązek udzielenia ścisłych, wyczerpujących i zgodnych z prawdą odpowiedzi na pytania zawarte w formularzach A i M. Kto odmówi odpowiedzi, może zostać ukarany grzywną. To jednak wariant ostateczny i będzie stosowany tylko wtedy, gdy wszelkie propozycje nawiązania rozmowy zostaną odrzucone.
Nie musimy natomiast odpowiadać na pytania z formularza D. Możemy odpowiadać za nieobecnych małżonków, dzieci i rodzeństwo.
Rachmistrz nie ma prawa żądać od nas dokumentów. Nie musimy też składać żadnych podpisów. W spisie nie ma pytań o nasze zarobki, majątek, wyznanie, preferencje polityczne czy seksualne.


Mamy prawo
* sprawdzić rachmistrza w terenowym biurze spisowym,
* nie wpuścić go do mieszkania – na pytania możemy odpowiedzieć nawet na schodach,
* osobiście wypełnić formularz i zanieść go bezpośrednio do biura spisowego.


Od 6 maja działa bezpłatna infolinia. Pod numery 0-800-402-036 i 0-800-480-340 mogą dzwonić wszyscy: od zwykłych obywateli po pracowników obwodowych biur spisowych. Pracownicy GUS cierpliwie wyjaśniają wątpliwości.


Portret Polaka statystycznego

Obecną wiedzę o tym, jacy jesteśmy, analitycy czerpią głównie z badań reprezentatywnych. Przyjrzyjmy się ostatni raz stworzonemu na ich podstawie zbiorowemu portretowi Polaków. Po 8 czerwca na pewno trzeba będzie nie tylko go odświeżyć, ale i wyretuszować.

Coraz szersze nożyce

Lata 90. to czas ogromnych przemian ekonomicznych nie tylko w skali całego kraju, ale także każdej rodziny. – To nieprawda, że społeczeństwo zbiedniało. Uległo tylko dramatycznemu rozwarstwieniu – mówi rzecznik prasowy GUS, Wiesław Łagodziński. Ponad 20% Polaków nie ma najmniejszych problemów z utrzymaniem wysokiego poziomu życia, ale jednocześnie portfel co trzeciej polskiej rodziny jest notorycznie pusty.
Wobec problemów ekonomicznych społeczeństwo przyjęło postawę obronną. Nasiliły się negatywne procesy demograficzne. Od 2001 r. systematycznie spada liczba zawieranych małżeństw. W porównaniu z początkiem lat 80. aż o 50 tys. mniej Polaków zdecydowało się zalegalizować swój związek. Z drugiej strony, w 2000 r. – po raz pierwszy od kilku lat – spadła liczba rozwodów. Ale i bez tego współczynnik rozwodów w naszym kraju od lat należy do najniższych w Europie. Zmniejsza się przyrost naturalny. W szczytowym okresie wyżu demograficznego, w 1983 r., urodziło się 723,6 tys. Polaków. W 2000 r. było to zaledwie 380 tys. W 1999 r. po raz pierwszy więcej osób zmarło, niż się urodziło.
Młodzi ludzie, zamiast zakładać rodziny, postawili na kariery zawodowe. Pierwszym krokiem jest zdobycie dobrego wykształcenia. W 1990 r. było 409 tys. studentów. W 2002 r. jest ich już 1,7 mln. – Jeżeli więc ktoś twierdzi, że niecałe 2% społeczeństwa studiuje, to po prostu nie wie, o czym mówi. W szkołach wyższych uczy się ponad 4,5% Polaków. Po spisie może okazać się, że ludzi z wyższym wykształceniem jest nawet ponad 8% – zapowiada Wiesław Łagodziński.
Nasze życie zdominował rynek pracy. Ponieważ w kraju maleje aktywność ekonomiczna, wielu z nas rezygnuje z zawodowych ambicji w imię zasady: „Jak się nie ma, co się lubi…”. Nie ma jednak oblężenia w urzędach pracy. Panuje przekonanie, że i tak niczego to nie da. W 1997 r. było 1,826 mln bezrobotnych. Dzisiaj jest już 3,4 mln. Ostatnio poziom bezrobocia przekroczył granice społecznego ryzyka, a już niedługo na rynek pracy wejdzie cały wyż demograficzny z początku lat 80.
Tymczasem pogarsza się zdolność płatnicza rodzin. Coraz gorzej idzie nam spłacanie kredytów mieszkaniowych. Zalegamy z opłatami za czynsz, gaz i energię elektryczną. Co trzecia polska rodzina żyje bardzo oszczędnie, co piąta miesiącami odkłada na poważniejsze zakupy. Prawie połowy rodzin nie stać na zaspokojenie bieżących potrzeb.
Osiem na dziesięć gospodarstw twierdzi, że nie ma żadnych oszczędności. Domowe zaskórniaki nie przekraczają równowartości trzech miesięcznych dochodów. Ponad połowa rodzin pożycza od znajomych na zapłacenie bieżących świadczeń.
Wprawdzie coraz więcej Polaków mieszka w luksusowych apartamentach, ale nadal są to ułamki procenta. 28% rodzin nie korzysta z bieżącej ciepłej wody, a w co czwartym domu nie ma telefonu. Tutaj nawet pralka i lodówka należą do sfery marzeń.

Telewizor zamiast książki

Przedłużyła się średnia trwania naszego życia: mężczyzn o 3,5 roku, kobiet – o trzy lata. Jesteśmy też zdrowsi. Udało się zapanować nad niektórymi groźnymi chorobami układu krążenia. To duży sukces, zwłaszcza że niezbyt dbamy o higienę życia i żywienia. Ciągle najtrudniej nam zrezygnować z dobrze wypieczonego schabowego, a do lekarza chodzimy rzadziej niż kilka lat temu. Tłumaczymy, że albo trudniej skorzystać z opieki medycznej, albo „i tak nie będzie nas stać na wykupienie leków”.
Wbrew temu, co pokazują reklamy w mediach, niemalże zanikła forma aktywnego wypoczynku. Wymarzony sposób na spędzenie wolnego czasu? Kilka dni leżenia plackiem na plaży.
Polak „między spisami” ma niewiele wspólnego z kulturą. Zastępują ją media audiowizualne. Telewizor jest dobrem niezwykle powszechnym, bez względu na status społeczny. Na 100 gospodarstw przypada 96 kolorowych telewizorów różnej klasy i wielkości. Gdy brakuje nam pieniędzy, najszybciej rezygnujemy z książek i prasy.
Obowiązująca od lat w statystyce reguła mówi, że wraz z poprawą dochodów gospodarstwa maleją wydatki na żywność. Na początku lat 90. przeznaczaliśmy na jedzenie ponad 40% dochodów. Dzisiaj grupy utrzymujące się głównie ze świadczeń społecznych wydają na żywność do 45% zawartości portfela. Osoby o najwyższych dochodach, pracownicy umysłowi oraz pracujący na własny rachunek przeznaczają na ten cel 22-24%. Ale to, że mniej wydajemy na jedzenie, może również wynikać z faktu, że więcej pieniędzy idzie na rosnące opłaty stałe: czynsz, energię i inne świadczenia.


Porter statystycznego Kowalskiego
Przeciętny Polak jest 35-letnim mężczyzną, mieszka w mieście, ma wykształcenie średnie lub zawodowe. Jest raczej nieufny, świat widzi w czarnych barwach. Dochód na jedną osobę to 562 zł. Przeciętna pensja nieco przekracza 2 tys. zł, jednak statystyczny Polak zarabia poniżej średniej krajowej. Statystyczna Polka swoje pierwsze dziecko rodzi w wieku niespełna 23 lat. Na jedną kobietę przypada 1,1 dziecka.
Ponad cztery godziny spędzamy przed telewizorem. Co drugi Polak czyta jedną książkę na rok. Do kina chodzimy raz na cztery lata, raz na trzy, cztery lata wyjeżdżamy na dłuższy wypoczynek. Najczęściej umieramy na choroby krążenia (56% kobiet i 46% mężczyzn) i nowotwory złośliwe.


Spisowe zaskoczenia
* Spis powszechny z 1960 r. pokazał, że w Polsce jest o milion więcej zamężnych kobiet niż żonatych mężczyzn. Obowiązywało wówczas przekonanie, że bycie panną w wieku 25 lat to wstyd, więc niektóre kobiety wolały ukryć swój prawdziwy stan cywilny.
* Spis z 1970 r. pochłonął 10 mln stron, a przygotowania trwały ponad trzy lata. Po raz pierwszy Polska pokazała się w nim jako zurbanizowane państwo przemysłowo-rolnicze.
Kolejny spis ludności został zaplanowany na 1980 r. Jednak ówczesne władze zmieniły termin. Ostatecznie odbył się w 1978 r.
* Spis z 1988 r. zaskoczył informacją o wzroście – o blisko milion w stosunku do poprzedniego – liczby niepełnosprawnych w społeczeństwie.


Wytrzymam na pewno

Jadwiga Krzemianowska, jeden z prawie 200 rachmistrzów gminy Malbork, od półtora roku szuka pracy. W zdobyciu upragnionej posady nie pomogły jej nawet ukończone kursy: komputerowy i agenta celnego.
– Co z tego że jestem zdrowa, dyspozycyjna i doświadczona zawodowo, po 26 latach pracy w finansach, kiedy dobiegam pięćdziesiątki – mówi z goryczą.
Krzemianowska obliczyła już, ile zarobi jako rachmistrz oraz na co przeznaczy te pieniądze.
– Mam do spisania 66 domów zamieszkanych często przez wielopokoleniowe rodziny, największa z nich liczy 11 osób – mówi. – Za każdy opis budynku dostaję 8 zł, do tego dochodzą opłaty po 2,80 od osoby oraz formularze dodatkowe M i D. Pierwszy dotyczy migracji, zaś drugi dzietności kobiet. Za każdy z nich otrzymuję 2 zł. Ogółem powinnam zarobić gdzieś ok. 1,5 tys. zł brutto. Cała ta suma pójdzie pewnie na dalszą edukację mojej córki, która właśnie zdaje maturę.
– Generalnie – twierdzi – ludzie są życzliwi, czasami nawet przesadnie, zwłaszcza starsi. Ci traktują nas jak powierników, przed którymi wreszcie można się wyżalić. Nieraz tym biadoleniom nie ma końca, a przerwać i wyjść jakoś nie wypada.
Jednak nie wszystkim rachmistrzom starcza cierpliwości, by biegać od posesji do posesji, tłumaczyć się przy domofonach, wyjaśniać i prosić, znosząc przy tym ogrom społecznej frustracji.
– W mojej grupie, która liczyła 50 osób, już zrezygnowało dziesięć, podobnie jest w innych – mówi Krzemianowska – lecz ja wytrzymam na pewno.


Mam cichą nadzieję na stałą pracę
Do pierwszego mieszkania z listy rachmistrz Sylwia Kowalska z Ostrowca Świętokrzyskiego zapukała 9 maja, tuż przed ósmą rano. Drzwi otworzyła jej kobieta około pięćdziesiątki, zaprosiła do środka, zaproponowała herbatę. Wiedziała o obchodzie przed spisem. Rozmowa trwała ok. 10 minut. Pani Sylwia ustaliła termin przeprowadzenia spisu, poprosiła o przygotowanie danych wszystkich osób, które są zameldowane w mieszkaniu.
Starsza pani nie miała nic przeciwko odwiedzinom. – Ucieszyła się – opowiada pani Sylwia – że przyszła do niej tak młoda osoba. Pragnęła z kimś porozmawiać.
Po pierwszych udanych spotkaniach zaczęły się jednak trudności. Kobieta w średnim wieku nawet nie dopuściła pani Sylwii do głosu. – Nie dam nic spisać, dopóki prezydent nie załatwi mojej sprawy – wykrzyczała te słowa i trzasnęła drzwiami, nie mówiąc, o co jej właściwie chodzi. Do dziesięciu mieszkań nie została wcale wpuszczona, chociaż słyszała, że ktoś jest w domu.
O zatrudnianiu rachmistrzów Sylwia Kowalska dowiedziała się z lokalnej prasy. Jeszcze tego samego dnia zgłosiła się do Urzędu Miasta. Na liście było już ponad 500 osób, razem z nią w kolejce stało jeszcze 800.
Wraz z innymi rachmistrzami przeszła tygodniowe szkolenie, potem było losowanie obwodów. Pani Sylwii trafił się jeden z największych, 78 mieszkań przy rynku i przyległej do niego ulicy Starokunowskiej. To najstarsza część miasta, w której mieszkają przeważnie osoby w podeszłym wieku. Sylwia Kowalska dwa lata temu skończyła studia ekonomiczne w Radomiu, potem podyplomowe z rachunkowości i zarządzania finansami w Kielcach. Mimo dobrego wykształcenia nie mogła znaleźć pracy. – Mam cichą nadzieję – wyznaje – że jeśli sprawdzę się w roli rachmistrza, otrzymam jakąś stałą pracę.


Pójdę korytem rzeki

Uroki rachmistrzowania Jolanta Jarecka odczuła głównie w nogach. Odległości, które dzielą porozrzucane wśród gór i lasów zabudowania, wynoszą w Bieszczadach po kilka, a czasem kilkanaście kilometrów. W trakcie obchodu przedspisowego pokonywała więc w bród wezbrane potoki i przedzierała się przez gęstwę olchy samosiejki, by dotrzeć do tych kilku gospodarstw leżących na skraju wsi, przy samej granicy z Ukrainą.
We wsi Kwaszenina mieszka jedynie ksiądz, ale obowiązkowo trzeba go spisać, drogę do Trójcy wyznacza tylko koryto rzeczki Wiar, którego musi się trzymać, by nie zabłądzić w lesie, w Woli Romanowej jest jedno gospodarstwo…
23-letnia Jarecka jest studentką IV roku polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Już w czasie pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej w Urzędzie Miasta i Gminy w Ustrzykach Dolnych zrozumiała, że zadanie nie będzie łatwe. Tutejsze rodziny są wielopokoleniowe i wielodzietne, pod jednym dachem mieszka bardzo często po kilkanaście osób.
Wśród 600 mieszkańców Krościenka są nie tylko Polacy, ale także Ukraińcy, Łemkowie i Grecy.
– Będę musiała zadać pytanie o narodowość. Szczególnie nieufnie podchodzą do tej kwestii ludzie starsi. Pytali mnie podczas wstępnej wizyty, czy obowiązkowe będzie okazywanie dokumentów i odpowiedź na to drażliwe pytanie.
Inny problem dotyczy społeczności greckiej. – Są bardzo rozgoryczeni – mówi pani Jolanta – odnoszę wrażenie, że ta nieliczna już społeczność pozostawiona została bez pomocy państwa.
W Urzędzie Miasta i Gminy w Ustrzykach Dolnych potwierdzają spostrzeżenia rachmistrzyni.
– Skoro nie wolno im głosować w wyborach prezydenckich, parlamentarnych, samorządowych, piastować funkcji urzędników państwowych, pracować w policji, straży granicznej ani w innych służbach, to prawdopodobnie nie pozwolą się również spisywać.
Problemy z rzetelnym zebraniem informacji przewiduje również Bożena Przywara z Gminnego Biura Spisowego w UMiG w Ustrzykach. Na tydzień przed rozpoczęciem spisu brakuje danych o tytułach własności gruntów w niezamieszkanych wsiach w kilku bieszczadzkich gminach. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że spora ich część została sprzedana ludziom z różnych regionów Polski, a nawet obcokrajowcom, ale wskutek podziału powiatu bieszczadzkiego na leski i ustrzycki, w dokumentacji kartograficznej i w księgach wieczystych panuje nieopisany bałagan.


Prześwietlane legitymacje
Diana Szałajko jest jednym ze 160 rachmistrzów z Radzionkowa w województwie śląskim. Ma 22 lata, studiuje marketing i zarządzanie. W czasie pięciodniowego szkolenia na rachmistrza musiała opuścić trzy dni wykładów. Trochę więc martwi się o sesję – zaczyna się dwa dni po skończeniu spisu. – Będę zakuwać po nocach – mówi z westchnieniem.
W swoim rejonie Diana ma 76 gospodarstw domowych przy ulicy Gwarków. Większość mieszkańców to ludzie starsi.
– W niektórych domach – opowiada – byłam po kilka razy i nikogo nie zastałam. Najczęściej właśnie starszych ludzi, którzy wyjeżdżają na dłużej do rodziny.
Nie spotkała się z odmową lub niewpuszczeniem do mieszkania, chociaż niektórzy szczegółowo analizowali jej legitymację. Sporo ludzi myślało, że przyszła w sprawie jakiejś zbiórki pieniędzy albo coś sprzedać.
Chłopak Diany, Piotr Piwek, student piątego roku Politechniki Śląskiej, będzie spisywał mieszkańców katowickiej dzielnicy Zawodzie. Jest to jedna z biedniejszych dzielnic miasta, sporo mieszkańców to bezrobotni.
– Zdarzyło mi się kilka nieprzyjemnych sytuacji – wyznaje Piotr. – Pewien mężczyzna nie tylko nie chciał mnie wpuścić, ale zabronił też uczestniczyć w spisie matce oraz sąsiadce mieszkającej z nim w jednym segmencie. Mimo kilku prób dotarcia do obydwu kobiet zostałem przez niego – krótko mówiąc – przegoniony.
Zdarzały się pogróżki. Podchmielony mężczyzna groził mu, że nie wyjdzie z tej ulicy żywy.

 

Wydanie: 20/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy