Jakoś musimy to przetrwać

Jakoś musimy to przetrwać

Katowice, 11.05.2020. Koronawirus w Polsce. Punkt pobierania próbek do badań na obecność koronawirusa, 11 bm. przy kopalni Murcki-Staszic w Katowicach. Przy niektórych kopalniach na Śląsku powstały dziś nowe punkty do pobierania wymazów do badań. Docelowo zbadani mają zostać wszyscy górnicy i ich rodziny. (ag/amb) PAP/Andrzej Grygiel

Górnicy stoją przed wyborem: albo zdrowie, albo praca. I pytają, dlaczego tak długo czekano z testami Złą wiadomością jest to, że rośnie liczba zakażeń górników na Śląsku, dobrą – że większość zakażonych nie ma objawów ani poważnych powikłań. Zaledwie kilka tygodni temu, w środku kwietnia, sytuacja górników i pracowników śląskich kopalń węgla kamiennego pod względem zakażeń SARS-CoV-2 wyglądała całkiem nieźle. Przynajmniej pozornie. Kopalnie pracowały, wydobywały surowiec mimo powiększających się zwałów i niesprzedanych zapasów. Spółki górnicze, wśród nich Polska Grupa Górnicza (PGG), Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) czy Węglokoks, wprowadziły obostrzenia i środki bezpieczeństwa. Potwierdzano co prawda pojedyncze przypadki zakażeń u pracowników, ale sztaby kryzysowe zakładów informowały o szybkiej izolacji tych osób. I tak przez jakiś czas zdawały się potwierdzać uspokajające słowa Adama Gawędy, byłego już pełnomocnika rządu ds. górnictwa, który jeszcze w marcu przekonywał, że praca górników na dole jest bezpieczna. – Temperatura i przewietrzanie wyrobisk sprawiają, że to środowisko nie pozwala na przenoszenie się wirusa – mówił Gawęda. Trzeba chodzić do pracy i zarabiać Jednak nie tylko pracownicy kopalń twierdzili, że wcale tak nie jest i że wprowadzonych obostrzeń nie da się do końca przestrzegać, bo kopalnia to nie biuro czy sklep. Pod względem zakażeń przemysł wydobywczy to „bomba z opóźnionym zapłonem”, jak mówił Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki odpowiedzialny za restrukturyzację górnictwa. I stało się. Już w pierwszej połowie maja Śląsk jako województwo ogólnie, a kopalnie w szczególności okazały się ogniskiem koronawirusa. W sumie do piątku ubiegłego tygodnia zrobiono ok. 30 tys. testów, a zdiagnozowano ponad 3 tys. zakażeń wśród śląskich górników – przy liczbie nieco ponad 6 tys. zakażeń w całym województwie. W kopalniach PGG zdiagnozowano ok. 1350 zakażonych, szczególnie w ruchu Jankowice (Rybnik), kopalni Sośnica w Gliwicach i kopalni Murcki-Staszic, w pozostałych kopalniach spółki zakażone są pojedyncze osoby. W kopalniach JSW zdiagnozowano już prawie tyle samo przypadków, głównym ogniskiem jest tutaj kopalnia Pniówek. W kopalniach tych tymczasowo zawieszono wydobycie, prowadzone były tylko niezbędne prace. Jednak w ubiegłym tygodniu ruch był stopniowo wznawiany. Jedna z pięciu najbardziej dotkniętych dotychczas kopalń znajduje się w Bytomiu, który niegdyś był nieformalną stolicą polskiego węgla kamiennego. W minionych trzech dekadach niemal wszystkie zakłady górnicze zostały zlikwidowane. Ostatnia kopalnia węgla kamiennego w mieście, należąca do państwowego Węglokoksu, to Bobrek-Piekary. Pracuje w niej w sumie ponad 2,5 tys. osób. W bytomskim ruchu Bobrek do 21 maja zakażenie stwierdzono u 480 pracowników zakładu oraz u 74 osób zatrudnionych w firmach zewnętrznych. Wydobycie zatrzymano 11 maja, po tym jak kilka dni wcześniej rozpoczęto badania przesiewowe wśród całego personelu. Teraz jest ono stopniowo wznawiane, do pracy wracają ci, u których dwa kolejne testy okazały się ujemne. Przez bramę wejściową kopalni przy ul. Konstytucji na popołudniową zmianę górnicy wchodzą w większości pojedynczo. Wszyscy w maseczkach. Nie widać, jak za normalnych czasów, grupek stojących i rozmawiających o pracy i życiu. Niewielu w ogóle chce rozmawiać. Narzekają na postojowe, wprowadzone na cztery dni w miesiącu, bo to mniejsza pensja. – No ale trzeba zarabiać pieniądze i chodzić do pracy, która jednak trochę się zmieniła: maseczki, odległość, niepodawanie rąk kolegom – opowiada pan Tomasz. Pięć lat pracuje w ruchu Bobrek, wcześniej w innych kopalniach Węglokoksu. – Jeżeli chodzi o moją załogę, niemal 10% jest chorych, ale większość przechodzi to bezobjawowo, siedzą w domowej kwarantannie – mówi. Pan Tomasz wchodzi przez bramę. – Jakoś musimy to przetrwać – dorzuca na pożegnanie. Więcej testów, więcej zakażeń Przetrwać mimo postojowego i zagrożenia zdrowotnego. To głównie aspekt ekonomiczny porusza dziś górników. Robert Rzepka pracuje tutaj cztery lata, wcześniej był zatrudniony w kopalni Makoszowy w Zabrzu, właśnie likwidowanej. – Pracuję pierwszy tydzień po tygodniowym postoju. Nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego postojowego, bo jednak pieniądze są mniejsze – przyznaje. A COVID-19, kwarantanna, zakażenia? – Sam nie byłem na kwarantannie, ale koledzy, którzy musieli lub muszą ją odbyć, mimo że nie są zakażeni, przyjmują to różnie. Jedni dość spokojnie, drudzy są bardzo niezadowoleni – mówi Rzepka. Czy on sam,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2020, 22/2020

Kategorie: Kraj