Polska brunatnieje

Polska brunatnieje

29.04.2017 Warszawa Marsz ONR z okazji 83. rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego fot. Maciej Luczniewski/REPORTER

Wskutek przesunięcia PiS do centrum, dokonywanego z myślą o wyborach, tworzy się przestrzeń dla faszystów Mamy już coraz bardziej Budapeszt w Warszawie. Mamy też lokalnego Orbána w osobie Kaczyńskiego. Do pełnego modelu nieliberalnej demokracji brakuje nam jeszcze jednego – nacjonalistycznej partii na prawo od rządzących ultrakonserwatystów. Nią władze mogą straszyć wyborców. Jej mogą używać do załatwiania spraw, których same wolą nie tykać. Widmo krąży nad rodzimą polityką. Widmo polskiego Jobbiku. Fala nieliberalnych demokracji Już ponad 15 lat temu Karol Modzelewski wprost mówił – poziom życia w Europie będzie się pogarszał. Przestanie ona być kluczowym dla globalnej polityki regionem. Coraz bardziej będzie się kurczył zakres demokracji, a władze państw na tym kontynencie zaczną przypominać te, które znamy z Ameryki Południowej z okresu zimnej wojny. Niestabilne rządy, rosnące nierówności, tendencje autorytarne – to jego zdaniem europejska przyszłość. Obecna sytuacja w Europie Wschodniej zdaje się jego prognozy potwierdzać. Od Putinowskiej Rosji idzie fala nieliberalnych demokracji. Turcja, Węgry i Polska stają się ofiarą politycznego tsunami. Dawne liberalne elity są odsuwane od władzy, robiąc miejsce dla ultrakonserwatywnych, bogoojczyźnianych partii. Nieważne, czy nazywają się Jedna Rosja, Prawo i Sprawiedliwość czy Fidesz – straszą migrantami, gardzą homoseksualistami i głoszą mocarstwowe fantazje. Mimo ograniczeń wolności prasy, mieszania się władz w wymiar sprawiedliwości i zakulisowych prześladowań opozycji ciągle jednak trwają przy pozorach demokracji. Odbywają się wybory, istnieje opozycja, legalne są demonstracje. Przywódcy tych krajów chcą uchodzić za legalnie wybranych i uznawanych przez społeczność międzynarodową. Starają się oficjalnie nie brudzić sobie rąk aktywnościami, które budzą opór światowej opinii publicznej. Od tego mają swoich nacjonalistycznych satelitów. U wschodnich sąsiadów to Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji Władimira Żyrinowskiego. Na Węgrzech tę funkcję pełni Jobbik. W Polsce, która ma wobec tych krajów kilka lat opóźnienia w likwidowaniu demokracji, jest jeszcze wakat. Wszystko jednak wskazuje, że już niedługo. Paweł Kukiz i Janusz Korwin-Mikke ogłoszą, że rozważają wspólne listy w wyborach samorządowych. Jeśli panów nie poniosą emocje (co jest wielce prawdopodobne), jeśli nie wygra po raz kolejny narcyzm któregoś z nich, będzie to najpewniej początek takiej formacji. Zresztą grup aspirujących do takiej roli można wyliczyć więcej. Od kilku lat podchody do utworzenia jednej formacji robią nacjonaliści z Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej. W 2015 r. rozpadł się łączący je na krótko Ruch Narodowy, ale dzięki Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości i licznym wspólnym inicjatywom, takim jak zablokowana przez wojewodę mazowieckiego demonstracja pod ambasadą Izraela, widać ponowne zbliżenie tych środowisk. Ruch Narodowy, w 2017 r. wykreślony z ewidencji partii, ponownie jest w fazie rejestracji. Polski Jobbik wydaje się dla ekstremistów perspektywiczną opcją. Przykład Orbánowskich Węgier pokazuje, że na główną siłę opozycyjną wyrastają tam nacjonaliści. Na pierwszym miejscu stabilnie z 53% poparcia jest Fidesz, a na drugim właśnie oni – mając 17,2%. W Rosji partia Żyrinowskiego z 13% zajmuje drugą pozycję ex aequo z komunistami Giennadija Ziuganowa. Pierwszą oczywiście Jedna Rosja Władimira Putina z 55%. Główny straszak musi się zmienić Liberalno-Demokratyczną Partię Rosji i Jobbik (Ruch na rzecz Lepszych Węgier, węg. Jobbik Magyarországért Mozgalom) wiele łączy: ultranacjonalizm, niechęć do demokracji, liberalizmu, praw mniejszości, patriarchalna wizja rodziny, militaryzm i mocarstwowe fantazje. Oba ugrupowania siebie uznają za podmioty zrzeszające patriotów najprawdziwszych z prawdziwych, a rządzące ich krajami półdyktatorskie oligarchie za mięczaków. Oczywiście są to tylko lokalne odmiany wzorca. Jobbik będzie kierował rasistowskie ataki bardziej na Romów, Żydów i uchodźców, a partia Żyrinowskiego – na migrantów z Kaukazu i muzułmanów. Nie zmienia to jednak zasadniczego schematu ich istnienia na scenie politycznej. Autorytarne państwo wspierające lokalny kapitał oraz najsłabszych krajanów, zarówno w kraju, jak i za granicą, a także rewizja granic ojczyzn, ich zdaniem okrojonych przez sąsiadów – to docelowa wizja państwa wedle tych organizacji. Wielokrotnie deklarowana przez obie organizacje niezależność, a nawet wrogość wobec Putina czy Orbána wydaje się jedynie kamuflażem. Niezależnie bowiem od tego,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 06/2018, 2018

Kategorie: Kraj