Polska brunatnieje

Polska brunatnieje

Wskutek przesunięcia PiS do centrum, dokonywanego z myślą o wyborach, tworzy się przestrzeń dla faszystów

Mamy już coraz bardziej Budapeszt w Warszawie. Mamy też lokalnego Orbána w osobie Kaczyńskiego. Do pełnego modelu nieliberalnej demokracji brakuje nam jeszcze jednego – nacjonalistycznej partii na prawo od rządzących ultrakonserwatystów. Nią władze mogą straszyć wyborców. Jej mogą używać do załatwiania spraw, których same wolą nie tykać. Widmo krąży nad rodzimą polityką. Widmo polskiego Jobbiku.

Fala nieliberalnych demokracji

Już ponad 15 lat temu Karol Modzelewski wprost mówił – poziom życia w Europie będzie się pogarszał. Przestanie ona być kluczowym dla globalnej polityki regionem. Coraz bardziej będzie się kurczył zakres demokracji, a władze państw na tym kontynencie zaczną przypominać te, które znamy z Ameryki Południowej z okresu zimnej wojny. Niestabilne rządy, rosnące nierówności, tendencje autorytarne – to jego zdaniem europejska przyszłość.

Obecna sytuacja w Europie Wschodniej zdaje się jego prognozy potwierdzać. Od Putinowskiej Rosji idzie fala nieliberalnych demokracji. Turcja, Węgry i Polska stają się ofiarą politycznego tsunami. Dawne liberalne elity są odsuwane od władzy, robiąc miejsce dla ultrakonserwatywnych, bogoojczyźnianych partii. Nieważne, czy nazywają się Jedna Rosja, Prawo i Sprawiedliwość czy Fidesz – straszą migrantami, gardzą homoseksualistami i głoszą mocarstwowe fantazje. Mimo ograniczeń wolności prasy, mieszania się władz w wymiar sprawiedliwości i zakulisowych prześladowań opozycji ciągle jednak trwają przy pozorach demokracji. Odbywają się wybory, istnieje opozycja, legalne są demonstracje. Przywódcy tych krajów chcą uchodzić za legalnie wybranych i uznawanych przez społeczność międzynarodową. Starają się oficjalnie nie brudzić sobie rąk aktywnościami, które budzą opór światowej opinii publicznej. Od tego mają swoich nacjonalistycznych satelitów.

U wschodnich sąsiadów to Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji Władimira Żyrinowskiego. Na Węgrzech tę funkcję pełni Jobbik. W Polsce, która ma wobec tych krajów kilka lat opóźnienia w likwidowaniu demokracji, jest jeszcze wakat. Wszystko jednak wskazuje, że już niedługo. Paweł Kukiz i Janusz Korwin-Mikke ogłoszą, że rozważają wspólne listy w wyborach samorządowych. Jeśli panów nie poniosą emocje (co jest wielce prawdopodobne), jeśli nie wygra po raz kolejny narcyzm któregoś z nich, będzie to najpewniej początek takiej formacji. Zresztą grup aspirujących do takiej roli można wyliczyć więcej. Od kilku lat podchody do utworzenia jednej formacji robią nacjonaliści z Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej. W 2015 r. rozpadł się łączący je na krótko Ruch Narodowy, ale dzięki Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości i licznym wspólnym inicjatywom, takim jak zablokowana przez wojewodę mazowieckiego demonstracja pod ambasadą Izraela, widać ponowne zbliżenie tych środowisk. Ruch Narodowy, w 2017 r. wykreślony z ewidencji partii, ponownie jest w fazie rejestracji. Polski Jobbik wydaje się dla ekstremistów perspektywiczną opcją. Przykład Orbánowskich Węgier pokazuje, że na główną siłę opozycyjną wyrastają tam nacjonaliści. Na pierwszym miejscu stabilnie z 53% poparcia jest Fidesz, a na drugim właśnie oni – mając 17,2%. W Rosji partia Żyrinowskiego z 13% zajmuje drugą pozycję ex aequo z komunistami Giennadija Ziuganowa. Pierwszą oczywiście Jedna Rosja Władimira Putina z 55%.

Główny straszak musi się zmienić

Liberalno-Demokratyczną Partię Rosji i Jobbik (Ruch na rzecz Lepszych Węgier, węg. Jobbik Magyarországért Mozgalom) wiele łączy: ultranacjonalizm, niechęć do demokracji, liberalizmu, praw mniejszości, patriarchalna wizja rodziny, militaryzm i mocarstwowe fantazje. Oba ugrupowania siebie uznają za podmioty zrzeszające patriotów najprawdziwszych z prawdziwych, a rządzące ich krajami półdyktatorskie oligarchie za mięczaków. Oczywiście są to tylko lokalne odmiany wzorca. Jobbik będzie kierował rasistowskie ataki bardziej na Romów, Żydów i uchodźców, a partia Żyrinowskiego – na migrantów z Kaukazu i muzułmanów. Nie zmienia to jednak zasadniczego schematu ich istnienia na scenie politycznej. Autorytarne państwo wspierające lokalny kapitał oraz najsłabszych krajanów, zarówno w kraju, jak i za granicą, a także rewizja granic ojczyzn, ich zdaniem okrojonych przez sąsiadów – to docelowa wizja państwa wedle tych organizacji.

Wielokrotnie deklarowana przez obie organizacje niezależność, a nawet wrogość wobec Putina czy Orbána wydaje się jedynie kamuflażem. Niezależnie bowiem od tego, czy robią to świadomie, czy nie, służą one półdyktatorskim władzom na wiele sposobów. Przede wszystkim są wentylem bezpieczeństwa. Dzięki ich działaniom można sprawdzić, który kierunek ma obrać główna partia sceny politycznej. Zażera w społeczeństwie głoszona przez ekstremistów islamofobia – temat w rozwodnionej formie przejmują władze. Ludzie kupują frazeologię antysemicką – podobnie. Nie działa strategia antyromska czy obrony przemysłu futerkowego? Rząd może umyć ręce i powiedzieć: ach, ci ekstremiści, my tacy nie jesteśmy. Nacjonaliści mają dzięki temu status licencjonowanej opozycji i mogą zrzeszać różnej maści szurów (od: szurnięty; zwrot używany w sieci na określenie politycznych wariatów), radykałów i faszystów. W porównaniu z nimi politycy partii rządzącej uchodzą za centrystów.

To kolejny powód tworzenia się takiego duopolu – spektakl wystawiany dla centrowych wyborców. Jest to przesunięta w prawo wersja granej w Polsce latami sztuki „Bo zwycięży PiS”, która zapewniła dwie kadencje Platformie Obywatelskiej straszącej: jeśli nie my, to zobaczycie, wygrają ci źli, dzicy, potworni ekstremiści. Dziś, kiedy cały system polityczny wychylony jest jeszcze bardziej na prawo, główny straszak musi się zmienić.

Przestrzeń dla faszystów

Zwycięstwo PiS w wyborach i stabilna dominacja tej partii w sondażach sprawiają, że sytuację można dostosować jeszcze bardziej do węgierskiego wzorca. Po usunięciu ze stanowiska „swojskiej”, „ludowej” Beaty Szydło i zamianie jej na „światowca”, bankiera Mateusza Morawieckiego, Prawo i Sprawiedliwość zdaje się wykonywać krok w kierunku centrum. Lubiana na prowincji była burmistrz Brzeszcz nie umiała przyciągnąć bardziej centrowego wyborcy. Co innego nowy szef rządu, który lepiej się prezentuje na zagranicznych salonach i jest dobrze widziany w środowisku biznesowym. Kaczyński tym ruchem jednak robi miejsce przy prawej ścianie. Kiedy prezes PiS szczuł rodaków na migrantów, opowiadając nazistowskie z ducha plotki o chorobach przenoszonych przez uchodźców, i dawał pole do działania w parlamencie antyaborcyjnym fundamentalistom, a w rządzie zasiadali stali goście Radia Maryja – Jan Szyszko i Antonii Macierewicz, nie pozostawało za dużo terenu dla ugrupowań nacjonalistycznych. Wskutek jednak przesunięcia do centrum, wykonywanego z myślą o wyborach parlamentarnych w 2019 r., robi się przestrzeń dla faszystów.

W Polsce także jest dziś coraz żyźniejsza gleba dla takiej partii. Jednym z jej filarów będzie ksenofobia. Badania opinii publicznej pokazują wyraźnie – Polacy boją się uchodźców. Ziarno niechęci do napływających z Afryki i Azji migrantów zasiane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości zaczyna dawać plony. W pierwszych sondażach aż 72% deklarowało poparcie dla przyjmowania uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi, ale wraz z narastającą kampanią negatywną niektórych mediów oraz prawej części sceny politycznej ta liczba zaczęła coraz bardziej maleć. Aż 57% ankietowanych uważa obecnie, że w ogóle nie powinniśmy przyjmować uchodźców. Niemal 66% deklarowało, że odczuwa strach przed kontaktami z muzułmanami.

Również szeroko zakrojona prawicowa polityka historyczna zdaje się już powoli wydostawać spod rządowej kontroli i tworzyć przestrzeń dla wyraźniejszego zaistnienia ugrupowania nacjonalistów. Pompowana przez PiS i prawe skrzydło PO afirmacja antykomunistycznych bojówek i endeckich tradycji dzisiaj z podręczników i muzeów rozlewa się na ulice. Działania Instytutu Pamięci Narodowej stały się podstawą nowej, oficjalnie obowiązującej nacjonalistycznej wizji najnowszych dziejów Polski. Z budżetów ministerstw edukacji czy kultury i z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej latami płynęły miliony złotych na wystawy, seriale, rekonstrukcje czy filmy przedstawiające prawicową, nacjonalistyczną bądź klerykalną wersję XX-wiecznej historii naszego kraju. W latach 2005-2015 powstało 69 pełnometrażowych fabularnych filmów historycznych z dofinansowaniem PISF. Łączne wsparcie dla tych produkcji wyniosło aż 349 mln zł. Obecnie w trakcie realizacji jest kilkanaście kolejnych. W latach 2006-2014 powstało też 176 historycznych filmów dokumentalnych. Kolejnych osiem jest w różnych fazach produkcji. Łączna kwota dofinansowania dla tych filmów przekroczyła 30,8 mln zł. Na wsparcie historycznych produkcji animowanych PISF poszło ponad 20,3 mln zł. Większość tych filmów, fabularnych i dokumentalnych, wzmacnia nacjonalistyczno-klerykalny obraz naszej historii.

Mamy już patriotyczne murale, komiksy, filmy, seriale i muzykę. Nierzadko tworzone oddolnie i za prywatne pieniądze. Częstym widokiem na polskich ulicach jest bluza albo koszulka z wilkiem symbolizującym partyzantów endeckich Narodowych Sił Zbrojnych czy napisem „Śmierć wrogom ojczyzny”, a wartość rynku odzieży patriotycznej eksperci oceniają na dziesiątki milionów złotych. Wśród zaniepokojonych emancypacją kobiet i niepewnych swojej przyszłości młodych mężczyzn dobrze się sprzedaje fantazja o dzielnych, niezłomnych bohaterach, którzy oddali życie w walce z mityczną „komuną”. Świadczy o tym również masowa popularność rekonstrukcji historycznych. Przebierając się za żołnierzy dawnych bitew albo chociaż oblekając się we współczesny „patriotyczny” mundur – bluzę z „wyklętymi”, na moment przenoszą swoją nudną, niskopłatną i pozbawioną celu egzystencję w świat wielkich idei, twardych konfliktów etycznych i ofiary, która uwzniośla.

Rośnie wśród nich poparcie dla radykalnych, często przemocowych rozwiązań politycznych. O ile, według badań socjologicznych zleconych przez OKO.press, ruchem społecznym, w którym chciałaby działać większość młodych kobiet, jest czarny protest, o tyle wśród młodych mężczyzn wygrywa zdecydowanie Ruch Narodowy, a tematy wrzucone w główny nurt debaty publicznej – takie jak uchodźcy, reparacje wojenne czy relacje z Ukrainą i ich radykalne ujęcie przez rząd – jeszcze bardziej przecierają szlaki partii nacjonalistów.

Kto miałby ją utworzyć? Chętnych jest aż nadto. Jest też kilku kandydatów na przyszłego duce. Przede wszystkim w tej grze liczą się trzy środowiska: nacjonaliści, kukizowcy i korwiniści. Dotychczas wchodziły ze sobą w krótkotrwałe sojusze, szczególnie w regionach, rywalizując jednak generalnie o tę samą grupę wyborców – sfrustrowanych mężczyzn z klasy ludowej oraz przestraszonych i zirytowanych drobnomieszczan. Teraz w tej części sceny politycznej zaczyna się ruch zjednoczenia. Warunki sprzyjają nacjonalistom i ultrakonserwatystom. Wizja powtórzenia sukcesu LPR zaczyna być bardziej kusząca niż animozje i konflikty. Łączą wspólni „wrogowie”: imigranci, feministki, homoseksualiści i „lewactwo”. Cele: antykomunizm, konserwatywna, patriarchalna rodzina, katolicyzm, militaryzm i niechęć do demokracji.

Nacjonaliści

Dziś nacjonaliści są mocno podzieleni. Mamy tu nurt bardziej bojówkarski, uliczny, dużo bliższy retoryką, strojem i aktywnościami neonazistom. Często też ich po prostu zrzeszający. Jego głównymi reprezentantami w Polsce są mocno antykapitalistyczni Autonomiczni Nacjonaliści, Narodowe Odrodzenie Polski i Falanga. Oczywiście wszystkie te organizacje będą się wypierać związków z faszyzmem, ale wystarczy nawet pobieżna lektura ich pism i stron internetowych, żeby zobaczyć, jak bardzo są przesiąknięte rasizmem, antysemityzmem, antyliberalizmem, niechęcią do demokracji liberalnej i ciepło wyrażają się o stosowaniu przemocy na scenie politycznej. Ten jednak kierunek właśnie z powodu dość dużej szczerości w wyrażaniu poglądów nie ma na razie szans na wejście do głównego nurtu polityki. Agresywny wygląd i frazeologia, udział sympatyków w pobiciach i napadach oraz subkulturowy sznyt również nie pomagają przekonać do niego wystarczającej do zaistnienia w wyborach liczby ludzi.

Drugi jednak nurt polskiego nacjonalizmu odrobił lekcję z działania podobnych partii w innych częściach Europy. Podobnie jak francuski Front Narodowy czy włoski Sojusz Narodowy wyczyścił pierwszy szereg z zabijaków, skinheadów i jawnych nazistów, zastępując ich niewinnymi z wyglądu młodzieńcami w garniturach. Nie zmieniając ideologicznego jądra, oszlifował też język, tak aby stał się on strawny dla klasy średniej. W tym segmencie najbardziej widoczne są Młodzież Wszechpolska i Obóz Narodowo-Radykalny.

Odtworzona w 1989 r. przez Romana Giertycha przedwojenna Młodzież Wszechpolska „odwołuje się do kanonu zasad Jedynej, Prawdziwej, Świętej Wiary Katolickiej, wypowiada wojnę doktrynom głoszącym samowolę, liberalizm, tolerancjonizm i relatywizm oraz dąży do zbudowania katolickiego państwa narodu polskiego”. Pierwszą falę nacjonalistów z tej organizacji wprowadziła do Sejmu lista Ligi Polskich Rodzin. Zasiadło ich wtedy w ławach sejmowych 12, w tym sam założyciel oraz Krzysztof Bosak czy Sylwester Chruszcz (obecnie Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego), do dziś kluczowi działacze nacjonalistyczni w Polsce. W MW zaczynali kariery polityczne również liderzy skrajnej prawicy – Robert Winnicki czy Adam Andruszkiewicz.

Drugim widocznym w tym polu podmiotem jest ONR. Mimo afery z wyciekiem prywatnych rozmów kierownika tej organizacji Przemysława Holochera, w których gloryfikował on przemoc i obiecywał krwawe rozliczenie się z przeciwnikami politycznymi, wyraźnie się rozrasta w ostatnich latach. Ma już oddziały w kilkudziesięciu miastach Polski i wyraźnie widać napływ do niej funduszy i członków. Charakterystyczne zielone opaski i flagi z symbolem przedwojennych polskich faszystów, falangą (ręka trzymająca miecz), są coraz bardziej widoczne na wiecach i demonstracjach. Jej działacze, tacy jak znany z sympatii dla belgijskiego kolaboranta Léona Degrelle’a rzecznik ONR Tomasz Kalinowski, zaczynają się przebijać do mediów. Wobec pojawiających się coraz częściej apeli o delegalizację tej organizacji Kalinowski zapowiedział, że trwają rozmowy z Młodzieżą Wszechpolską i Ruchem Narodowym o możliwości stworzenia nowego ugrupowania, jednoczącego te trzy nurty. Temu najpewniej służy odtworzenie RN. To jedna z możliwych opcji, z której może powstać polski Jobbik.

Platforma Janusza Korwin-Mikkego

Drugą jest wspomniany potencjalny sojusz środowisk tworzących zaplecze polityczne Pawła Kukiza i Janusza Korwin-Mikkego. Dziś założona przez JKM Unia Polityki Realnej to ułamek dawnej partii. Opuszczona przez swojego długoletniego lidera błąkała się po scenie politycznej, aby w końcu trafić pod skrzydła Pawła Kukiza. Dawniej jednak była prawdziwą kuźnią kadr dla POPiS. Jej byli członkowie mogliby spokojnie utworzyć w Sejmie kilkunastoosobowy klub parlamentarny. Należeli do niej m.in. politycy PO: Paweł Graś, Cezary Grabarczyk, Tomasz Tomczykiewicz, Ewa Więckowska, Julia Pitera, Sławomir Nitras, Robert Smoktunowicz czy Wojciech Bartelski. Z PiS: Jacek Żalek, Marcin Horała, Andrzej Sośnierz, Ryszard Czarnecki, Zbigniew Kozak, Paweł Lisiecki i Paweł Szałamacha. Do UPR należał też trzon Centrum im. Adama Smitha: Andrzej Sadowski, Robert Gwiazdowski i Krzysztof Dzierżawski. Znani publicyści: lider środowiska „Stańczyka” Tomasz Gabiś, animator neoendecji i pisarz fantasta Rafał A. Ziemkiewicz, a także pisarz, kompozytor i polityk Stefan Kisielewski, nacjonalista Marian Kowalski i zastrzelony w 2001 r. były minister sportu Jacek Dębski. Z innymi partiami Korwina, takimi jak Kongres Nowej Prawicy, Platforma Janusza Korwin-Mikkego, Wolność i Praworządność, Wolność czy KORWiN związani byli np. pisarz Andrzej Pilipiuk, profesorowie Bogusław Wolniewicz i Adam Wielomski, tłumacz Robert Stiller i dziennikarz Tomasz Sommer.

Rola Korwin-Mikkego w tworzeniu nowej antyunijnej, narodowo-kapitalistycznej partii jest paradoksalnie bardzo ważna. Mimo lat bytowania na granicy politycznego istnienia, systematycznie przegrywanych wyborów, masy skandali związanych z jego wypowiedziami publicznymi i perypetiami rodzinnymi oraz występowania z hukiem z kolejnych ugrupowań i zakładania nowych JKM pozostaje najpopularniejszym polskim blogerem politycznym z ponad 750 tys. lajków na Facebooku. Trwając na skrajnej prawicy, latami głosił: tu jest normalność, centrum i prawda. Właśnie ten obywatel powiatu otwockiego ukuwał, wprowadzał do dyskursu i uprawomocniał takie hasła jak daniny, roszczeniowcy, feminazistki, lesby, homosie, unijna okupacja, islamizacja. I choćby nie wiem jak się napracowała lewa strona, nie udało jej się przebić agresywnego stylu JKM, jego bon motów, oryginalnego wyglądu i zwykłej narcystycznej bezczelności. A wszystko to zanurzone w mizoginii, szowinizmie, seksizmie, rasizmie, ksenofobii, homofobii, transfobii i islamofobii. Jednak jego narcyzm nie pozwalał mu nigdy znieść grania drugich skrzypiec. Kiedy tylko tracił pozycję lidera zakładanej przez siebie partii, zaraz z niej wychodził i zakładał nową, już ze sobą jako szefem. Efekt uboczny to dziesiątki osieroconych kół partyjnych, które do dziś tworzą nieco zagubioną, ale dość gęstą siatkę byłych wychowanków Korwin-Mikkego. To wiano, które JKM wnosi do małżeństwa z rozsądku z Kukizem. Otwarcie mówi, że obawia się podniesienia progu wyborczego do 10%. Kukiz z kolei, sam gospodarczy liberał, liczy na odziedziczenie schedy po Korwin-Mikkem i stałe przejęcie jego 3-4% elektoratu.

Stowarzyszenie Endecja

Unią Polityki Realnej kieruje obecnie dwóch posłów Kukiz’15, Bartosz Józwiak i Tomasz Rzymowski, i to oni zdają się łącznikiem między Kukizem a JKM. 75-letni już Korwin-Mikke najwyraźniej pragnie zakończyć swoją drogę polityczną, po latach nieobecności w Sejmie. Niedawno zadeklarował z Kukizem, że rozważają wystawienie wspólnych list w wyborach samorządowych. To pierwszy krok do trwalszej koalicji. Brakuje jej na razie bardziej nacjonalistycznej odnogi. Jednak od maja 2016 r. Rafał A. Ziemkiewicz z najbogatszym polskim posłem, właścicielem browarów Ciechan, Bojan i Lwówek Śląski, Markiem Jakubiakiem oraz dawnym szefem MW Adamem Andruszkiewiczem budują nową endecję. Ten ostatni zdaje się kreować na przyszłego lidera tego segmentu. Jego nazwisko mocno funkcjonuje w sieci, posty są średnio pięć razy popularniejsze niż Nowoczesnej i jej liderki Katarzyny Lubnauer razem wziętych. Sporo osób przychodzi też na jego spotkania.

Nie byłby to pierwszy sojusz korwinistów z nacjonalistami. Budowali już razem Ruch Narodowy, zapraszali się kilkakrotnie na listy. W 1993 r. z list UPR startował sam reanimator Młodzieży Wszechpolskiej i ruchu nacjonalistycznego po 1989 r., a obecnie obrońca demokracji Roman Giertych. Kukiz przez kilka lat był członkiem komitetu honorowego Marszu Niepodległości i zaprosił w 2015 r. na swoje listy liczną reprezentację nacjonalistów. Co najmniej sześciu posłów jego klubu można łączyć z tym nurtem. To także dzięki medialnej rozpoznawalności Kukiza z niewielkiego marszu skrajnej prawicy udało się stworzyć masową imprezę, przyciągającą zwykłych, zupełnie niezaangażowanych w ruch faszystowski obywateli.

Jest jednak szansa, że i tym razem chorobliwe ambicje, narcyzm i nieumiejętność kompromisu sprawią, że środowiska te pozostaną skłócone i rozbite. Już wcześniej Kukiz próbował mariażu wyborczego z nacjonalistami z Ruchu Narodowego, umieszczając ich na listach wyborczych Kukiz‘15. Jednak sam sojusz z rockmanem doprowadził do rozłamu. Z RN odszedł wtedy z hukiem jego kandydat na prezydenta Marian Kowalski, zabierając ze sobą swoją ówczesną organizację, ONR. Działacze, którzy weszli do Sejmu, również nie zagrzali długo miejsca przy Kukizie. Z klubu odszedł szybko lider nacjonalistów Winnicki, a z zaplecza politycznego Krzysztof Bosak. Nie udało im się jednak zabrać ze sobą innych nacjonalistycznych posłów, którzy włączyli się w działania Ziemkiewiczowskiej Endecji. Środowisko polskiej skrajnej prawicy pozostaje rozbite na co najmniej dwa większe, skłócone obozy (Kukiz i jego Endecja plus Korwin versus Ruch Narodowy) i kilka mniejszych (NOP, AN, Falanga). Jednak patrząc na ksenofobiczne, rasistowskie i antysemickie nastroje w Polsce, obawiam się, że tym razem nowi faszyści mogą się pogodzić, żeby zjeść w końcu ten torcik. Pierwsza grupa zdaje się powoli sunąć w kierunku tego pomysłu.

Wydanie: 6/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy