Jednak latający złom

Jednak latający złom

Autorzy tekstu o F-16 odpowiadają swojemu polemiście

Pan Jacek A. Goszczyński odniósł się w nr. 43 do naszego tekstu „Latający złom” („Przegląd” nr 42) o F-16. Temat jest interesujący i – nie ma co ukrywać – dotyczący polskiej racji stanu. Co do konkretów, podzielamy oczywiście pogląd, że ewentualny wybór samolotu Jas-39 Gripen był pod każdym względem transakcją lepszą dla naszego kraju. Tym bardziej że szwedzko-brytyjska oferta była bardziej elastyczna i przewidywała bardzo różne możliwości eksploatacji tych samolotów. A jak Pan zapewne wie, mogliśmy natychmiast otrzymać około 30 sztuk, też względnie nowoczesnych, Jas-37 Viggen, do nauki i wstępnej eksploatacji na czas dostarczenia nowszego kuzyna tej maszyny. Trudno porównywać oczywiście samoloty o różnych parametrach, ale właśnie Viggen jest mniej więcej konstrukcją równoległą do F-16. Podobnie korzystniejszą formułą byłoby nabycie, a raczej wyleasingowanie (używanych) wersji F-18 Hornet model C-D, bo kolejna mutacja, czyli wersja E-F, to praktycznie już inna maszyna, gabarytami przypominająca raczej F-15 czy rosyjski Su-27. Nie będziemy już pisać o mirage’ach, bo nasz polemista tego wątku nie podjął… Jak wynika z jego tekstu, jest on – czy raczej był – entuzjastą polskiej Irydy. A ponieważ pretenduje, czego mu nie odmawiamy, do roli profesjonalisty w zakresie lotnictwa, rodzi się pytanie do niego: kto przy zdrowych zmysłach buduje nowy samolot szturmowy, o niezłych zresztą parametrach, z gondolami silników umieszczonymi pod skrzydłami i jeszcze nieopancerzonymi. A Irydę budowano przecież nie jako samolot cel dla artylerii przeciwlotniczej, tylko jako szkolno-bojowy w wersji szturmowej. Pomijamy tu sprawę nader skromnego udźwigu… Co do samolotu klasy AlphaJet, to czy ktoś rozsądny byłby zainteresowany 12 maszynami? Tylko 12? To przecież absurd. Te 12, o których był uprzejmy napisać pan Goszczyński, rzeczywiście było zakonserwowane. Ale 60 pozostałych latało, i to dobrze latało… Nie wymagały remontów i bez remontów przejął je Egipt. Tu jeszcze jedna uwaga. Oczywiście niemiecka Dassa była producentem podzespołów, ale finalnym wytwórcą był przecież francuski Dassault… Czyżby autor polemiki o tym nie wiedział?
Co do bloku awioniki. Niestety i tu musimy sprostować. Mianowicie do amerykańskiego lotnictwa, do linii, weszło ostatnio 18 maszyn F-16 Block 70. Modernizuje się prawdopodobnie około 300 maszyn (w ciągu czterech lat wybudowanych w latach 80. z dotychczasowym blokiem 30, również do bloku 70. Pozostałe z tym blokiem sukcesywnie odstawia się na lotniska rezerwowe w Arizonie i Nowym Meksyku. Natomiast do Gwardii Narodowej (czynnej rezerwy) wchodzą samoloty z wczesnych lat 90. z blokiem 50. Te maszyny już nie będą modernizowane. Za kilka lat gwardia otrzymywać będzie aparaty z blokiem 50/52, bo w ich miejsce do pierwszej linii na razie powoli wchodzą maszyny F-35 jsf.
Jeszcze drobna uwaga. Ta wersja I, która trafiła do Izraela, to samoloty F-15 Eagle, a nie F-16 Falcon. Porównanie maszyny B-52 z aparatami myśliwskimi czy też szturmowymi musi budzić tylko uśmiech. Szkoda, że autor nie był uprzejmy napisać, że kiedyś radzieckie, a obecnie rosyjskie TU-95 latają, i to wcale dobrze, od lat przeszło 40. A to wcale nie odrzutowce, tylko turbośmigłowce o przeciwbieżnych rotacjach podwójnych śmigieł. Na marginesie: 94 amerykańskie latające jeszcze B-52 to samoloty wersji H wyprodukowane w późnych latach 70. XX w. mniej więcej wtedy, kiedy powstawał F-16. Wersja H bombowca strategicznego B-52 ma bardzo niewiele wspólnego z wczesnymi wersjami A-D. Jest to nosiciel pocisków samosterujących.
płk dpl. (r.) Eugeniusz Januła, Katarzyna Kurzeja

 

Wydanie: 44/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy