Jesienna szkoła feminizmu

Jesienna szkoła feminizmu

Pewna znajoma Amerykanka, bywała w krajach Europy Wschodniej, uważa, że najgorsi mężczyźni są w Polsce i w Rosji

Zazwyczaj na przełomie sierpnia i września odbywa się Letnia Szkoła Feminizmu. Studenci przyjeżdżają do któregoś z miast Wybrzeża i pobierają tam nauki feministyczne, a po tygodniu, nauczywszy się, czego trzeba, o patriarchacie, o kulturowej konstrukcji płci i innych sprawach, wykąpani w morzu, wyspacerowani i przewiani wracają w głąb lądu.
Postanowiłam, żeby czytelnicy „Przeglądu” nie byli pokrzywdzeni, przeprowadzić jedno seminarium z rodzaju tych, jakie miewam ze studentkami i studentami.
Zatem analiza wybranego tekstu. Nawet nie tekstu, tylko wypowiedzi, która notabene pochodzi z „Przeglądu” (11.07), z bardzo ciekawej ankiety pt. „W czym Polacy są zgodni? Co nas łączy?”. Odłożyłam sobie kiedyś ten numer, ponieważ wiedziałam, kierując się niezawodnym kryterium wyrzutu adrenaliny do krwi podczas czytania, że prędzej czy później tekst zostanie użyty.
A więc niemal wszyscy ankietowani, około dziesięciu osób, przeważnie profesorowie socjologii, psychologii, historycy i artyści, odpowiadają, że w istocie niewiele lub nic nas nie łączy, nic pozytywnego, i że nie ma tego, w czym jesteśmy zgodni.
Przy tej zgodności opinii – którą podzielam – tylko prof. Zbigniew Nęcki, psycholog z UJ, brzmi inaczej. „Polaków łączy absolutnie umiłowanie ojczyzny (…), zwłaszcza w kontaktach z innymi odzywa się patriotyczna dusza”.

Romantyka duszy polskiej

I dalej: „(…) mamy też czułość, wrażliwość i troskliwość w stosunku do partnerek. Polak w łóżku nie traktuje kobiety instrumentalnie, jest czuły, liczy się gra wstępna, romantyka duszy, sentymentalizm. Nie lubimy natomiast, by nasze kobiety zadawały się z obcokrajowcami, zwłaszcza kolorowymi. To też nas łączy”.
Widzę tu, drogie uczestniczki i uczestnicy letniego seminarium, zgoła inne treści niż te, które chciał przekazać prof. Nęcki. U profesora opis jakoś się zlewa z oceną. Co zaś do oceny, wyczuwam w jego tonie nuty ciepłej sympatii.
No bo są powody do mruczenia – jaki to słodki męski naród, który nie traktuje kobiet instrumentalnie! Przynajmniej w łóżku. Miliony mężczyzn dbających o zaspokojenie żeńskiego popędu narodowego. Brawo, brawo! Lecz czy profesor bierze odpowiedzialność za te miliony facetów, które tak wychwala, łącznie z ich sentymentalizmem? No dobrze, a co z kobietami, które mają inne doświadczenia z mężczyznami płci polskiej? Czy ich doświadczenie się nie liczy? I gdzie te miliony ankiet, które profesor zebrał na poparcie swojego nieliczenia się ze słowami?
Dalej było jeszcze lepiej: „Nie lubimy, by nasze kobiety zadawały się z obcokrajowcami, zwłaszcza kolorowymi. To też nas łączy”. No nie, proszę uczestników seminarium. To już brzmi tak, że wypada nawet z tradycji narodowej, w której lubi się jednak zaznaczyć jakąś częściową choćby podmiotowość Polki. Jako Matki Polki, Emilii Plater, sanitariuszki z któregoś powstania lub choćby tej przedwojennej kobiety eleganckiej i szykownej. A profesor brzmi tak, jakby Polska leżała dalej na południe, niż leży, na Bałkanach prawie. (Jakie n a s z e? Co za n a s z e? Ręce precz od Niepodległej Kobiety!).
Jak widać, profesor mówiąc o Polakach, utożsamia ich / nas z mężczyznami i nie ma nawet takiego pomysłu, że może istnieć Polak płci żeńskiej, zwany tradycyjnie Polką. A jakże upojny, wprost legendarny kreśli obraz mężczyzny! Zazwyczaj taki wizerunek odnosił się do latin lub italian lover i trudno pojąć, czemu do Polski nie przyjeżdżają kobiety w celach turystyki erotycznej. Nawet odwrotnie, pewna znajoma Amerykanka, bywała w krajach Europy Wschodniej, zauważyła kiedyś, że jej zdaniem, najgorsi mężczyźni są w Polsce i w Rosji. Infantylni, patriarchalni, konserwatywni, nic niemal nie robią w domu, za to często piją. Okropny koktajl, powiedziała, brr! Co prawda, była to Amerykanka średniego pokolenia. Może zaszły jakieś zmiany? Proszę nie notować, to dygresja.

Zarośnięci, brudni, źli patriarchalni rasiści

Profesor wyraził więc w swoim opisie mniej więcej tyle, że podoba mu się obraz narodu. Obraz, który sam tworzy. Nowy schemat na bazie starego schematu. Rycerski model męskości, bojowy został zastąpiony zaktualizowanym modelem sprawnej i nieegoistycznej męskiej seksualności. To zresztą dzięki feministkom. Ale kobiety i tak z obrazka gruntownie usunięto. Mężczyźni, jak to w plemionach dalekich od idei równości płci, są właścicielami kobiet. Mówią o nich: „nasze kobiety”. Właściciele kobiet nie lubią, gdy ich własność zadaje się z mężczyznami z innych plemion, zwłaszcza z tych, które uważa się za niższe, np. o ciemnej skórze, bo to w oczach mężczyzn degraduje plemię, do którego należą. W Łodzi, gdzie jest szkoła językowa, widziałam kiedyś, jak pijany facet w szarym garniturze, z wymiętą szarą gębą rzucił w stronę dziewczyny, która stała na przystanku w towarzystwie olśniewającego ciemnoskórego obcokrajowca: „Ty k… murzyńska!”. Bo nie lubił, jako Polak, kiedy j e g o kobiety etc.
Profesor wyraża tu (niebezpośrednio, zgoda) aprobatę dla skrajnie patriarchalnej postawy, dla wyzucia kobiet z podmiotowości i dla rasizmu. Voila. To proszę zanotować.
Teraz dodatek. Profesor twierdzi, że Polacy mają za duże domy, za eleganckie ubrania, za mocne komputery. Gdyż „lubimy błyszczeć, pokazywać się”. A gdzie ci, którzy mają za ciasne mieszkania, stare ubrania i w ogóle nie mają komputerów? Nie tylko kobiety wyleciały z obrazka, ale ci skromniejsi też zostali wyzuci z polskości. Feministki zatrute oparami myśli lewicowej mówią na to klasizm, czyli uprzedzenia klasowe. Profesor prezentuje postawę patriarchalną, seksistowską, rasistowską oraz roztacza przed nami klasizm.
Na przyszłe zajęcia proszę przeczytać całą „Myśl feministyczną” Rosemarie Putnam Tong. Dziękuję za uwagę.

Autorka jest filozofką, poetką i pisarką (pisze pod pseudonimem Bożena Keff), wykłada na tzw. Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim (Badania nad Społeczną i Kulturową Tożsamością Płci)

Wydanie: 38/2004

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy