Wschodnie uprzedzenia

Wschodnie uprzedzenia

Pełni kompleksów wobec Zachodu z wyraźnym odcieniem paternalizmu patrzymy na wschodnich sąsiadów: Litwinów, Ukraińców i Białorusinów Polski stosunek do innych narodów cechuje kompleks niższości wobec Zachodu i poczucie wyższości wobec Wschodu. Nasze przekonanie o własnej wartości często umacnia negatywne stereotypy. Natomiast niejednoznacznie, z wyraźnym odcieniem paternalizmu patrzymy na najbliższych wschodnich sąsiadów, w poprzednich wiekach związanych z Polską silnymi więzami politycznymi i kulturowymi: Litwinów, Ukraińców i Białorusinów. Mniej lub bardziej zgodnie egzystowaliśmy z nimi w ramach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Pamiętać jednak należy, że na tzw. kresach polskość w dużym stopniu (aczkolwiek nie wyłącznie!) reprezentowana była przez polonizującą się szlachtę. Konflikty narodziły się dopiero pod rozbiorami, spowodowane m.in. „unaradawianiem” chłopskich społeczeństw. Oczywiście nie bez winy pozostawał rodzący się polski nacjonalizm oraz przekonanie, że spuścizna Rzeczypospolitej to wyłącznie polskie dziedzictwo. W XIX w. wypowiadano bądź przelewano na papier wiele opinii wyrażających zrozumienie dla narodowych, wreszcie państwowych aspiracji „kresowych ludów”. Jednak więcej pojawiało się wystąpień krytycznych, czasem otwarcie niechętnych. Jakie były przyczyny takich postaw polskiego społeczeństwa? Jak interpretowano przeszłość, jak widziano ówczesną rzeczywistość i przyszłe relacje z nowymi, „ludowymi” nacjami? Dlaczego tak trudno było pogodzić się z ambicjami niepolskiej ludności mieszkającej między Bugiem, Dźwiną i Dnieprem? Dlaczego wreszcie tak trudno było o wolę porozumienia także z drugiej strony? Na te oraz inne podobne pytania szukał odpowiedzi Michał Jagiełło w opublikowanej kilka tygodni temu książce zatytułowanej „Narody i narodowości. Przewodnik po lekturach”. Postać autora nie wymaga szerszej prezentacji: taternik, wykładowca akademicki, były wiceminister kultury i dyrektor Biblioteki Narodowej. Ale bodaj przede wszystkim publicysta i pisarz. Człowiek wielu pasji, od wielu już lat zajmujący się m.in. zagadnieniami wielokulturowości i poznawaniem kultury mniejszości narodowych w Polsce. Jego nowa książka to – słowami samego autora – „opowieść o postrzeganiu Rusinów (Ukraińców), Litwinów i Białorusinów przez polską publicystykę od schyłku XVIII w. do 1918 r.”. Jednak to również ekskursja po obiegowych poglądach na temat roli Polski na Wschodzie. Dodajmy – wycieczka zaskakująca wnioskami, które z powodzeniem mogą się odnosić także do współczesności. Na podstawie cytatów przytaczanych w książce Michał Jagiełło udowadnia, że polska opinia publiczna była przekonana o trwałej (mimo rozbiorów) łączności ziem dawnej Rzeczypospolitej. Jednocześnie w marzeniach o odrodzonym państwie dominowało przeświadczenie o jego wyłącznie polskim charakterze. Mieszkańców tzw. kresów wschodnich postrzegano przeważnie jako „rodowości”, które nie przejawiają żadnych dążeń separatystycznych. Twierdzono, że przez stulecia oddziaływania polskiej kultury „ludy” te stały się właściwie regionalnymi odmianami Polaków. Jeśli można było mówić o odmienności, to na takiej samej zasadzie co u Wielkopolan, Małopolan czy Mazurów (czyli mieszkańców Mazowsza). Powszechnie wierzono, że „kresowe szczepy” nie wyobrażają sobie innej sytuacji niż organiczny związek z polskością. Traktowano tamtejszych mieszkańców właściwie jak młodsze, wiecznie niedojrzałe rodzeństwo, które trzeba prowadzić za rękę. W tych kategoriach pisano również o polskiej „misji na wschodzie”, która miała polegać na cywilizowaniu i oświecaniu „ludu”, zakorzenianiu katolicyzmu, budowie „przedmurza” chroniącego przed zalewem pogardzanego wschodniego barbarzyństwa. Rozwój narodowego ruchu ukraińskiego, następnie także litewskiego i białoruskiego był niemiłym zaskoczeniem, gdyż godził w ideę jedności. Ambicje tych nacji zaczęto tłumaczyć wrogą inspiracją austriacką i rosyjską. Powszechnie wyrażano przekonanie, że z natury dobry „lud” pozostawał bierny. Jedynie garstka wichrzycieli wyszkolonych w Moskwie i Wiedniu usiłowała go podburzyć. Wypowiedzi polskich autorów pełne były rozważań, czy owe „szczepy” w ogóle mają prawo mienić się narodami. Wnioski nie były wcale oczywiste. Zdarzały się co prawda nawoływania do rachunku sumienia i pogodzenia się ze stopniową utratą znaczenia na dawnych kresach wschodnich. Z biegiem lat, zwłaszcza na przełomie XIX i XX w., pojawiało się już coraz więcej głosów o potrzebie traktowania tamtejszych „ludów” jako narodów równoprawnych z Polakami. Nawet jednak w środowiskach demokratycznych, odrzucających nacjonalizm, dominowało przekonanie o możliwości pozyskania Litwinów, Białorusinów, a nawet Ukraińców i uczynienia z nich dobrych Polaków, tyle że w znaczeniu państwowym, nie etnicznym. Podtytuł omawianej książki, „Przewodnik po lekturach”, jest bardzo trafny.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2010, 48/2010

Kategorie: Opinie