Zamazywana przeszłość

Zamazywana przeszłość

Jak lewica powinna zareagować na politykę historyczną braci Kaczyńskich

Mijająca kadencja parlamentu upłynęła m.in. pod znakiem rozliczeń historycznych prowadzonych przez prawicę. Jeszcze dwa lata temu lewica sądziła, że może uciec przed własną historią. Wszyscy myśleli, że takie tematy jak lustracja, dekomunizacja należą do przeszłości. Niestety, tak się nie stało. Do władzy doszły siły, wśród których przez ostatnie 18 lat pielęgnowano chęć odwetu i rozliczeń. Ta roślina z kolcami kwitła podlewana przez frustrację braci Kaczyńskich i ich środowiska politycznego, pozostających na marginesie głównego życia publicznego Polski. W końcu wylała się ona niczym kubeł nieczystości na otwierające się stare polskie rany.

Polityka ciągłość państwowości polskiej kontra polityka czarnej dziury

Jeszcze dwa lata temu określenie polityka historyczna nie miało większego znaczenia w języku polskiej polityki. Bracia Kaczyńscy wprowadzili je na nowo. Termin ten jest stary jak świat. Każda władza kreowała historię, używając jej do tworzenia własnego wizerunku i prowadzenia własnej polityki. Tak było w średniowieczu, a także w wieku XX, wieku totalitaryzmów. Tak jest w czasach braci Kaczyńskich. Jednak tym, co różni te okresy, są cele i styl używania instrumentu, jakim jest polityka historyczna. W tym pierwszym używano historii do budowy państwowości, kształtowania tożsamości narodowej. Dokonywano tego w aksamitny sposób. W tym drugim używano polityki historycznej w sposób zwulgaryzowany, w celu eliminacji przeciwników politycznych. Celem polityki historycznej braci Kaczyńskich jest budowa narodu tzw. IV Rzeczypospolitej i eliminacja dotychczasowej elity w Polsce. Aby zbudować nowy naród, bracia Kaczyńscy burzą dotychczasową historię Polski opartą na kompromisie okrągłostołowym. Kompromisie, który godził obie strony, a tym samym uznawał historię za bezsporną, pozostającą poza głównym nurtem publicznej dyskusji. Kontrowersje dotyczyły jedynie zakresu rozliczeń, a nie interpretacji historii. Kaczyńscy negują całe półwiecze historii Polski – od zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w 1945 r. do wyboru Lecha Kaczyńskiego na prezydenta w 2005 r. To rzecz bez precedensu – politycy partii rządzącej próbują zanegować półwiecze historii własnego państwa i narodu. Jeżeli nawet nie uznają tego państwa, jakim była Polska w tamtym okresie, to powinni uznać historię własnego narodu. Tego wymaga szacunek dla swych obywateli. Zasada ciągłości państwowości Polski powinna być pierwszą odpowiedzią lewicy na politykę historyczną braci Kaczyńskich.

Katalog świąt państwowych

Kaczyńscy zaczęli pisać historię Polski od nowa. Jeżeli nawet nie negują faktów z historii, to skrzętnie przemilczają ważne z niej wydarzenia, eksponując inne. Tak się działo z poznańskim czerwcem, którego rocznica była bardzo eksponowana przez władzę, i z zapomnianą 50. rocznicą Października ’56 r. Ta druga została całkowicie przemilczana i gdyby nie obchody zorganizowane przez Sojusz Lewicy Demokratycznej i krakowską „Kuźnicę”, to prawie nie zostałaby odnotowana. Celem tej polityki przemilczania i eksponowania ważnych rocznic państwowych i społecznych jest właśnie budowa nowej tożsamości narodowej dla tzw. IV Rzeczypospolitej. To stare jak świat. Organizowanie tak licznych rocznic związanych z prawicą to instrument kreowania za pomocą mediów nowej prawicowej świadomości narodu. Dlatego odpowiedzią lewicy na tę sztafetę prawicowych rocznic mającą przeorać naszą świadomość powinno być określenie – w porozumieniu z innymi zdolnymi do tego siłami parlamentarnymi – kalendarza imprez państwowych i przyjęcie go w formie uchwały Sejmu. Kalendarz ten powinien zostać zaproponowany po szerokich konsultacjach ze środowiskami historycznymi. Taka forma ustanowienia świąt państwowych zapewniłaby ponadpartyjny konsens w ramach panującego układu sił w Polsce. Przy jego ustalaniu lewica nie powinna zapomnieć o takich świętach jak właśnie zryw październikowy ’56 czy rocznica Okrągłego Stołu.

Wizja realistyczna kontra wizja romantyczna historii

Mitem założycielskim IV RP jest powstanie warszawskie. Notabene zostało ono radykalnie zmitologizowane przez PiS. Warto przypomnieć braciom Kaczyńskim, że Polska nie zaczyna się w 1944 r. Ale w tym przykładzie zderzają się też dwie wizje historii państwowości polskiej – romantyczna z realistyczną. Jan Józef Lipski w eseju „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy” pisał już o dwóch wizjach tożsamości, które ścierają się w Polsce. Pierwsza to romantyczna, bezkrytyczna. Druga zaś realistyczna, dostrzegająca przewinienia narodu. W polityce historycznej Kaczyńskich realizowana jest ta pierwsza. Jak mówi się o powstaniu warszawskim, to nie mówi się o jego dużych kosztach i wielkich ofiarach. A przecież całe pokolenie młodej przedwojennej inteligencji poniosło w nim swą ofiarę. Powstanie trzeba czcić, ale trzeba też mieć świadomość jego konsekwencji. Trzeba być dumnym z własnej historii, ale nie można być bezkrytycznym, bo wtedy wpada się w samouwielbienie, a to prowadzi do nacjonalizmu, a dalej do szowinizmu. Trzeba pamiętać też o czarnych kartach historii własnego narodu.

Zatrzymać falę dekomunizacji

Obawiam się, że zapoczątkowana przez Kaczyńskich fala dekomunizacji popłynie dalej przez kraj. Nawet jeżeli tematy historyczne zejdą na dalszy plan, w co wątpię, to i tak popłynie ona przez samorządy, w których narodowo-katolicka prawica ma większość. Dlatego jako kandydat LiD do Sejmu z Warszawy zająłem się tą kwestią. Otóż w moim przekonaniu działania prawicy można powstrzymać, uchwalając ustawę o ochronie miejsc pamięci i nazw ulic związanych z okresem Polski Ludowej lub – szerzej – związanych z danym okresem polityczno-historycznym. Ustawa ta zakazywałaby zmiany nazw ulic przez okres co najmniej 25 lat, chyba że decyzja ta poprzedzona zostałaby referendum lokalnym. Dodatkowo uniemożliwiałaby przenoszenie z dotychczasowych miejsc lub burzenie pomników pamięci. Tylko tak, w sposób ustawowy, możemy powstrzymać PiS-owskie samorządy przed zamazywaniem historii.

Autor z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej współpracuje ze środowiskami historyków lewicy. Kandydat LiD do Sejmu z Warszawy

 

Wydanie: 38/2007

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy