Sól tej ziemi

Sól tej ziemi

Liberum veto

Zabieram się do napisania tego tekstu nazajutrz po wyjeździe Jana Pawła II. Obserwowałam pielgrzymowanie Papieża Polaka bardzo uważnie, choć nie bez dystansu emocjonalno-intelektualnego. Taka postawa wynika z mego stosunku do religii. Od dawna rozstałam się z tradycyjną wiarą i obrzędowością, podobnie jednak jak moi śp. Rodzice-agnostycy – nie jestem pozbawiona uczuć, określanych jako instynkt metafizyczny. Podzielam poglądy tak wybitnych świadków XX w., jak religioznawca Mircea Eliade i pisarz-myśliciel André Malraux, że religijność to zjawisko nieprzemijające, które jednak przybiera coraz to inne formy. Eliade wieścił kres wielkich, zinstytucjonalizowanych religii, łącznie z chrześcijaństwem. Malraux, który przeszedł długą, złożoną ewolucję światopoglądową – pod koniec życia wyrażał nadzieję, że dojdzie do nowego, wielkiego przełomu duchowego, na miarę tego, jakim było wystąpienie chrześcijaństwa czy buddyzmu.
Bliskie mi jest też sformułowanie Tomasza Manna, że „nabożność to poszanowanie tajemnicy, jaką jest człowiek”.
Szczególną tajemnicą jest KTOŚ tak niepospolity i obdarzony tak wyjątkową charyzmą, jak Jan Paweł II. W każdej tajemnicy jest jednak pewien wymiar, dopuszczający analizę psychosocjologiczną. Nie pretendując żadną miarą do przedstawienia pogłębionej analizy, dotyczącej biografii i osobowości Jana Pawła II, chciałabym jednak podzielić się pewnymi refleksjami, wynikającymi z doświadczeń rówieśniczki pokoleniowej naszego Znakomitego Rodaka (jestem tylko o rok młodsza od Jana Pawła II…). Dodatkowym bodźcem stały się dla mnie różne świeżej daty wypowiedzi, dowodzące – moim zdaniem – jak dalece znaczna część naszych salonowych intelektualistów (i to bez względu na orientację polityczną…) ignoruje fakty dla mnie oczywiste. Chodzi o „wartości, które chłop w sobie nosi” (patrz „Przegląd” nr 33), swego czasu kwestionowane przez cenzurę, a nadal nieprzyjmowane do wiadomości.
Nie po raz pierwszy chciałabym zasygnalizować, że trzej najsłynniejsi dziś Polacy – Karol Wojtyła, Lech Wałęsa oraz Andrzej Wajda tak czy inaczej wywodzą się z chłopów. I – moim zdaniem – każdy z nich reprezentuje wartości związane właśnie z plebejsko-wiejskim rodowodem.
Wiara Jana Pawła II jest głęboko zakorzeniona w polskim ludowym katolicyzmie, w którym od dziecka wyrastał i któremu dochowuje wierności. Wyrazistym tego przykładem jest wyznawany przez Papieża, a właściwy polskiemu (i nie tylko polskiemu…) ludowi kult maryjny oraz związany z nim stosunek do sanktuariów, Jasnej Góry czy Kalwarii Zebrzydowskiej, do których Jan Paweł II z takim pietyzmem pielgrzymuje. Ludowy jest w istocie konserwatyzm obyczajowy Papieża, tak często zarzucany mu w zaawansowanych cywilizacyjnie, zurbanizowanych krajach Zachodu. I ludowa jest wytrwałość, z jaką pełni swą misję Człowiek, którego przodkowie równie uparcie uprawiali swoją (a bywało i nie swoją…) ziemię. Bo tylko ludzie całkowicie oderwani od wsi mogą nie wiedzieć, ile wytrwałości i samozaparcia wymaga praca na roli. A to jest postawa przekazywana drogą dziedzictwa kulturowego, które – jak twierdzą amerykańscy badacze – daje o sobie znać do szóstego pokolenia.
Można też mniemać, że swemu pochodzeniu i ubogiej młodości Jan Paweł II zawdzięcza wrażliwość społeczną, która znalazła tak dobitny wyraz w obecnej trosce o los biednych, bezrobotnych, bezdomnych. Nie wiem, jak czują się dziś publicyści, którzy po Janie Pawle II oczekiwali przede wszystkim wypowiedzi na temat naszej integracji z Europą. W moim odczuciu Jan Paweł II nie musi dowodzić, że jest Europejczykiem, natomiast nie tylko serce, ale też rozum polityczny podpowiada mu, że dla Polski i dla świata największym zagrożeniem jest coraz drastyczniejszy podział na biednych i bogatych, stanowiący pożywkę dla demagogów i fanatyków.
Szczególnie ujęło mnie, że Papież explicite poparł inicjatywę przekazania nadwyżek zbożowych „wyklętym” tego świata. Od wczesnej młodości nie mogłam i nie mogę zrozumieć, jak można niszczyć żywność w sytuacji, gdy rzesze ludzi, w tym dzieci – najdosłowniej umierają z głodu.
A wracając do innych „wartości chłopskich”. Lech Wałęsa przy wszystkich swoich mankamentach – jako polityk niejednokrotnie dawał dowody przysłowiowego chłopskiego rozsądku.
Wajda z kolei jako artysta reprezentuje wyobraźnię, która zawsze cechowana kulturę ludową, bliską przyrodzie. Ludowym twórcom zawdzięczamy symbol kulturowy, jakim jest Chrystus Frasobliwy, zadumany nad swoją i wszelką ludzką niedolą.
I właśnie Frasobliwego przypomniał mi Papież, sterany wiekiem i chorobą.

20 sierpnia 2002 r.

 

Wydanie: 34/2002

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy