Inwazja irracjonalizmu

Inwazja irracjonalizmu

Tu już nie chodzi o wszechobecne krzyże, ale o uzurpowanie sobie przez Kościół prawa do kontroli treści podręczników i programów nauczania Spacerowałem kiedyś w przestronnym holu wieżowca Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Potężne filary wspierające konstrukcję budynku pełniły funkcję słupów ogłoszeniowych. Widniały na nich rozmaite plakaty, ogłoszenia, reklamy łagodzące swoją barwną pstrokacizną surowość architektury. W pewnym momencie moją uwagę przykuł plakat, którego treść wydała mi się tak zaskakująca, że przeczytałem tekst kilka razy, zanim zrozumiałem, że o pomyłce nie ma mowy. Otóż plakat był zaproszeniem na spotkanie organizowane przez jakieś stowarzyszenie, którego nazwy nie pamiętam, ale z pewnością było w niej słowo „światłość”. Przedmiotem spotkania miała być prelekcja poświęcona znikomej wartości nauki w życiu człowieka i fatalnym skutkom jego wiary w możliwości rozumu. Nie była to wcale bazgranina dokonana niewprawną ręką jakiegoś oszołoma. Plakat był duży, kolorowy, jego druk musiał zapewne sporo kosztować. Rozwieszenie go, i to w kilku miejscach w budynku uniwersytetu, było niewątpliwie zamierzoną prowokacją. Stanąłem w pobliżu i postanowiłem przyjrzeć się, jak na tę prowokację reagują studenci. Niektórzy patrzyli na rzucający się w oczy plakat, a ten i ów nawet zatrzymał się i zapoznał z jego treścią. Z ich twarzy trudno było jednak cokolwiek wyczytać. Nie usłyszałem również żadnego komentarza. Byłem zaskoczony – kto jak kto, ale studenci powinni przecież pękać ze śmiechu i pukać się w czoło po przeczytaniu tych idiotyzmów. A tu nic, zero reakcji. Potraktowali tę informację jak setki innych, którymi są codziennie bombardowani. Zachłanni apologeci Po zastanowieniu dochodzę jednak do smutnego wniosku, że dziwić się nie ma czemu. Wszak od ponad 20 lat mamy do czynienia z bezczelną inwazją irracjonalizmu. Zwolennicy państwa wyznaniowego odrabiają stracony czas, wytrwale tłumacząc Polakom, że oświecenie to ciemny okres w rozwoju ludzkości, w przeciwieństwie do jasności uduchowionego średniowiecza. W coraz bardziej powszechnym przekonaniu wiara i modlitwa są co najmniej tak samo ważne w skutecznym rozwiązywaniu problemów jak sprawne posługiwanie się rozumem. Jest to rezultat niesłychanej ekspansji Kościoła w życiu społecznym. Szkolnictwo podstawowe i średnie jest w coraz większym stopniu podporządkowane światopoglądowi katolickiemu. Tu już nie chodzi o wszechobecne krzyże i coraz większe znaczenie przypisywane lekcjom religii (tylko kwestią czasu jest wprowadzenie tego przedmiotu na maturę). Tu chodzi o uzurpowanie sobie przez Kościół prawa do kontroli treści podręczników i programów nauczania poprzez udział jego przedstawicieli w rozmaitych komisjach i gremiach decyzyjnych. Bywa przy tym, że świeccy apologeci Kościoła okazują się znacznie bardziej zachłanni w żądaniach niż jego duchowni funkcjonariusze. Grozą powiało, gdy Mirosław Orzechowski, wiceminister edukacji narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, prawa ręka Romana Giertycha, opowiedział się publicznie za potrzebą zastąpienia Darwinowskiej teorii ewolucji obskuranckim kreacjonizmem. W gruncie rzeczy żałosne było też to, że protestujący wówczas przeciwko temu przedstawiciele nauk przyrodniczych dość często posługiwali się argumentem, że przecież teorię ewolucji zaakceptował sam papież Jan Paweł II. Ni satyryk, ni ideolog Irracjonalizm w osobliwy sposób opanował media głównego nurtu. Osobliwość ta polega na bojaźliwym i uległym stosunku dziennikarzy do głosicieli poglądów irracjonalnych. Są to często ci sami dziennikarze, którzy przy innych okazjach chętnie popisują się własnym krytycyzmem i profesjonalną drapieżnością. Przeprowadzając wywiad z księdzem egzorcystą, który poucza, jak z człowieka wypędzić diabła, stają się łagodni jak baranki i nie przychodzi im do głowy zadawanie niewygodnych pytań. Informacje o wypędzaniu szatana, cudach Jana Pawła II i uzdrowieńczych zdolnościach charyzmatyka Bashobory przeplatają się z doniesieniami na temat badania struktury DNA, nowych metod leczenia chorób nowotworowych lub nowej generacji komputerów. Sprawia to wrażenie, że wszystkie te informacje są równie uprawnione i podlegają tym samym zasadom weryfikacji. Dla wielu ludzi te pierwsze są jednak ważniejsze od tych drugich; po pierwsze dlatego, że są bardziej zrozumiałe dla laików, a po drugie, że stoi za nimi siła nadprzyrodzona, a nie zawodny intelekt człowieka. Inwazja irracjonalizmu ma kontekst nie tylko religijny. W Polsce widoczne jest zafascynowanie magią, astrologią i wróżbiarstwem. Gazety żyją z reklam i… horoskopów. Ostatnio „Dziennik Łódzki” zafundował swoim czytelnikom sesje z „profesjonalną”, jak napisano, wróżką Bernadettą. W warunkach rosnącej niepewności ucieczka od rozumu staje się coraz

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2013, 32/2013

Kategorie: Opinie