Jestem potrzebny prawicy

Jestem potrzebny prawicy

W tej chwili ugrupowania lewicowe nazwałbym partiami samopomocy psychicznej Jerzy Urban, redaktor naczelny „NIE” – Czy Jerzy Urban już się boi, czy jeszcze nie? – Nie boję się, ponieważ uważam, że jestem potrzebny prawicy. Oni po prostu potrzebują uosobienia wroga, tak jak Kościół katolicki potrzebuje diabła. Czyli mnie. Jestem, w ich rozumieniu, komunistą, a przy tym ateistą, hedonistą, kosmopolitą, cynikiem. – Ale tych układów, z którymi oni walczą, pan nie personifikuje… – Można mnie do układów przyłączyć. Poza tym mam bardziej wiecznotrwałe cechy – jestem rozwiązłym staruchem, bogaczem, to wszystko sprawia, że jestem eksponatem im potrzebnym. Mogę też służyć jako egzemplarz do pokazywania, że w tym reżimie istnieje polityczna różnorodność. – A jaki jest ten reżim? Jaka teraz jest Polska, w tej chwili, w roku 2006? – Przypomina mi się schyłkowy okres PRL. Wtedy racją naszego rządzenia nie był już socjalizm, ale przeświadczenie, że jak nie my, to czarna reakcja, że jesteśmy barykadą chroniącą przed autorytarnymi rządami skrajnej prawicy, odwetowo-nacjonalistycznej. Okrągły Stół ten stołek spod nóg nam wytrącił, bo władza, która się ukształtowała, tak nam się spodobała, że po dziś dzień lewica była jak do słońca nakierowana na środowisko obecnych Demokratów… – Szybko się w nich zakochaliście… – Bo myśmy już też byli różowi. Okrągły Stół to nie tylko była taktyczna ugoda, to był również owoc zbliżenia programowego, podobieństwa dążeń. Dla mnie więc to, co dzisiaj w Polsce się dzieje, przywraca sens poczynań z przeszłości. Że jednak nie myliliśmy się w przeczuciach, że mogą nadejść rządy… – Czarnej sotni? – Jeszcze nie. Są to rządy, które lekceważą jednostkę, lekceważą demokrację, stopniowo minimalizują pluralizm. Wracają do szowinizmu, do państwa, którego główną misją jest wykluczanie opierające się na religii i klerze. Na razie eliminacja z życia publicznego dotyczy tych, którzy nie podobają się ze względu na działalność w PRL. Ale mechanizm wykluczeń będzie wszechogarniający, to już jest metoda rządzenia, to widać. Zawsze gdy coś nie będzie wychodzić, będą winne albo obce agentury, albo nieuczciwi biznesmeni lub jakieś mroczne porozumienia. ULCZYK W KAŻDYM POWIECIE – Albo układy! – Jako pierwszy zacząłem mówić, że boję się zespolenia elit politycznych z biznesowymi, że korupcja zagrozi gospodarce rynkowej i demokracji. Widziałem to jako pewną tendencję i potencjalne zagrożenie rządami oligarchii. Tymczasem oni tę złą tendencję postrzegają jako realną, wielką spiskową zmowę między służbami specjalnymi, kapitałem, polityką i mafią. – Mówią, że Polską rządzi taki właśnie czworokąt… – I sobie wyobrażają to jako taką tajną organizację, która rządziła III Rzecząpospolitą. Która na dodatek obejmowała niemal całą elitę władzy, z wyjątkiem ich samych. Widać w tym obsesję, spiskowe interpretacje rzeczywistości i fałszywe analizy zmierzające do dalszych wykluczeń. Podobna mentalność leżała u podstaw rządów Stalina, Hitlera, chociaż oczywiście w innej skali i epoce. – A pana zdaniem, łatwo da się przeprowadzić wykluczenie całych grup społecznych? – Nie. Nie jest to łatwe ze względu na funkcjonowanie Polski w strukturach europejskich. Jest też kwestia, czy na takie działania będzie trwałe przyzwolenie społeczne. – Na razie narodowi to się podoba, ludzie chcą silnej ręki. – Rozpasanie policyjne wpierw dotyka Kulczyka, ale potem się reprodukuje w każdym powiecie. A na to społeczeństwo zacznie reagować niechętnie. Również ci, którzy liczą, że chrześcijański rząd przytuli do swojego łona i nakarmi ubogich, doznają rozczarowania. Jednakże w miarę, jak oni będą brnąć w kłopoty, będą nasilać kurs represyjno-ideologiczny. Młodzież będzie temu niechętna, ta bardziej wykształcona, zezująca na Zachód. Ale to wszystko się nie zespoli w ruchu oporu, majdan z pomarańczową rewolucją. Raczej będzie tak, że wszyscy będą mieli w pewnym momencie dosyć katolicko-nacjonalistycznej prawicy z bardzo różnych powodów. – Siłą ekipy rządzącej jest to, że ponad parlamentem zwraca się do wyborców. Ludziom podobają się zapowiedzi Ziobry, że będą śledztwa, procesy, wskazywani kolejni winni… Oni są silni poparciem ludzi, których łatwo podjudzić. – To byłaby trwała siła, jeśliby przyjąć, że ludzie prymitywni to jest większość głosów wyborczych. Moim zdaniem, nie jest. Poza tym z czasem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 02/2006, 2006

Kategorie: Wywiady