Już 500

Już 500

Złośliwi mówią, że jest to jedyna stuprocentowo prawdziwa informacja w każdej gazecie. I to na całym świecie. Tyle że prawie nikt nie zwraca na nią uwagi. Numer kolejnego wydania interesuje wyłącznie wydawcę, kolporterów i statystyków prasy. Nawet w redakcjach mało kto wie, który to numer idzie właśnie w świat. Nie inaczej jest u nas. Nie byłoby więc tego tekstu, gdyby nie czujność sekretariatu redakcji, który kilka tygodni temu przypomniał, że zbliża się 500. numer „Przeglądu”. Dla gazet ukazujących się od dziesiątków lat to żadna rewelacja. Ale w Polsce, gdzie wiele gazet szybko kończy swój żywot, nasza pięćsetka to całkiem niezły początek. Tym bardziej że „Przegląd” powstał wbrew wszelkim regułom. Nie wymyślił go żaden koncern prasowy po żmudnych badaniach potrzeb czytelników. Nie jest też kalką pism już wydawanych na świecie. Nie dość, że nie stała za nim jakaś grupa biznesowa, to nie było nawet jednego szczodrego sponsora.
Pierwszy numer „Przeglądu”, który ukazał się w grudniu 1999 r., był owocem buntu dziennikarzy ówczesnego „Przeglądu Tygodniowego”, przechodzącego po transformacji z rąk do rąk nowobogackich właścicieli, z których każdy miał swój pomysł na redagowanie pisma. Wreszcie miara cierpliwości się przebrała i zespół postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. To był chyba jedyny taki przypadek w Polsce, że wszyscy dziennikarze i pracownicy zostawili właścicielowi w pełni urządzoną redakcję i poszli na swoje. To swoje to były własne umiejętności, prywatne komputery i wiara, że czytelnicy będą woleli nowy tytuł. Rychło okazało się, że tak jest. Że tygodnik to autorzy. A że nasi autorzy byli i są w krajowej ekstraklasie, to i czytelnicy mieli prostszy wybór.
Symbolem jakości naszych autorów jest szczególnie admirowany przez czytelników, jeszcze od czasów „Przeglądu Tygodniowego”, prof. Bronisław Łagowski, najdłużej goszczący na naszych łamach. Postacią wręcz kultową, nie tylko dla „Przeglądu”, był nieodżałowanej pamięci Aleksander Małachowski. Dumni byliśmy też z tego, że stałymi komentatorami byli prof. Tadeusz Zieliński, Krzysztof Teodor Toeplitz, wierna nam do dziś Krystyna Kofta, wcześniej zaś – jeszcze w „Przeglądzie Tygodniowym” – prof. Zofia Kuratowska, prof. Franciszek Ryszka i prof. Andrzej Drawicz. Swoimi rysunkami od pierwszych numerów wzbogaca „Przegląd” prof. Janusz Stanny, a przez wiele lat satyryczne refleksje zamieszczał Krzysztof Daukszewicz.
Dla mnie szczególnym wyróżnieniem była decyzja Stanisława Lema, który przez kilka lat, właśnie w tym miejscu, na zmianę ze mną prezentował swoje komentarze. Ilu redaktorów naczelnych na świecie mogło pisać na zmianę z tak wybitną postacią? Któż by nie chciał? Jakie pismo nie byłoby z tego dumne? Spotkanie takich autorów na łamach nie jest tylko wynikiem oczywistych chęci ze strony redakcji. To musi być wypadkowa decyzji obu stron. I to głównie autor decyduje, czy chce być w takim towarzystwie. To są bardzo świadome wybory i decyzje. Oparte na wspólnocie podstawowych wartości. Lista tych, którzy przez te wszystkie lata drukowali u nas teksty bądź udzielali wywiadów, to najlepsza wizytówka tygodnika. Najbardziej miarodajna. Najlepiej pokazująca, o co pismu chodzi. Z czym się utożsamia, a przeciwko czemu protestuje.
Ten typ dziennikarza, trochę pozytywistycznego, odwołującego się do świata rozumu i wymagającego więcej miejsca na dłuższe wypowiedzi, czyli adresowane do czytelnika bardziej ceniącego treści, wiedzę i autorytet komentatorów niż obrazki i grepsy, powoli się kurczy. Na ile jest to zjawisko trwałe i nieodwracalne? Czy postępująca tabloidyzacja mediów wyeliminuje z rynku te tygodniki opinii, które nie przekształcą się w kolorowe obrazki?
Trzeba się jednak zmieniać. Wiemy, że „Przegląd” wymaga liftingu, nowych autorów i nowych pomysłów. To zadania na przyszłość. Ale jest też przeszłość, na którą przy tej okazji warto spojrzeć. I przypomnieć tych, którzy są z „Przeglądem” związani od pierwszego numeru i którzy przygotowali także to wydanie: Paweł Dybicz, Robert Walenciak, Joanna Wielgat, Andrzej Dryszel, Mirosław Ikonowicz, Krzysztof Kęciek, Bronisław Tumiłowicz, oraz tych, których nie ma na łamach, ale dla redakcji są bezcenni: Ewa Soszyńska, Agnieszka Zalewska, Anna Osit, Jolanta Czarnocka, Anna Rosiak. Od pierwszych numerów piszą do nas także: Jerzy Wołk-Łaniewski, Małgorzata Brączyk z Włoch, Helena Leman z Malborka, Leszek Konarski z Krakowa. Im więc i Państwu, którzy ciągle trwacie przy nas, szczególnie serdecznie dziękuję.

Wydanie: 30/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy