Wyłażąc ze skóry

Walka o prezydencki fotel w Stanach Zjednoczonych staje się coraz bardziej zażarta. Jakkolwiek inwektywy bezpośrednio kierowane do przeciwników nie są jeszcze wymierzane bez pardonu, to jednak zarówno kandydat Demokratów, jak i Republikanów bardzo wyraźnie dają do zrozumienia, że używają eufemizmów, za którymi kryje się oświadczenie, że konkurent do prezydenckiego stolca jest nieprawym kłamcą i oszustem. Przestało się mówić o przeszłości w służbach militarnych USA, czyli o wojnie wietnamskiej. Głównym terenem sporów stał się Irak, zaatakowany prewencyjnie, niesłusznie, bezzasadnie i to w kampanii wyzbytej taktyki odwrotu z tego kraju. Dwie debaty telewizyjne mamy już za sobą i zarysowało się w nich wyraźne, nie tylko przez Demokratów lansowane, zwycięstwo Johna Kerry\’ego. Zważywszy, że Bush jest pierwszym prezydentem, za którego kadencji zmniejszyła się ilość stanowisk pracy, najgorętsza batalia powinna się toczyć wokół wewnętrznych problemów amerykańskich i właśnie jej wynik może zadecydować o tym, kto będzie kolejnym prezydentem USA. Jest jednak pewien charakterystyczny czynnik wskazujący ze znacznym prawdopodobieństwem na zakładaną z góry przewagę Busha w wyborach. Bez względu na to, kto w kolejnej debacie odnosi sukcesy, badania opinii publicznej wykazują, praktycznie biorąc, stałą przewagę aktualnego prezydenta cieszącego się opinią bardziej skutecznego przywódcy narodu. Jak zwykle w podobnych starciach politycznych chodzi o irracjonalny czynnik tzw. charyzmy. Rozłożyć go na rozsądne składniki pierwsze właściwie nie sposób: jest po prostu tak, że będąc mniej sprawnym intelektualnie, nie posiadając historycznej ani aktualnej erudycji, cieszy się przecież Bush większym zaufaniem obywateli amerykańskich. Ważniejsze jest, kto bardziej przemawia Amerykanom do serc, aniżeli rzeczowe racje uwzględniające jakość poszczególnych posunięć na politycznej szachownicy Bliskiego Wschodu. Ze względu na to wydaje się, że Bush na koniec jednak zatriumfuje, chociaż nie brak w Ameryce ludzi gotowych na skrajne temu przeciwdziałanie, do których należy między innymi miliarder Soros. Jeżeli mimo wszystko uda się wygrać Kerry\’emu, będzie to dużym zaskoczeniem, zarówno dla Ameryki, jak i dla reszty świata.

13 października 2004 r.

Wydanie: 43/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy