Samobójstwo

Samobójstwo

Wydawało się, że przed kilkunastu laty Polska dokonała wyboru cywilizacyjnego. 7 i 8 czerwca 2003 r. w ogólnonarodowym referendum Polacy opowiedzieli się za przystąpieniem naszego kraju do Unii Europejskiej. 1 maja następnego roku wraz z dziewięcioma innymi państwami Europy, w tym z naszymi sąsiadami Litwą, Słowacją i Czechami, zostaliśmy członkiem Unii Europejskiej. Był to sukces kolejnych, pod wieloma względami różnych, rządów po roku 1989, ponieważ przygotowania i starania o przyjęcie rozpoczęły się już w końcu 1990 r., a zamknięciem pierwszego etapu było podpisanie 16 grudnia 1991 r. „Układu europejskiego ustanawiającego stowarzyszenie między Polską a Wspólnotami Europejskimi i ich państwami członkowskimi”. Układ ten zaczął obowiązywać trzy miesiące po wejściu w życie Traktatu o Unii Europejskiej. 8 kwietnia 1994 r. rząd polski złożył formalny wniosek o członkostwo w UE. Jego uzyskanie wymagało spełnienia wielu warunków gospodarczych i politycznych. Polska musiała dorównać poziomem demokracji i praworządności starym demokracjom zachodnim. Sprostała tym wymogom, a naród w referendum jednoznacznie wyraził swoją akceptację dla przystąpienia do Unii. Członkostwo w UE dawało przynależność na równych prawach do wspólnoty państw demokratycznych, praworządnych, szanujących prawa człowieka, wyrzekających się wojny jako instrumentu rozwiązywania sporów między sobą, budujących potęgę gospodarczą i dobrobyt swoich obywateli. Unia Europejska od początku pomyślana była nie tylko jako wspólnota gospodarcza i polityczna, ale także jako wspólnota wartości. Przystąpienie do niej było zatem również wyborem cywilizacyjnym. Polska została częścią Europy bezpiecznej, stabilnej, zbudowanej na najlepszych wartościach akceptowanych w świecie zachodnim. Stała się częścią Zachodu i tak jest z zazdrością postrzegana przez mieszkańców Rosji, Białorusi czy Ukrainy. Do tego doszły korzyści materialne. Dopłaty do rolnictwa, środki na inwestycje, w tym na budowę dróg i autostrad. Europa stanęła przed Polakami otworem. Bez paszportu, bez żadnych kontroli granicznych można podróżować po całej zjednoczonej Europie. Można w dowolnym kraju szukać nie tylko wrażeń turystycznych, ale także pracy czy nauki. Większość Polaków to docenia i poparcie dla członkostwa w Unii jest w Polsce, wedle wszelkich badań opinii publicznej, bardzo wysokie, sięga 80%. Jednocześnie przynależność do Unii niesie ograniczenia suwerenności dla rządzących we wszystkich państwach członkowskich. W szczególności rządy nie mogą łamać standardów unijnych w zakresie demokracji, swobód obywatelskich, praw człowieka, zasad państwa prawa. Muszą być solidarne z Unią w każdej trudnej sprawie. Dla rządu PiS jest to szalenie niewygodne. Zdaje się, że chętnie traktowałby Unię wyłącznie w kategoriach gospodarczych, brał od niej pieniądze, ale wynikających z przynależności do niej rygorów cywilizacyjnych, w tym demokratycznych i prawnych, nie tylko by nie respektował, ale wręcz głosił, że Unii nie wolno wtrącać się w wewnętrzne sprawy Polski, co części elektoratu PiS zapewne się podoba. Przy takim poparciu, jakim cieszy się w społeczeństwie przynależność do Unii, jawne wystąpienie z niej czy nawet ostry z nią konflikt są politycznie nieopłacalne. Toteż PiS stara się tego unikać. Rozwala Unię inaczej. Sympatię społeczeństwa dla niej stara się skanalizować, z jednej strony, umacniając przekonanie, że Unia ma obowiązek zasilać nas materialnie i trzeba z nią walczyć o jeszcze większe dotacje, uchylając się od wszelkich obciążeń (vide targowanie się o kwoty uchodźców). Z drugiej strony, sięgając do solidarności plemiennej Polaków, do najgłębszych warstw ich kompleksów, broni się przed ingerencją UE w sprawy naruszania w Polsce unijnych standardów. W walce z Unią PiS stosuje jeszcze inne, pokrętne metody. W propagandowym przekazie, wciąż adresowanym do kompleksów głównie swojego elektoratu i odwołującym się do drzemiącej antyniemieckiej fobii, zaciera różnice między Unią a Niemcami. To nie Unia nas krytykuje, to Niemcy. To oni, Niemcy, którzy zburzyli Warszawę, śmieli powiedzieć coś krytycznego o praktykach patriotycznego PiS, a jak wiadomo, „Niemcom mniej wolno”. Powiedział to dosłownie Jarosław Kaczyński w czasie niedawnej miesięcznicy. W tym podstawianiu Niemców w miejsce Unii już nawet samo PiS się pogubiło. Za krytyczną wypowiedź przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza na temat łamania demokracji w Polsce, minister Waszczykowski (kolejne po pani Fotydze „objawienie” w polskiej dyplomacji) skarcił… ambasadora niemieckiego w Warszawie. Ten ostatni, wytrawny dyplomata, zapewne grzecznie wysłuchał polskiego ministra, mając w duszy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 03/2016, 2016

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki