Już dość tego ruchu ku centrum

Już dość tego ruchu ku centrum

Przed wyborami 2001 roku przyczepiło się do nas sporo „barachła”. Po wyborach dotknęła nas przypadłość zwana arogancją władzy Grzegorz Kurczuk, minister sprawiedliwości – prokurator generalny – Czy łatwo jest żyć SLD-owskiemu ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu? – Rozumiem, że chodzi panu o to, że jako szef resortu występowałem o uchylenie immunitetu moim klubowym i partyjnym kolegom… To nie byłe miłe przeżycia. Jednak w ani jednym przypadku nie miałem innego wyjścia. Tak zwyczajnie, po ludzku bolało mnie serce i przeżywałem prawdziwe katusze, ale dura lex, sed lex. Nigdy nie brałem pod uwagę odstąpienia od koniecznych procedur. Nigdy nie rozważałem ewentualności tuszowania spraw czy chowania ich. Tu nie wchodziła w grę nawet najmniejsza presja na niezależnych prokuratorów. – Nie zderzał się pan z konfliktem wewnętrznym? – Cóż, nie wszyscy koledzy podzielali moje racje. Niektórzy zarzucali mi nielojalność wobec partii, a bywało, że oskarżano mnie o budowanie sobie szczególnej pozycji w Sojuszu. To mnie najbardziej bolało. Było krzywdzące. Po pierwsze bowiem, działałem zgodnie ze swoimi pryncypiami, a po drugie, to także w końcu uwzględniało interes SLD. Bo gdybym w swoim postępowaniu przejawił chociaż ślad partykularyzmu, na partię spadłoby odium kolesiostwa i partyjniactwa. A z tego nigdy byśmy się nie wytłumaczyli. To mógłby być gwóźdź do trumny SLD. Jestem przekonany, że doświadczenia ostatnich miesięcy dobitnie to uzmysławiają moim adwersarzom. – Porozmawiajmy więc o tych doświadczeniach. Jak wyglądają afery ostatnich miesięcy? Co się dzieje w sprawie starachowickiej? Chodzi mi o rozmowę telefoniczną posła Jagiełły. – W wątku dotyczącym przecieku informacji o planowanej akcji CBŚ postępowanie zbliża się do końca. Nie jestem w stanie podać precyzyjnego terminu zakończenia śledztwa. Niemniej jednak mogę powiedzieć, że prokuratorzy kończą zbieranie materiału dowodowego. – A śledztwo dotyczące głosowania na cztery ręce? – W tej sprawie śledztwo trwa od 27 marca 2003 r. Zebrano już materiał dowodowy uzasadniający ewentualne przedstawienie zarzutów dwóm posłom, którzy głosowali za swoich kolegów przy użyciu ich kart, wszakże bez ich upoważnienia. – Na jakim etapie jest śledztwo w sprawie domniemanej łapówki, którą miał przyjąć Jerzy Jaskiernia? – Jeśli chodzi o sprawę automatów do gry, to kończony jest wątek wynikający z zawiadomienia pana posła Zbigniewa Nowaka o przestępstwie, czyli zarzut wzięcia przez posła Jaskiernię łapówki w wysokości 10 mln dol. Wszystkie dotychczasowe zeznania i konfrontacje pozwalają stwierdzić, że ten zarzut jest chybiony. W śledztwie zostało do wykonania jeszcze kilka czynności, jedna konfrontacja. Na razie prokuratorzy mówią, że nie sądzą, by mogli kontynuować ten wątek na podstawie materiału, który zebrali. Sprawa będzie więc najpewniej umorzona z powodu braku przesłanek przestępstwa. – I koniec? – Nie. W sprawie automatów będzie badany cały proces legislacyjny. W tym wątku będą wykorzystywane materiały ze wszystkich przesłuchań. Te akta staną się częścią nowych akt. Prokuratura zbada także dotykający tej sprawy wątek wymuszeń przez trójmiejski światek przestępczy haraczy od właścicieli automatów. Po trzecie, będzie badany zarzut świadka koronnego, ps. „Masa”, który mówił, że słyszał, jakoby jakaś firma wspomagała finansowo SLD. Ten wątek także musi być wyjaśniony. – A czy będą wyjaśniane kontakty Jerzego Jaskierni z właścicielem setek automatów, panem Maciejem Skórką? – I w tej sprawie trzeba przejrzeć i przeanalizować wszystkie materiały dotychczas zgromadzone, także zawarte w dokumentach Sejmu. Będą również przesłuchiwani pan Skórka, pan Arno van Dorst, wiele innych osób. Zależnie od okoliczności, które się pojawią, będą przesłuchiwani kolejni świadkowie. – Być może, z punktu widzenia prawa te kontakty były bez zarzutu. Ale z punktu widzenia polityki? Nie dziwi pana, że pan Skórka był kolegą i społecznym asystentem szefa klubu SLD? – Nie ukrywam, jestem zaskoczony. Nie ja jeden. Bo informacje o kontaktach posła Jaskierni i pana Skórki w całym naszym klubie parlamentarnym wywołały niemałe zdziwienie. Nie chcę mówić za innych, ale ja osobiście odczułem dyskomfort. Z powodu nie do końca przecież transparentnych przyczyn, dla których poseł Jaskiernia właśnie z pana Skórki, związanego z automatami do gier, chciał zrobić swojego asystenta społecznego. Bo to, że chciał to zrobić, nie ulega wątpliwości. Kwestią do wyjaśnienia pozostaje, czy do tego doszło. Co innego na ten temat mówi

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 51/2003

Kategorie: Wywiady