Kasa na oczach

Całkiem niedawno opinia publiczna zbulwersowała się na wieść o przyznaniu sobie przez urzędników samorządowych wysokich “nagród” pieniężnych. Na pierwszy sztych poszła warszawska Gmina Centrum, najbogatsza ponoć w kraju, gdzie burmistrz Wieteska z SLD otrzymał 17,5 tys. zł, a grono jego pluralistycznych zastępców z UW i SLD po 14 tys. Przebili ich samorządowcy z Giżycka, padło tam 20 tysięcy, a zwłaszcza z Krakowa, gdzie prawicowi zarządcy miasta dostali od 22 tys. zł do 38 tys. zł.
Te wysokie “nagrody” to efekt sejmowej “ustawy kominowej”. Powstała ona na fali populistycznego oburzenia na wysokie zarobki samorządowców, zwłaszcza radnych. Aby opinię publiczną uspokoić, Sejm, czyli myśmy, uchwaliliśmy obniżkę podstawowych zarobków samorządowców. Życie okazało się barwniejsze od szarej ustawy. Co z tego, że obcięliśmy im pensje, skoro ustawa dopuściła różne boki np. wspomniane “nagrody”. W efekcie burmistrzowie niższe pensje mają, ale rekompensują sobie obniżkę “nagrodami”. Za “dobrą” pracę, jak czytamy w uzasadnieniu przyznawania “nagród”. Wychodzi na to, że burmistrzowie mogą źle pracować za pensję podstawową, zaś już za “dobrą” pracę, co powinno być oczywistością na każdym stanowisku, są specjalnie nagradzani.
Uchwalona przez Sejm, czyli przeze mnie też, “ustawa kominowa” jest świadectwem psychologii naszego parlamentu. Społeczeństwo gniewało się, i gniewa dalej, na wysokie zarobki władzy, no to parlament na żer rzucił samorządowców. Sobie “ustawy kominowej” nie uchwaliliśmy. Tu byłaby zgoda ponadklubowa. Na nie.
“Ustawa kominowa” jest przejawem zwykłej obłudy naszego systemu politycznego. Zauważmy, że najpierw Sejm w wyniku buzkoreformy spuścił ze szczebla centralnego do samorządów liczne instytucje, zadania, problemy do rozwiązywania. Bo lepiej będzie, kiedy zrobi to władza, która jest bliżej ludzi. Następnie rząd i parlament nie przekazał samorządowcom odpowiednio dużych sum pieniężnych, proporcjonalnych do nowych praw samorządów, a zwłaszcza obowiązków.
Samorządy, kiedyś ciała dekoracyjne, miejsce spotkań podstarzałych społeczników, nieudolnych lub niespełnionych działaczy politycznych, różnorodnych pieniaczy, kluby ciągłych dyskusji na tematy wolne, bicia piany, po reformie administracji stały się radami nadzorczymi dla burmistrza i jego ludzi, czyli zarządów. Samorządy dostały możliwość decydowania o wartości wielomilionowej, ale nie otrzymały żadnego zaplecza merytorycznego.
Parlamentarzyści, kiedy już przecisną się przez ucho wyborów, do dyspozycji mają biuro studiów i ekspertyz, speców od legislacji. Mają pieniądze na ekspertów w branżowych komisjach parlamentarnych. Radni, ludzie o niższym poziomie profesjonalizacji, często nie mają do pomocy zwykłego, sprawnego prawnika, który sprawdziłby ich uchwałodawczą twórczość. Nie mówiąc już o ekspertach, którzy uzbroiliby ich w wiedzę potrzebną np. przy opiniowaniu wielomilionowego kontraktu na tabor komunikacji miejskiej.
“Ustawa kominowa” dotknęła przede wszystkim radnych. Zarabiają oni teraz jedną czwartą tego, co mieli wcześniej, a na “nagrody” liczyć nie mogą. Tym samym organ kontrolny burmistrza i jego ludzi został osłabiony, bo w przyszłości za takie sumy zgodzą się pracować jedynie pieniacze i emerytowani społecznicy.
System polityczny w naszym kraju jest drogi, bo rozdęty ilością radnych i zarządzających. Jeśli chcemy szukać oszczędności, to zredukujmy liczbę radnych i zarządów. Postawmy na profesjonalizm, kompetencje za dobre zarobki. Burmistrz Gminy Centrum, Wieteska, swą “nagrodę” przekazał na cele społeczne. Bo mu media do gardła skoczyły.
Wolałbym, żeby burmistrz zarabiał dobrze, zaś media rozliczały go z tego, co naprawdę dla mieszkańców zrobił, a nie tylko z odcinka kasowego z wypłatą.

Wydanie: 5/2001

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy