Kobieta wychodzi z podziemia

Kobieta wychodzi z podziemia

Posłowie Sojuszu, którzy nie chcą zmiany ustawy o aborcji, powinni się zastanowić, po co są w SLD Prof. Joanna Senyszyn, posłanka SLD – Często występuje pani w mediach, promując projekt, więc chyba ten ogień już zapłonął. – Najwięcej emocji odczułam po dyskusji w Internecie, gdzie wypowiedzi były anonimowe. Jedni pisali: „Kochamy cię, Senyszyn, niech ta ustawa wreszcie wejdzie w życie”, a inni wyrażali oburzenie i żal, że „ciebie nie wyskrobano”. Jednak ta opinia oznacza, że rzekomo bezwzględny przeciwnik aborcji jest hipokrytą, bo dopuszcza jej istnienie dla eliminacji osób o innych poglądach niż on. Ale mnie najbardziej niepokoi swoiste przyzwyczajenie i pogodzenie się obywateli ze złym prawem. Polacy nauczyli się korzystać z podziemia aborcyjnego, uważają, że restrykcji nie da się zmienić, a jedyne, co można zrobić, to ominąć prawo, zapłacić za nielegalny zabieg. – A płacić trzeba nawet wtedy, gdy zabieg jest legalny. – Poza znanymi historiami kobiet, którym odmówiono aborcji, gdy zagrożone było ich zdrowie lub życie, tę prawdę potwierdza raport Ministerstwa Zdrowia, z którego wynika, że w zeszłym roku wykonano 159 legalnych przerwań ciąży. Ta śmiesznie mała liczba oznacza, że nawet ofiary gwałtu czy kobiety, które dostały dramatyczny wynik badań prenatalnych, decydują się na prywatne gabinety, choć mają prawo pójść do państwowego szpitala. Jeśli tego nie robią, to tylko z przyczyn finansowych. Niezamożne kobiety przerywają ciążę w upokarzających warunkach, bogate w bezpiecznych. Sądzę, że nawet ustawodawcy zdawali sobie sprawę, że jest to hipokryzja. Kobiety przerywały ciążę już w starożytności i współcześnie, jeśli się zdecydują, też to zrobią. Dziś nawet nie wiemy, ile jest tych zabiegów rocznie. Może 150 tys., może nawet 200 tys. Ta prawda dociera nawet do posłów LPR, którzy dotychczas upierali się, że oficjalne statystyki prawidłowo odzwierciedlają rzeczywistość. Posłanka LPR na posiedzeniu komisji sejmowej stwierdziła, że w Polsce wykonuje się około 15 tys. zabiegów rocznie. Jak na to ugrupowanie, to rewolucyjna zmiana poglądów. – Promowanie projektu nowej ustawy to także spotkania z kobietami. Jaki wyłania się obraz? Przeważa bunt czy rezygnacja? – Po pierwsze, dowiedziałam się, że skrajne przypadki opisane przez media, wcale nie są takie odosobnione. Z przestrzeganiem praw kobiet jest gorzej, niż sądziłam. Na przykład – poza sprawami dopuszczalności przerywania ciąży – wiele kobiet nie wierzy, że może wyrwać się z kręgu przemocy rodzinnej. Mąż, który bije, wydaje się dożywotnim wyrokiem. Innego świata nie ma. – Oczywiście, poza sprawami światopoglądowymi, pada zarzut, że nowe prawo to temat zastępczy, mający odwrócić uwagę od niepowodzeń SLD. – Nigdy nie ma dobrego czasu na przeprowadzenie ustaw związanych z problemami światopoglądowymi. A poza tym trudno powiedzieć, żeby tematem zastępczym było wywiązywanie się z obietnic wyborczych. Sądzę, że spora część elektoratu zdecydowała się głosować na SLD właśnie z powodu zapowiedzi liberalizacji ustawy dotyczącej przerywania ciąży. – No to można zarzut postawić inaczej: jeśli liberalizacja była dla SLD sztandarową sprawą, czemu zajmuje się nią dopiero teraz? – Oczywiście, przyjmuję zarzut, że jest późno, że można było działać od razu w 2001 r. Ale wtedy chodziło o rozwiązanie najważniejszych problemów gospodarczych, pozostawionych po poprzednikach. Musieliśmy zdobyć większość sejmową, a tej nie należało zrażać dyskusjami światopoglądowymi. Później było referendum unijne, również skupiające uwagę, no i tak to się odwlekało. Dzisiejsza sytuacja to ostatni dzwonek. – Projekt promuje Parlamentarna Grupa Kobiet po ustaleniach z organizacjami kobiecymi. Ale czy popiera go cały SLD? – Klub SLD zaakceptował nasze propozycje, a ja uważam, że posłowie Sojuszu, którzy nie chcieliby poprzeć nowej ustawy, powinni się zastanowić, dlaczego w ogóle zdecydowali się kandydować z tej właśnie lewicowej listy. I po co są w partii, która głosi potrzebę zliberalizowania prawa. – Kiedy projekt zostanie złożony do laski marszałkowskiej? – Nie wcześniej niż w marcu. Potrzebne są jeszcze wiążące konsultacje ze specjalistami. Poza tym przez wiele lat obowiązywania ustawy nastąpiło wspomniane już przyzwyczajenie społeczeństwa. Chciałabym, żeby wokół projektu wywiązała się dyskusja społeczna. Moje dotychczasowe doświadczenia ze spotkań są pozytywne. Ludzie dostrzegają hipokryzję obowiązującego prawa i to, że tylko pieniądze są warunkiem wykonania zabiegu. – Pierwszym elementem społecznej dyskusji stało

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 06/2004, 2004

Kategorie: Wywiady