Kochajcie Millera

Kochajcie Millera

Jeszcze niedawno słyszałem z silnie owłosionych ust rzecznika prasowego AWS, pana posła Żaka, pełne wyrzutu uwagi o okropnej opozycji SLD, która sypie piach w tryby reform społecznych. Jeszcze niedawno pan premier Buzek sugerował, że to opozycja SLD wkłada kije w szprychy koła rozpędzonego welocypedu czterech wielkich, fundamentalnych reform społecznych. Sączy, judzi, szydzi z wielkiego Dzieła Naprawy Rzeczpospolitej.
Ale prawdziwą opozycję koalicja poznaje w biedzie. Nagle, szast-prast, po idiotycznej decyzji premiera o mianowaniu komisarza w warszawskiej Gminie Centrum, koalicyjna małżonka – Unia – zaproponowała separację. Dość już poniewierania jej w politycznym małżeństwie.
I cóż wtedy robi ta kreowana w prokoalicyjnych mediach, nieodpowiedzialna opozycja? A raczej warto zapytać, czego nie robi?
Czy szef największej opozycyjnej frakcji parlamentarnej wezwał rząd do ucieczki? Do natychmiastowych, przedterminowych wyborów? Czy prezes PSL-u, Kalinowski, nakazał chłopom kosy na sztorc stawiać, na stolicę ruszać, by kraj od antychłopskiego rządu ocalić? Czy prezes Jan Łopuszański wiernych na bój z liberałami i euroentuzjastami wezwał? Na barykady, na demonstracje? Czy któryś z liderów opozycyjnych sił, nawet ten niepoprawny Andrzej Lepper, usiłował koalicyjny kryzys wykorzystać dla politycznej awantury, dla wzmocnienia swojego wizerunku? Czy Wiaderny i inni liderzy OPZZ-u, korzystając z gorącej atmosfery, wezwali robotników do strajku, do generalnego, aby pogonić osłabiony rząd?
Nie, po wielokroć – nie! Zauważmy, że w chwili najsilniejszego od 1997 roku kryzysu koalicyjnego żadne z opozycyjnych ugrupowań nie zachowało się nieodpowiedzialnie, awanturniczo. Rozpadającej się i łączącej z trudem koalicji politycy z innych cierpiących na podobne dolegliwości krajów mogliby pozazdrościć komfortu politycznego, w jakim AWS-UW przyszło się kłócić i godzić. W Sejmie panuje spokój. Na ulicach spokój. W mediach bez histerycznych nastrojów. Jedynie w gospodarce widać obsuw, ale to zwyczajne skutki złych rządów.
Ciekawe, jakby się zachowała obecna koalicja, gdyby role były inne. Gdyby to SLD-PSL doświadczyły kryzysu małżeństwa politycznego. W latach 1993-97 – przypomnijmy – każdy konflikt, każde tąpniecie było dyskontowane przez ówczesną opozycję. Zwłaszcza “związkowców” z NSZZ “Solidarność”. Obecny wojewoda śląski, Marek Kempski, i inni dzisiejsi dygnitarze wtedy wiedli górnicze bojówki na szańce gmachu URM-u. Podpalali siedzibę SLD na ulicy Rozbrat. Czy teraz któraś z licznych, radykalnych organizacji lewicowych naruszyła spokój domu panujących partii? Czy poleciała choć jedna szyba?
Poważną, odpowiedzialną opozycję koalicja poznaje nie w czasach sytości, prężności, aktywności, tylko w koalicyjnej biedzie. Kiedy rządowi grozi rozpad. Można różnie tłumaczyć obecny spokój i wstrzemięźliwość opozycji. Ale obecni rządzący powinni znać wartość i siłę spokoju opozycyjnych ugrupowań, które dla dobra państwa, ponad partyjnymi podziałami nie zaogniają sporów, nie rozdrapują ran. Nie podburzają i tak oburzonego społeczeństwa.
Mam nadzieję, że obecni rządzący, kiedy znajdą się na rezerwowej ławce opozycji, takie rycerskie zwyczaje SLD, PSL, Porozumienia Polskiego zapamiętają.
I zaadoptują u siebie.

Wydanie: 22/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy