Pełna utopia

Pełna utopia

Z GADZIEJ PERSPEKTYWY

Przyszły rok konstytucyjny organ władzy RP, zwany Sejmem, upatronił Stefanem prymasem Wyszyńskim. Patronat przyjęto przez aklamację. To znaczy posłanki i posłowie wstali, zaklaskali, a Pan Marszałek uznał, że “kto przeciw – nie widzę”. Jak w starej balladzie Jacka Kleyffa. Poza tym rok przyszły może być też pod patronatem Ignacego Paderewskiego i paru innych bohaterów narodowych. Bo co to szkodzi uchwalić patronat. Kto by o tym w przyszłym roku pamiętał. Poza gronem zainteresowanych.
Zresztą trudno być przeciwko Stefanowi kardynałowi Wyszyńskiemu. Prokościelna prawica zobaczy w nim hierarchę, który potrafił rzec “non possumus” ohydnej komuszej władzy. Sentymentalny komuch przypomni sobie prymasa, który w sierpniu 1980 roku wzywał strajkujących robotników do umiaru, rozsądku i działań w granicach prawa. Prymas żył długo, w ciekawych i różnorodnych czasach, głos zabierał często, toteż zawsze jakiś cytat na jakąś okoliczność można u niego znaleźć. Podobnie z premierem Paderewskim. Nie grał on tak często jak Dmowski na dwa fortepiany, ale był państwowcem i artystą. Czyli łączył dwie najpopularniejsze kategorie ludzi w naszym kraju.
Państwowcy zaproponowali ostatnio, aby patronem polskich urzędników został zagraniczniak, pan Tomasz More zwany z łacińska Morusem. Czemu akurat on? Czy jest kompatybilny do aktualnej służby cywilnej?
Współcześni postrzegają go jako człowieka niezwykle dowcipnego. Był wykształcony, posiadał tak zwane ujmujące obycie, szybko zyskiwał sympatię otoczenia. Jego dom w Chelsea pod Londynem uchodził za jedno z najbardziej gościnnych miejsc w okolicy. Miał córki słynące nie tylko z urody, ale i erudycji. Czy pasuje Wam to do obrazu współczesnego urzędnika państwowego?
Morus był nie tylko dowcipny, ale także, ponoć, nieprzekupny. Nawet dowcipny w antykorupcji. Zdarzyło się, ponoć, że, jeszcze jako sędzia, dostał łapówkę – rękawicę wypełnioną monetami. Monety wyrzucił na ręce przynoszącego, a rękawicę zatrzymał. Była nieużyteczna jako jedna, nie trzeba jej było wpisywać do rejestru korzyści materialnych. Podobnie było z przysłanym mu kielichem, niezwykłej urody i kosztowności, wypełnionym winem. Morus wino wypił, kielich zwrócił. Przełyk na pewno zbliża go do współczesnych, urzędniczych standardów. Poszanowanie naczyń, niestety, oddala.
Morus nie tylko był dowcipny, trunkowy, ale i piszący. Jego “Utopia” przez wieki inspirowała poszukiwaczy idealnych rozwiązań. Krzepiła nonkonformistów. Tylko, czy warto obecnie czynić patronem urzędników państwowych osobę, która pisze dzieła kontestujące zastaną rzeczywistość? Pisarza pokazującego horyzont nieosiągalny? Czy Sejm RP, zwany także Wysoką Izbą, ma świadomość, jakie spustoszenie może uczynić w urzędniczych mózgach, wskazując im na patrona marzyciela, nonkonformistę?
Słuchając uzasadnień Morusowego patronatu, podejrzewam, że inicjatorzy o “Utopię” nie zahaczyli. Dla nich Tomasz More, kanclerz Królestwa, jest przede wszystkim wiernym synem Kościoła katolickiego. Błyskotliwym intelektualistą, który nie chciał przejść na nową wiarę, zaproponowaną przez kapryśnego władcę.
Polska przebiera nogami w przedpokojach Unii Europejskiej. Dla polityków-katolików Unia jawi się jako zlaicyzowana, niekatolicka. Oni boją się, że po wejściu do UE najszybciej zlaicyzują się nasi biurokraci, obcując z zamożnymi, sytymi eurokratami. W obliczu politycznego mariażu katolickiej Polski z bezbożną Unią kadry urzędnicze nam się religijnie zborsuczą. I dlatego niech je św. Morus chroni.

Wydanie: 45/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy