Bigos tylko dla Polaków

Bigos tylko dla Polaków

ZAKAZANE MYŚLI KOBIET

Wbrew szumnym zapowiedziom żony kandydatów na prezydenta nie odegrały większej roli w kampanii wyborczej. Winna jest, oczywiście, Maryla Krzaklewska, która narzuciła styl blondynki – niemowy, jak zawsze pół kroku za mężem. Pani Maryla jest ładnym ozdobnikiem. Nieśmiało się uśmiecha i z pewnym zaskoczeniem spogląda na ludzi otaczających jej męża. Na spotkaniach bywa tak speszona, jakby sama nie mogła uwierzyć, że ci ludzie naprawdę przyszli dla Mariana K. Początkowo podkreślano, że ma swój zawód, jest rehabilitantką, ale później zrezygnowano z pokazywania tego faktu, bo sama pani Maryla nic o swojej pracy nie potrafiła powiedzieć.
A jak raz wypowiedziała się samodzielnie, to od razu fatalnie. Oto “Super Express” sprowadził żony kandydatów tam, gdzie jest ich miejsce, czyli do kuchni. Poprosił o przepis na ulubione danie męża. Oczywiście, wszystkie przezorne kandydatki przejrzały kuchnię polską – żeby się kandydat Pawłowski nie przyczepił. Następnie “zbijały ceny zawodowo”, żeby Lepper nie skoczył do kieszeni. Potem pomyślały, że potrawa nie może być za trudna, bo się kobiety zdenerwują i zagłosują na innego. Ileż to musiało być zastanawiania się, zanim żona Jarosława Kalinowskiego zapewniła, że mąż uwielbia śledzia ŕ la Kalinowski. Brr. Żeby jeść samego siebie i to ŕ la… Największą wyobraźnią kuchenno-społeczną wykazała się żona kandydata z muszką, bo jajecznicę z pomidorami nawet ja zrobię. Polską prostotą (ale tylko dla Polaków) zachęcał bigos pani Łopuszańskiej, pasztet świąteczny (wiadomo, święta nie święta wrzucić do niego można wszystko) przygotowała Danuta Grabowska. Żona Andrzeja Leppera mogłaby przysiąc, że jej mąż tak się opalił po prostym kurczaku z warzywami, wszystko spod własnego płota. Jolanta Kwaśniewska zaproponowała wysokokaloryczną babę ziemniaczaną, w której więcej jest ucierania i majeranku niż kosztów. A w ogóle po utarciu zaproponowanych przez panią Jolantę dwóch kilo ziemniaków każdy mąż, nawet prezydent, stanie się pokorniejszy.
Nieprzyjemny zgrzyt przeżyli czytelnicy przepisu pani Olechowskiej, bo nazwy quiche żaden porządny Polak nie jest w stanie wymówić, a co dopiero zjeść. A pani Maryla? Podobno jej mąż uwielbia spaghetti. Żeby w związkach zawodowych jeść taki długi makaron! Niemożliwe, we wszystkich filmach moralnego niepokoju związkowiec jadał mielone z buraczkami.
Żony z ambicjami mogą narzekać. Poza kuchnię nikt ich w tej kampanii nie wypuścił. A co dopiero ma mówić kobiecy elektorat. Ten zadowolić się musiał posągową blondynką (pochodzenie odpowiednie), wpatrzoną w kandydata Pawłowskiego (ulubiona potrawa – kulki z drobiu narodowości polskiej).
Bo kandydaci na prezydenta nie dostrzegli kobiecego elektoratu. Jak jeden mąż.

Wydanie: 41/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy