Na plecach radomskich robotników

Na plecach radomskich robotników

Dla tysięcy radomian przemiany po 1989 r.były cięższym doświadczeniem niż wydarzenia z czerwca 1976 r.

40. rocznica radomskiego Czerwca stała się polem bitwy między obozem władzy a wywodzącą się także z Solidarności opozycją. Ludzie jednego etosu z obu stron dzisiejszej barykady przebrali się w ubrania radomskich robotników, przekonując, że to oni są prawowitymi spadkobiercami ich buntu, polityczni przeciwnicy zaś usiłują ten protest cynicznie zawłaszczyć. Dla Antoniego Macierewicza radomski Czerwiec był powstaniem niepodległościowym, dla Bronisława Komorowskiego – zrywem wolnościowym. Ponieważ obecna władza nie tylko prowadzi wieczną wojnę z PRL, ale również toczy bój z Polską po 1989 r., w wystąpieniach jej przedstawicieli znalazły się słowa, że III RP zapomniała o Radomiu, za to IV RP o nim pamięta. Z kolei uczestnicy marszu KOD, podającego się za współczesne wcielenie Komitetu Obrony Robotników, bronili w Radomiu „polskiej wolności przed zakusami niedobrej władzy” (słowa Bronisława Komorowskiego).

Co się z wami stało?

Dawni korowcy byli wśród uczestników zarówno obchodów państwowych, jak i tych organizowanych przez KOD. Obie strony przypominały Jacka Kuronia, nikt jednak nie przywołał jego napisanych pod koniec życia słów: „Życie polityczne, poza plotkami, koncentruje się na sporach o sposób rozliczenia komunistycznej przeszłości. Cała władza w państwie należy do biurokracji partyjnych. Ludzie patrzą na nas w zdumieniu i pytają: co się z wami stało? Tacy byliście dzielni i uczciwi. Wynieśliśmy was do władzy na własnych plecach. I co zrobiliście?”. To pytanie z ust celebrujących rocznicę nie padło.

Obchody państwowe z udziałem prezydenta zorganizowano przy ul. 25 Czerwca, która wcześniej była ul. 1 Maja. Ta zmiana nazwy dokonana zaraz po przełomie ustrojowym była aktem nie dekomunizacji, lecz desocjalizacji – ukrycia faktu, że tradycje lewicowe Radomia są dużo starsze niż PRL. To nie komuniści, lecz rządzący miastem w okresie międzywojennym socjaliści zdecydowali o przemianowaniu ówczesnej ul. Wysokiej na 1 Maja.

Najwybitniejszym radomskim socjalistą był zmarły kilka tygodni przed protestem w czerwcu 1976 r. Józef Grzecznarowski. Jego życie zadaje kłam opartej na czarno-białych wizjach tzw. polityce historycznej. Urodził się w 1884 r. w Końskich, jako 16-latek przyjechał do Radomia, rozpoczął pracę w garbarni. Wkrótce musiał poszukać nowego zajęcia w tym fachu, bo zwolniono go za udział w strajku. 20-letni Grzecznarowski związał się z nielegalną Polską Partią Socjalistyczną, a po rozłamie w partii znalazł się w PPS Frakcji Rewolucyjnej Józefa Piłsudskiego. Został tzw. okręgowcem, szefem Organizacji Bojowej w okręgu południowym obejmującym Radom i Kielce. W okresie rewolucji brał udział w kilku akcjach zbrojnych, sam – uzbrojony w wykonany własnoręcznie toporek – dokonał nieudanego zamachu na carskiego strażnika więziennego. Józef Piłsudski, którego poznał na kursie dla bojowców w Zakopanem, powierzył mu kierowanie Organizacją Bojową w Lublinie i Siedlcach. Ujęty przez żandarmów Grzecznarowski trafił m.in. do X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej, tu w 1908 r. został dwukrotnie skazany na karę śmierci, ostatecznie zamienioną na dożywotnią katorgę. Wolność przyniosła mu rewolucja lutowa w Rosji. Po opuszczeniu więzienia w Smoleńsku wyjechał do Moskwy, wziął udział w powstaniu październikowym, został delegatem Moskiewskiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, jednocześnie kierował moskiewską sekcją PPS. W 1967 r. – jako uczestnik rewolucji – otrzymał najstarsze radzieckie odznaczenie, Order Czerwonego Sztandaru.

Czerwony prezydent

Po powrocie do Radomia w 1918 r. Grzecznarowski stanął na czele Milicji Ludowej PPS, założył Związek Zawodowy Robotników Przemysłu Garbarskiego w Polsce, któremu przewodniczył do wybuchu II wojny światowej. W 1923 r. wybrano go na radnego miejskiego, a cztery lata później został prezydentem Radomia. W 1930 r. odwołano go wraz z całym składem władz miasta pod pretekstem nadużyć finansowych. Stało się to wkrótce po przyjęciu przez radomskich radnych uchwały potępiającej aresztowanie posłów Centrolewu – antysanacyjnej koalicji demokratycznej.

„Dziad” – tak nazywano Grzecznarowskiego ze względu na troskę, jaką otaczał osoby najuboższe – upominał się o prawa robotników, żądał likwidacji obozu w Berezie Kartuskiej, postulował zniesienie kary śmierci. 10 lutego 1931 r. „Ziemia Radomska” obwieściła, że sąd skazał posła na Sejm Józefa Grzecznarowskiego na pół roku więzienia za „agitacyjną broszurę »Do ludu«, w której dopuścił się obrazy rządu”. Sanacyjna władza go karała, ale też doceniła Krzyżem Niepodległości z Mieczami.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 27/2016

Kategorie: Publicystyka

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 5 lipca, 2016, 19:09

    „Dlaczego Grzecznarowski nie zachował się tak jak rotmistrz Witold Pilecki, który najpierw dał się zamknąć w Auschwitz, a potem został zamordowany przez bezpiekę?”.
    To jest wlasnie kwintesencja prawicowego patriotyzmu – zginac, najlepiej mlodo (oczywiscie pod warunkiem, ze ginie ktos inny). Natomiast, kazdy, kto za PRL-u, codzienna praca staral sie polepszac zycie ludzi – to kolaborant, platny zdrajca itp. Ciekawe, gdzie dzis mieszkaloby chyba z 10 mln. Polakow, gdyby ci „kolaboranci” nie zbudowali tych „ponurych, PRL-owskich blokowisk”?
    Zreszta takie same blokowiska mozna sobie obejrzec w kazdym kraju Europy Zachodniej. Czesto znacznie gorzej usytuowane – bloki budowane pod wiaduktami albo 100 metrow od autostrady to nierzadki obrazek. No ale co o tym moze wiedziec prawicowiec o malym rozumku…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy