To już jest koniec?

To już jest koniec?

Zapowiedziane spotkanie obu przywódców jednej rozdzielonej Korei: pana przewodniczącego Państwowego Komitetu Obrony, Kim Dzong Ila, przywódcy Północy, i prezydenta Kim De Dzunga, przywódcy Południa, może doprowadzić do likwidacji ostatnich skutków II wojny światowej, wynikłej z niej – zimnej wojny.
Korea przypomina nieco Polskę. Ma podobne do nas, paskudne położenie geograficzne. Między dwoma wielkimi mocarstwami – Chinami i Japonią. Toteż trudno było państwu mierzącemu swe korzenie aż na pięć tysięcy lat, stale niepodległość zachować.
Po zwycięstwie nad Rosją w wojnie 1905-1907 prężąca się Japonia zajęła w 1910 r. Półwysep Koreański. Po klęsce Japonii w wyniku światowej wojny Półwysep wyzwoliła narodowa, związana z komunistycznymi ZSRR i Chinami, partyzantka Kim Ir Sena. Ale rychło na Półwyspie nastąpił podział podobny do Niemiec. Północ stała się proradziecka, Południe się amerykanizowało. W 1948 r. w obu strefach powstały odrębne organizmy państwowe. Próba połączenia Korei pod czerwoną flagą, podjęta przez Północ w 1950 r., zakończyła się po niezwykle wyniszczającej wojnie domowej tymczasowym – dzisiaj już ponadpółwiecznym – podziałem jednego narodu na dwa wrogie państwa.
Państwa stanu wojny. Państwa bez komunikacji międzykoreańskiej, bez linii telefonicznych, pocztowych. Przypadkowo często rozdzielone przez linię frontu rodziny, klany pozostały bez kontaktów przez półwiecze.
Przez lata oba państwa żyły w stanie sztucznie podsycanej wrogości. Na Południu rządzili wojskowi. Legitymizację ich władzy stanowiła miniona wojna. Na Północy też rządzili wojskowi. Kierujący partią marksistowską, która ewoluowała ku partii nacjonalistyczno-państwowej. Legitymizacją ich władzy jest też miniona (sprzed 50 laty) wojna.
Wojna koreańsko-koreańska była ostatnim poważnym konfliktem zimnej wojny. Ostatnim wielkim militarnym starciem między dwoma konkurencyjnymi blokami: radzieckim i amerykańskim. Konfrontacja nie przyniosła globalnego rozstrzygnięcia. Jedynie dwumilionowe straty podzielonego, koreańskiego narodu.
Dzisiaj między Północą a Południem Półwyspu Koreańskiego stoi 250-kilometrowy mur. Po stronie południowej. Oba państwa mają już inne systemy gospodarcze. Południe ma wolnorynkową gospodarkę, sterowaną i wspomaganą przez państwo. Północ sterowaną przez państwo gospodarkę centralistyczno-rozdzielczą.
Czy po historycznym dla Korei szczycie dwóch przywódców powstanie “Konfederacja Koryo”, czyli współpracujący ze sobą byt administracyjno-polityczny, mieszczący dwa różne systemy gospodarcze w jednym? Nastawiony początkowo na nawiązywanie przeciętnych kontaktów podzielonego przez obce mocarstwa narodu?
Gdyby tak się stało, to moglibyśmy wreszcie powiedzieć, że ostatni relikt zimnej wojny sprzed pół wieku roztopił się.

Wydanie: 24/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy