Musimy z nim się układać

Musimy z nim się układać

Pat Buchanan o relacjach amerykańsko-rosyjskich, o Putinie i Trumpie

W felietonie, który Pat Buchanan opublikował 15 września na swoim blogu, ten konserwatywny polityk i wybitny pisarz polityczny przeciwstawia się popularnym zarówno wśród demokratów Obamy, jak i neokonserwatywnych republikanów, błędnym jego zdaniem i szkodliwym wizjom relacji USA z Rosją Putina. Poniżej polski przekład tej publikacji.

Odkąd Donald Trump powiedział, że ponieważ Władimir Putin go pochwalił, to on zrewanżuje się komplementem, wściekłość republikanów nie ustaje. Przybywający na Kapitol z zamiarem naprawienia relacji między Trumpem a partyjnymi elitami Mike Pence, republikański gubernator stanu Indiana, kandydat Trumpa na wiceprezydenta, został natychmiast wzięty w obroty i zmuszony do wysłuchania reprymendy republikańskich senatorów. Były kandydat na prezydenta John McCain powiedział Pence’owi, że Putin to „oprych i rzeźnik” i popieranie go przez Trumpa jest niedopuszczalne. Według Lindsaya Grahama „Putin jest oprychem i dyktatorem, (…) który zabija opozycjonistów na ulicach”, a opinie Trumpa przywołują na myśl Monachium [czyli ugodową politykę Zachodu wobec Hitlera – przyp. red.]. „Putin jest autorytarnym oprychem”, dodał „Mały Marco” Rubio, związany z Tea Party, Kubańczyk z pochodzenia.

Co powoduje, że Partia Republikańska traci głowę na sam dźwięk nazwiska Putina? Putin to nie Stalin, którego prezydenci USA Franklin Delano Roosevelt i Harry Truman nazywali „dobrym starym Joe” i „wujaszkiem Joe”. W odróżnieniu od Nikity Chruszczowa nie utopił we krwi rewolucji węgierskiej. Złamał próbę secesji Czeczenii, ale cóż tam uczynił takiego, czego gen. Sherman nie zrobił Atlancie, gdy Georgia oddzieliła się od Unii pana Lincolna?

Putin popierał USA w Afganistanie, wspierał naszą umowę nuklearną z Iranem i podpisał się pod planem Johna Kerry’ego, który gwarantował przerwanie ognia w Syrii i wspólne polowanie na terrorystów ISIS i Al-Kaidy.

Jednak wciąż nam się przypomina, że Putin dokonał „agresji” na Ukrainie. Czy aby na pewno była to agresja, czy może odruchowa reakcja strategiczna? My pomogliśmy wyrzucić proputinowski, demokratycznie wybrany reżim w Kijowie, a Putin podjął działania zabezpieczające jego bazę marynarki wojennej na Krymie, ponownie zajmując półwysep, który należał do Rosji od czasów Katarzyny Wielkiej do Chruszczowa. Mocarstwa robią takie rzeczy.

Czy kiedy bracia Castro wyłączyli Kubę ze strefy wpływów USA, nie postanowiliśmy, że zatrzymamy bazę Guantanamo i zlekceważymy protesty Hawany?

Moskwa rzeczywiście wspierała secesjonistycznych rebeliantów prorosyjskich we wschodniej Ukrainie. Ale czy USA nie uruchomiły 78-dniowej kampanii bombardowania malutkiej Serbii w celu wymuszenia secesji Kosowa, prowincji będącej kołyską jej państwowości? Jaka jest tutaj wielka różnica moralna?

Relacje między Rosją a Ukrainą sięgają 500 lat przed odkryciem Ameryki przez Kolumba. Składają się na nie starożytna wspólna religia, złożona historia, przerażające cierpienia i horrendalna niesprawiedliwość – jak sprawa zagłodzenia milionów Ukraińców na początku lat 30 XX w. Jednak do czasów Busha II i Obamy żaden prezydent nie uważał, by spory na linii Moskwa-Kijów były naszą sprawą. Odkąd to jest inaczej?
Rosja, jak donoszą, włamuje się do naszych instytucji politycznych. Jeśli tak, trzeba to powstrzymać. Ale czy nasze własne CIA, National Endowment for Democracy i organizacje pozarządowe nie mieszały się w wewnętrzne sprawy Rosji przez całe lata?

Putin jest państwowcem, który przede wszystkim troszczy się o Rosję. Stoi na czele państwa dwa razy większego niż nasze, z arsenałem równym naszemu, i żaden pokój w Eurazji nie może zostać ustanowiony bez jego udziału. Musimy się z nim układać. Jak może w tym pomóc obrzucanie go wyzwiskami?

I co takiego robi Putin, jeśli chodzi o represje, co przewyższałoby poczynania naszego sojusznika z NATO, prezydenta Turcji Recepa Erdoğana, i naszego sojusznika arabskiego w Egipcie, gen. As-Sisiego? Czy Rosja Putina jest reżimem bardziej opresyjnym niż Chiny Xi Jinpinga? A jednak republikanie rzadko używają słowa oprych, gdy mówią o Xi Jinpingu. W czasach zimnej wojny współpracowaliśmy z takimi autokratami jak szach Iranu i gen. Pinochet w Chile, Ferdinand Marcos na Filipinach i Park Chung-hee w Korei Południowej. Wymuszały to wymogi zimnej wojny. Wiele spośród istniejących dziś ok. 190 państw jest rządzonych przez autokratów. W jaki sposób pomaga naszym interesom i naszej dyplomacji kłapanie przez liderów Kongresu „oprych” na przywódcę państwa, dysponującego setkami głowic nuklearnych?

Gdzie się podziały realizm, uznanie rzeczywistości świata, w którym żyjemy, jakimi kierowali się w polityce prezydenci od Ike’a – Dwighta Eisenhowera do Ronalda Reagana?

Mówi się nam, słowami senatorów takich jak Tom Cotton, że nie może być żadnych różnic pomiędzy stanowiskiem USA i Izraela. Dobrze. A jak Izrael patrzy na Putina „oprycha” i Putina „rzeźnika”? Według specjalisty od polityki zagranicznej Stephena Sniegoskiego, gdy Putin po raz pierwszy odwiedzał Izrael w 2005 r., prezydent Mosze Kacaw pozdrawiał go jako „przyjaciela Izraela”, Ariel Szaron zaś powiedział mu, że znalazł się „wśród braci”. Tylko w ubiegłym roku Bibi Netanjahu [premier Izraela – przyp. red.] jeździł do Moskwy trzy razy, a Putin odwiedził Izrael raz. Obaj przywódcy mają znakomite relacje. W kwestii rezolucji ONZ popierającej zachowanie „integralności terytorialnej” Ukrainy Izrael powstrzymał się od głosowania. Odrzucił też propozycję przyłączenia się do sankcji wymierzonych w zaprzyjaźnioną Rosję. Handel rosyjsko-izraelski rozkwita.

Być może Bibi, który właśnie wygrał los na loterii, dostając od Baracka Obamy, którego nawet nie lubi, 38 mld dol. amerykańskiej pomocy rozłożonej na następne 10 lat, mógłby pokazać republikanom, jak poprawić relacje z Władimirem. Lindsay Graham mówi, że 38 mld dol. to prawdopodobnie za mało i że Bibi będzie potrzebował więcej, a on (Graham) o to zadba.

Niesamowite: Bibi, koleś Władimira, inkasuje 38 mld dol. od republikańskich senatorów, podczas gdy Donald Trump mówiący, że odwzajemni komplement Putina, od tych samych senatorów słyszy łzawe pretensje.

Przełożył Jarosław Dobrzański


Patrick Joseph Buchanan – amerykański konserwatywny polityk i publicysta. Trzykrotnie nieskutecznie ubiegał się o urząd prezydenta USA, w tym dwukrotnie z ramienia Partii Republikańskiej, a raz – Partii Reform. Karierę polityczną rozpoczynał w gabinecie prezydenta Nixona jako doradca; pozostał lojalny wobec Nixona w trakcie afery Watergate i po niej; był również doradcą prezydentów Forda (krótko) i Reagana. Przez wiele lat występował w czołowych mediach amerykańskich, reprezentując poglądy tradycyjnego amerykańskiego konserwatyzmu, odróżniał się przy tym zarówno od demokratów, jak i neokonserwatywnych republikanów. Jest katolikiem. Ukończył college na katolickim Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie oraz dziennikarstwo na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku.

Wydanie: 47/2014

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy