Dlaczego muszę się malować?

Dlaczego muszę się malować?

ZAKAZANE MYŚLI KOBIET

“Wiem. Dlatego musisz się malować. Bądź kobietą do kwiatka podobną”. Czyje to? Zgadnij koteczku, jak pytał znany felietonista wiszący nad nim cień cenzora. Otóż nie jest to laureat Dni Poezji Suwalskiej, a ksiądz Józef Zawitkowski, który w “Naszym Dzienniku” opublikował wiersz pod nie kuszącym do interpretacji tytułem “Kobietą jestem”. Z dalszych strof dowiadujemy się, że poza wojną i aborcją największym grzechem wobec kobiet jest zaprzestanie całowania w rękę (“Dzisiaj mówią dzieciaki przed bierzmowaniem: Nie, proszę księdza, teraz się w rękę nie całuje! Mądre są te komputerowe dzieciaki, ale czy one coś czują?”) i określanie, że jest w ciąży, gdy tak naprawdę jest w stanie błogosławionym. Wiersz kończy się zapewnieniem – “Przyjmij różę, bo kobietą jesteś”.
O malowaniu, całowaniu i róży pomyślałam, gdy jedna z 277 służących w armii kobiet tłumaczyła, dlaczego mężczyźni w ogóle wpuścili je do wojska. Otóż damskość miała łagodzić obyczaje. Tak więc wojskowi wcale nie uważali, że kobiety mogą pracować razem z nimi. Uznali tylko, że zaokrąglona pod mundurem pupa wywoła chichoty, potem rozmarzenie i kombinowanie, jak znowu zobaczyć “kawałek ciała”. No i może wtedy “fala” spadnie, bo zajęty podglądaniem żołnierz nie będzie tak gorliwie zmuszał swych młodszych kolegów do mycia sedesu własną szczoteczką do zębów.
Jednak kobieta nie łagodzi już obyczajów ani w Kościele, ani w wojsku. Ani w szkole. Minęły czasy, gdy małego bandytę wystarczyło posadzić z kujonką, by zaczął grzecznie odrabiać matematykę.
Kobiety od dzieciństwa (przedszkole, duża przerwa, kolonie) były uczone, że służą do uspokojenia męskiej zgrai. Działają jak chloroform – ogłupiająco. W nagrodę usłyszą zmodyfikowaną wersję – “Przyjmij różę, bo kobietą jesteś.”
W Kościele są niezbędne, przecież bez nich by nie istniał. Który mężczyzna pójdzie na mszę o siódmej rano? W wojsku też są konieczne. Żeby mniej “falowało”.
Ale te czasy już się kończą. Kujonki nie chcą siedzieć z ogolonymi kolegami, bo muszą się uczyć do egzaminów. Te z porannej mszy nie idą do pracy przekonane, że rządzić musi tam facet. Po pocałowaniu w rękę. Jednak najbardziej wyrazisty bunt jest w superoderwanym od życia środowisku, czyli w wojsku. Kobiety, wpuszczone tam dla męskiej zabawy, domagają się teraz prawa do ciąży. Nie chcą być poklepywane po pupie, a w ogóle żądają mundurów, w których nie wyglądałyby jak skrajny przypadek otyłości brzusznej.
Kończy się rola kobiety-rozśmieszacza i czegoś do podszczypania. Zaczyna się rola mężczyzny – przydatnego, albo nie.

 

Wydanie: 13/2001

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy