Kierunek Berlin

Kierunek Berlin

Jakże ciężko być w naszym kraju ideowym liberałem. Takim z krwi, kości, garnituru i podwiązki. Żali się redaktorowi Paliwodzie z wołkowego “Życia” wicemarszałek Senatu, Donald Tusk. “Mam niekiedy poczucie – przyznaje człowiek z establishmentu – że żyjemy pod okupacją współczesnych Tatarów, łupiących co dzień bezbronnych obywateli. Czymże innym jest bowiem moloch państwowej biurokracji wyposażonej w tysiące przepisów i regulacji, przejadającej nasze podatki, nie świadczącej w zamian oczekiwanych usług?”. I dodaje, że chciałby “żeby władza wreszcie powiedziała, że nie zajmuje się gospodarką, ale będzie sprawna tam, gdzie ma szansę być sprawna i tam, skąd nie może się wycofać”.
I warto przypomnieć, kto to mówi. Ano lider Unii Wolności, partii jeszcze niedawno rządzącej. Odpowiedzialnej m.in. za cztery tak zwane reformy społeczne. Tylko jedna z nich, administracji, spowodowała w 1999 roku zwiększenie zasobów administracji o 46 tysięcy urzędników, jak wyliczył znawca problemów biurokracji, profesor Witold Kieżun. Co kosztuje budżet 3 mld rocznie. Co gorsza, zdaniem profesora Kieżuna, do władzy doszli ludzie “o raczej niskim statusie materialnym, co w pewnym stopniu tłumaczy ich daleko idącą zachłanność”.
Status materialny polityków miał być jednym z “haków” podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Sztab wyborczy kandydata Krzaklewskiego zainspirował, a media podchwyciły, iż kandydaci na prezydenta powinni ujawnić nie tylko swoje walory umysłowe i moralne, ale też majątkowe. Obnażyć swoje PIT-y.
Dla wielu nie było to skomplikowane. Lech Wałęsa oprócz słynnego domu w Gdańsku wykazał nędzne dochody i oszczędności. Gorsze od Piotra Ikonowicza. Kandydat Łopuszański oprócz mieszkania w bloku (M-6) mógł zaszpanować jedynie nieruchomością, czyli garażem. Kalinowski miał oprócz domu i gospodarstwa jeszcze maszyny rolnicze, podobnie jak Lepper. Lepiej prezentował się majątek produkcyjny kapitalisty, kandydata Grabowskiego, bo fabryczka, samochody dostawcze. Fatalnie ideologa kapitalizmu, kandydata Korwin-Mikkego. Tylko dwie działki budowlane. Żadnych lokat bankowych, inwestycji w akcjach, spółkach. Również kandydat Krzaklewski wykazał się ubogo. Ma, co prawda, oszczędności wartości 110 tysięcy złotych, ale jest bezdomny, bo mieszka w służbówce. Wygrali z nim dwaj kandydaci, którzy zaprezentowali się bogato.
Wyniki wyborów świadczą m.in., iż społeczeństwo woli kandydatów zamożnych. Być może trzeźwo uważa, że ludzie wykształceni, od lat parający się polityką, kandydujący na prezydenta RP, czyli spełnieni zawodowo, powinni majątek już posiadać. Jeśli go oficjalnie nie mają, to albo go ukrywają, czego społeczeństwo nie lubi, albo… Albo są nieudacznikami zawodowo-finansowymi. Może mają jakieś ukryte wady, nałogi. Może piją po cichu i przepijają. Może tracą lekką rączką na kobiety, a może tkwią w szponach hazardu. To dziwne, że taki kandydat Krzaklewski od dziesięciu lat na dobrej, dyrektorskiej posadzie, mieszkający w służbówce, czyli za frajer, nie był w stanie odłożyć sobie na mieszkanie. Musi mieć jakiś feler. Ikonowicz pewnie dokłada do swej partii, podobnie jak Korwin-Mikke, ale Krzaklewski do “Solidarności” na pewno nie dokładał.
Donald Tusk, ideowy liberał, też dokłada, tylko inaczej. “Pańska garderoba prezentuje się bardzo korzystnie. Gdzie pan kupuje marynarki? Ja w Warszawie, stolicy państwa proliberalnego, nie mogę kupić niczego porządnego za sensowne pieniądze. Nędzny wybór – import z Zachodu z zeszłorocznej kolekcji – i paskarskie ceny w porównaniu choćby z Berlinem. I to ma być rynek?” – oburza się red. Paliwoda.
Ale będzie lepiej. Wicemarszałek wielce produktywnego, antybiurokratycznego Senatu, pan Donald Tusk, wyjawia swą diagnozę tej dramatycznej sytuacji i program jej naprawy: “W znacznej mierze to wina nas samych. Liczba mężczyzn w Polsce, którzy są gotowi wydać trochę pieniędzy i dobrze się ubrać, jest ciągle niewielka. (…) To powoduje, że handlowiec nie ma szans rozwinięcia się, nie ma bowiem popytu na większą skalę. (…) Przyznaję się bez bicia, że chyba jedną piątą moich wysokich dochodów senatora wydaję na ubrania. (…) Owszem, mam poczucie, że przepłacam, kiedy ceny porównuję na przykład z berlińskimi”.
Głosujcie zatem na Unię Wolności, esteci. Dzięki comiesięcznemu trudowi tekstylnemu pana marszałka, senatora Tuska, podaż wzrośnie, ceny spadną, bo on stale pracuje nad popytem. Od podstaw.

Wydanie: 46/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy