Bractwo protestantów

Bractwo protestantów

Kto nie demonstrował za młodu, ten na starość będzie zapewne jedynie zgorzkniałym, cienkim Bolkiem. Ostatnie 20 lat upływającego wieku to dla wielu lata przeróżnych protestówek. Od dramatycznych strajków zagrożonych niekiedy utratą wszystkiego, poprzez lata Pomarańczowej Alternatywy czyniącej z przenajświętszej demonstracji zabawę ludową, aż po wulkan protestówek lat 90. Kiedy już nie bili.
Każdy, kto organizował protestówkę, niezależnie, czy miał to być poważny strajk, czy tylko demonstracyjne przykucie się kajdankami do kaloryfera w ważnym urzędzie centralnym, ten wie, jak cenna jest strona logistyczna protestówki. Pikieciarze znać muszą wcześniej prognozy pogody, najlepiej z kilku niezależnych źródeł; demonstranci ciągnący pod dawny URM – układ stołecznych ulic, żeby nie dać się wyprowadzić w pole. Protestujący pod Sejmem znać muszą kalendarz i porządek obrad. Po co zrywać gardła w dniu, kiedy parlamentarzyści są poza stolicą.
W czasie ostatniego dwudziestolecia powstała subkultura demonstracyjno-protestowa. Zachęcam antropologów kultury, badaczy politycznych obyczajów do troskliwej, wnikliwej obserwacji. Polska, tu zapieję z górnych tonów, wprowadziła do europejskiej czy nawet światowej kultury protestacyjnej wiele oryginalnych, sprawdzonych rozwiązań. Niestety, chociaż czasem już na świecie znanych, to nie nam powszechnie przypisywanych. Zwłaszcza w protestowo mniejszej skali, indywidualnych demonstracji.
Każdy miał w ręku plastikową butelkę, typu “PET”, butelkę do napojów chłodzących, w zamożnej Europie traktowaną jako zbędny, ekologiczny śmieć. A nagle taka pusta butelka zrobiła oszałamiającą, protestacyjną karierę. Pusta butelka ma większą, donośniejszą moc w czasie demonstracji niż tradycyjna, policyjna pała. Posłuchajcie tylko demonstracyjnego łomotu pozornie pustych plastików. Są głośniejsze, bardziej drażniące niż wyrafinowane, elektroniczne szczekaczki.
Każdy, kto demonstrował, czy chociażby protestował za młodu, wie, jak ważne są relacje protestanci-policja państwowa. Zwana czasem Milicją Obywatelską, innym razem – Narodową Gwardią. Klasyk protestówek, Krzysztof Skiba z łódzkiego skrzydła Pomarańczowej Alternatywy, pod koniec lat 80. biegł po ulicy Piotrkowskiej z transparentem “Kto zatrzyma galopującą inflację?”. Przypomnę, iż był to podstawowy problem zdychającej wtedy, socjalistycznej gospodarki niedoboru. Oczywiście, jak przewidywali protestanci, Skiba został szybko zatrzymany przez Milicję Obywatelską. Wtedy ulica Piotrkowska zasłana została triumfalnymi ulotkami, informującymi stroskane społeczeństwo, iż właśnie przed chwilą Milicja Obywatelska zatrzymała galopującą w kraju inflację.
Policja państwowa usiłowała niedawno zatrzymać protestujące, dążące do blokad i okupacji pielęgniarki. Nie udało się zwartym, gotowym oddziałom, bo pielęgniarki wymyśliły znakomity patent na napierającą policyjną ławę. Nie rzucały żagwiami w braci ze sfery budżetowej, nie miotały obelgami, tylko w bliskich spotkaniach trzeciego stopnia rozpinały policjantom rozporki!!! I nagle skierowani do poskromienia protestujących kobiet faceci kulili się jak zawstydzone panienki. Kordon pękał, panie przechodziły przodem.
Ostatnimi miesiącami widzieliśmy ostre starcia przeciwników globalizacji ze zglobalizowaną policją. Ufam, że w nowe tysiąclecie globalne bractwo protestantów wejdzie z patentami protestacyjnymi naszych pielęgniarek. Potrafiących zmiękczyć nawet stalowy mur.

Wydanie: 52/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy