Kogo wskaże Obama

Kogo wskaże Obama

Walka o zatwierdzenie następcy zmarłego sędziego Sądu Najwyższego to ostatnia szansa prezydenta na trwałą zmianę Ameryki

Mówi się, że sędziowie Sądu Najwyższego USA umierają rzadko i nigdy nie rezygnują z funkcji. Nic więc dziwnego, że gdy w przededniu walentynek do mediów dotarła informacja o śmierci sędziego Antonina Scalii, na łączach zawrzało. Kondolencje rodzinie natychmiast złożyli – a przy okazji podpowiedzieli, co robić dalej – pretendenci do nominacji prezydenckich obu głównych partii, którzy prowadzą intensywną kampanię przed prawyborami.

Internet, telewizja i prasa zapełniły się komentarzami, dotyczącymi w ograniczonym stopniu dorobku sędziego Scalii, a koncentrującymi się przede wszystkim na znalezieniu odpowiedzi na pytania, co powinien zrobić urzędujący prezydent, jak powinni się zachować republikanie w Senacie, jakie będą konsekwencje tych działań dla wyborów prezydenckich i wreszcie kto będzie następcą Scalii. Z perspektywy europejskiej do tych pytań trzeba dodać jeszcze jedno: dlaczego kwestia nominacji sędziowskiej – fakt, że na najwyższym szczeblu – budzi wśród Amerykanów emocje nie mniejsze niż prawybory prezydenckie?

Wymarzona kariera

Spośród zasad ustrojowych w USA podział władz jest jedną z dwóch najważniejszych. Zakłada wyraźne rozdzielenie władzy wykonawczej (powierzonej prezydentowi), ustawodawczej (przypisanej do Kongresu) i sądowniczej. Art. 3 konstytucji USA określa, że ta ostatnia ma się znajdować w rękach Sądu Najwyższego i takiej liczby sądów niższej instancji, jaką Kongres uzna za stosowną. Zgodnie z drugą amerykańską fundamentalną zasadą ustrojową – hamulców i równowagi – te trzy władze mają się wzajemnie ograniczać, co ma gwarantować wolność od tyranii i utrzymanie demokratycznej formy rządów. Twórcy konstytucji powierzyli więc sędziom SN odpowiedzialne zadanie – sądu ostatniej instancji we wszystkich rodzajach spraw, od którego wyroków nie ma już odwołania.

Jednak w myśl oryginalnych dokumentów, nie tylko konstytucji, ale i pierwszej ustawy regulującej jego działanie (Judiciary Act z 1789 r.), SN nie pełnił funkcji sądu konstytucyjnego. Ten stan rzeczy zmienił się dopiero w 1803 r., kiedy sędziowie pod przewodnictwem Johna Marshalla wydali decyzję w sprawie Marbury v. Madison i sami przyznali sobie ostatecznie prawo decydowania, co jest zgodne z konstytucją. To w efekcie tej decyzji dziś w rękach sędziów spoczywa olbrzymia władza – względnie łatwego decydowania o faktycznej treści konstytucji, chociaż samo brzmienie dokumentu zmienia się bardzo rzadko. Przykładem, jak SN właściwie wedle uznania manipuluje treścią konstytucji, jest kwestia segregacji rasowej – dyskryminacji ze względu na rasę. W 1896 r. SN pod przewodnictwem sędziego Melville’a Fullera w decyzji w sprawie Plessy v. Ferguson uznał, że segregacja jest zgodna z konstytucją. Niecałe 60 lat później w innym składzie, pod przewodnictwem sędziego Earla Warrena, w sprawie Brown v. Board of Education of Topeka zdecydował, że jednak zgodna z konstytucją nie jest. W obu przypadkach sędziowie powoływali się na tę samą XIV poprawkę do konstytucji, przyjętą w 1868 r.

Uprawnienia SN pozwalają mu zmieniać rzeczywistość w kraju, tak jak w zeszłorocznej decyzji w sprawie Obergefell v. Hodges, gdy sędziowie uznali, że konstytucja dopuszcza małżeństwa osób tej samej płci. Właśnie możliwość takiego wpływania na ustój polityczny i rzeczywistość w supermocarstwie powoduje, że najambitniejsi i najzdolniejsi absolwenci prawa marzą o karierze sędziego SN.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 9/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy