Wróg publiczny w potrzasku

Wróg publiczny w potrzasku

Najgroźniejszy gangster świata trafił do więzienia „Najbardziej poszukiwany człowiek świata”, „wróg publiczny numer 1”, tak nazywany był Joaquín Guzmán (El Chapo), szef meksykańskiego kartelu Sinaloa. Za pomoc w jego aresztowaniu władze USA wyznaczyły nagrodę w wysokości 5 mln dol., a władze Meksyku – 30 mln pesos (2,3 mln dol.). Guzmán ma na sumieniu tysiące ludzkich istnień. Opowiadano, że nigdy nie rozstaje się z pozłacanym kałasznikowem i codziennie zmienia telefon komórkowy. Policja tropiła go bezskutecznie przez 13 lat. Według magazynu „Forbes”, El Chapo zgromadził majątek szacowany na miliard dolarów. Na liście 72 najbardziej wpływowych ludzi świata „Forbesa” zajął 67. miejsce, wyprzedzając prezydentów Francji i Wenezueli. Wielu obywateli było pewnych, że Guzmán nigdy nie zostanie schwytany. Ale 22 lutego stał się dla El Chapo ostatnim dniem wolności. Kokainowego króla wyśledzono w dalekim od luksusu hotelu w mieście Mazatlán nad Oceanem Spokojnym. Wiadomo, że meksykańskim służbom bezpieczeństwa pomogli Amerykanie – głównie funkcjonariusze agencji DEA zwalczającej handel narkotykami – którzy podsłuchiwali rozmowy telefoniczne gangstera. O 6.40 komandosi meksykańskiej piechoty morskiej wyważyli drzwi apartamentu bossa. Marynarka wojenna ma w Meksyku opinię formacji najsprawniejszej i odpornej na łapówki. Guzmán miał przy sobie broń, ale nie stawiał oporu. Wyprowadzono go w kajdankach. Wraz z nim aresztowano kilkunastu innych domniemanych gangsterów, w tym Carlosa Manuela Hoo-Ramireza, elektronika odpowiedzialnego za system łączności szefa. Znaleziono przy nim liczne telefony komórkowe. O ujęciu wroga publicznego poinformował triumfalnie prezydent Meksyku Enrique Peña Nieto. Prezydent podkreślił, że sukces stał się możliwy dzięki wykorzystaniu nowoczesnej technologii i metod wywiadowczych. Nie wszyscy obywatele przyjęli to z radością. Wielu Meksykanów podziwiało Guzmána niczym szlachetnego Robin Hooda, który wspomaga biednych, buduje szpitale, stwarza miejsca pracy, przyznaje stypendia i drwi ze skorumpowanych stróżów prawa. Układano o nim narcocorridos – ballady opiewające życie narkotykowych bandytów. „Teraz z pewnością wielu ludzi straci pracę, ponieważ zatrudniał ich El Chapo”, przewiduje 16-letni pracownik cegielni w Badiraguato w górskim stanie Sinaloa. Prawie trzy czwarte mieszkańców tego stanu żyje w nędzy. Szef syndykatu zbrodni Właśnie w Badiraguato, w rodzinie ubogiego rolnika, ok. 56 lat temu przyszedł na świat, jako najstarszy z sześciorga dzieci, Joaquín Guzmán. Roku jego narodzin nie udało się ustalić, podobnie jak wzrostu. Na pewno Guzmán jest niewysoki, a El Chapo znaczy niski czy krótki. Przyszły boss już jako dzieciak zaprzysiągł sobie, że nie będzie harował na polu. Ukończył tylko trzy klasy podstawówki, a ojciec wyrzucił go z domu. Sinaloa stanowi część tzw. Złotego Trójkąta, w którym Meksykanie uprawiają opiumowy mak. Narkotyki są szmuglowane przede wszystkim do USA. Awans społeczny zaś możliwy jest tylko przez wstąpienie do kartelu. Przemytnicy nazywani są z szacunkiem valientes – dzielni. Guzmán został jednym z nich. Szybko zasłynął z bezwzględności, a także z talentów ekonomicznych. Wszedł w sojusz z kolumbijskimi gangsterami i przy ich pomocy zorganizował dochodowy przemyt kokainy z Kolumbii do USA. Stworzył całą flotę samolotów, ciężarówek, statków i łodzi, a nawet okrętów podwodnych transportujących kolumbijskie narkotyki. Co miesiąc ludzie El Chapo przemycali do USA 24 tony kokainy. W 1980 r. Guzmán stanął na czele własnego kartelu Sinaloa, który miał się stać najpotężniejszym narkotykowym gangiem Meksyku. Szybko doszło do wojny z innymi bandami, a walczono zaciekle przy użyciu karabinów maszynowych i granatników. W 1992 r. wysłani przez El Chapo zabójcy zaatakowali uczestników przyjęcia rodziny Arellano Félix, kierującej kartelem Tijuana, i zabili dziewięć osób. W następnym roku gangsterzy Arellano próbowali wziąć odwet. Urządzili więc zasadzkę na lotnisku Guadalajara, ale od ich kul zginął nie Guzmán, lecz arcybiskup Guadalajary, kard. Juan Jesús Posadas Ocampo, zastrzelony zapewne przez pomyłkę. W 1993 r. Guzmán został aresztowany w Gwatemali i wydany władzom Meksyku. Z wyrokiem 20 lat trafił do więzienia Puente Grande, gdzie żył jak cesarz. Podawano mu posiłki z najlepszych restauracji i sprowadzano prostytutki do komfortowej celi. Władze Stanów Zjednoczonych zabiegały jednak o ekstradycję gangstera i rząd Meksyku był gotów spełnić to życzenie. Amerykańskie więzienia

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 10/2014, 2014

Kategorie: Świat