Komercja czy przezwyciężenie schizmy?

Komercja czy przezwyciężenie schizmy?

Niemieccy protestanci od miesięcy fetują Lutra, tak naprawdę nie wiedząc, co głosił

Korespondencja z Berlina

Jesienią 2016 r. ewangelicki miesięcznik „Chrismon” przeprowadził ankietę, w której zbadał stosunek Niemców do Marcina Lutra. Sam wynik sondy nie spędzał biskupom Kościoła luterańskiego snu z powiek, ale jego bliższa analiza owszem. Na pytanie, kim był fetowany obecnie w Niemczech wittenberczyk, ok. 37% Niemców odpowiedziało, że zapisał się on w historii jako „reformator” i „odnowiciel Kościoła”. Ankieta została przeprowadzona w październiku 2016 r., tuż przed początkiem Roku Lutra, będącego uwieńczeniem kilkuletnich obchodów 500-lecia reformacji. Jednak fakt, że Niemcy znają Lutra i potrafią go umieścić w odpowiedniej epoce, jeszcze nie oznacza, że wiedzą, na czym polegało to odnowienie Kościoła. Tego pytania redaktorzy niemieckiego miesięcznika ankietowanym nie zadali, jakby spodziewając się marnego poziomu odpowiedzi.

Niemcy nie reagują na Lutra odrzuceniem, przeciwnie – ich stosunek do wielkiego reformatora można raczej porównać z nastawieniem do świąt Bożego Narodzenia: dużo lukru i ciepła, kolorowe światełka tudzież komercja dla niewymagającej publiczności. Ukoronowaniem wigilijnych nastrojów są jednak zawsze liche kiełbaski z musztardą. Podobnie w przypadku Lutra. W ostatnich miesiącach reformator z doktorskim biretem pojawiał się dosłownie wszędzie: w piekarniach, kioskach, sklepach z zabawkami, a nawet na łamach komiksów. Ale jego prawdziwe intencje umykają uwadze ogółu. Tak przynajmniej twierdzi prof. Detlef Pollack z Uniwersytetu Münster, jeden z czołowych w Niemczech socjologów religii.

Brak zainteresowania

– Teologiczne treści reformacji nie interesują większości niemieckich ewangelików. Jeśli zapytamy ich, co jest typowo protestanckie, odpowiadają wzruszeniem ramion. Ciekawe, że znacznie więcej na ten temat mają do powiedzenia ich katoliccy rodacy, którzy po prostu trochę częściej zajmują się historią chrześcijaństwa – tłumaczy naukowiec. Zdaniem Pollacka to wręcz zawstydzające, że w kraju, który tak mocno zapisał się w historii reformacji, mieszkańcy tak mało wiedzą o jej inicjatorze. – Ewangelicy nie znają choćby wiodącego przesłania swojej konfesji. Rażąca większość niemieckich protestantów definiuje swoją chrześcijańską wiarę przez zwyczajne dobre uczynki, a nie przez stojącego w centrum myśli luteranów Jezusa Chrystusa – dorzuca.

Podobnego zdania jest Martin Schubert, germanista i teolog z Uniwersytetu Duisburg-Essen. – Gros niemieckiego społeczeństwa nie kojarzy protestantyzmu z jakimś dogmatyzmem, raczej z ogólną dyrektywą, aby prowadzić godne i pracowite życie. Zbliżone opinie o ich wyznaniu wybrzmiewają zresztą także w środowiskach niemieckich katolików – wyjaśnia. Zachowania niemieckich ewangelików i katolików nie są więc sprzeczne. Obie grupy wyznaniowe mają nieco uproszczony stosunek do swoich konfesji, aczkolwiek katolicy chodzą częściej do kościoła. Zaledwie 4% protestantów uznaje mszę świętą za główne kryterium udanej niedzieli, a katolików – 12%. Za to znacznie więcej protestantów okazuje gotowość do wystąpienia z Kościoła. W 2016 r. taką decyzję podjęło 210 tys. ewangelików i 180 tys. wyznawców katolicyzmu. Ciekawe jest także porównanie zachowań obu grup przy tak istotnym dla tradycji chrześcijaństwa obrządku jak sakrament małżeństwa. Z badań przeprowadzonych przez ewangelicki ośrodek statystyczny w Hanowerze wynika, że w ubiegłym roku w zachodnich landach prawie 74% niemieckich katolików wybrało żonę lub męża tego samego wyznania. Ewangelicy, którym przypisuje się mniejsze przywiązanie do Kościoła, tylko nieznacznie odbiegają od tego wyniku (69%). Jak podkreśla Schubert, liczby te nie wynikają jednak ze świadomych decyzji o utrzymaniu wiary w rodzinie. – Niemcy – bez względu na to, czy z ewangelickiej północy, czy z katolickiego południa – najczęściej zawierają związki z partnerami z tej samej okolicy, nierzadko z tej samej wsi, a co za tym idzie, tego samego wyznania – zaznacza. Potwierdzeniem tej tezy jest sytuacja w landach byłej NRD, gdzie mieszka najwięcej ateistów i agnostyków, a w każdym razie najwięcej osób nieczujących przynależności do żadnej religii – wschodnioniemieckie małżeństwa nie szukają swojego szczęścia w głębszych refleksjach teologicznych.

Mniej edukacji, więcej ekumenizmu

Stosunek Niemców do ich wyznania jest zatem często uwarunkowany przez pochodzenie lub edukację w rodzinie. Tyle że niemieckim rodzinom coraz mniej zależy na przekazywaniu dzieciom wartości religijnych. Zaledwie połowa katolików i ewangelików przywiązuje wagę do wiedzy o korzeniach swojej konfesji. – Nic tak nie umacnia wiary jak wychowanie w duchu chrześcijaństwa. Jeśli rodzice nie interesują się wartościami religijnymi, trudno oczekiwać, żeby ich dzieci chciały chodzić na mszę. Tam, gdzie nie ma edukacji, zanika również wiara – wyjaśnia Pollack. Ale niemiecki socjolog wskazuje również pozytywne skutki tej niewiedzy. – Kto nie zastanawia się nad swoją wiarą, ten nie potrafi też pojąć różnic między katolicyzmem a protestantyzmem. Dlatego zainteresowanie Marcinem Lutrem jest dzisiaj zjawiskiem ogólnoniemieckim i ekumenicznym. Rozmywają się granice między grupami wyznaniowymi, a to paradoksalnie wzmacnia ekumenizm – utrzymuje.

Czy w tym świetle współcześni Niemcy przezwyciężyli schizmę? Pollack twierdzi, że trochę tak. Jego zdaniem granica przebiega dzisiaj nie tyle między katolikami a luteranami, ile między „religijnymi” i „niereligijnymi” chrześcijanami. – Inaczej niż może jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku religijni Niemcy wyznają dziś te same chrześcijańskie wartości, niezależnie od tego, co jest napisane w ich dowodzie tożsamości. Zarówno katolików, jak i protestantów łączy szeroki konsensus, jeżeli chodzi o takie wartości jak porządek, wolność i sprawiedliwość. Wierni w Niemczech nie kryją wobec tego zadowolenia, kiedy np. w kwestiach społecznych czy w sprawie uchodźców oba Kościoły wyznaczają wspólne cele.

Smakowitą puentą jest fakt, że Rok Lutra ożywił też ekumenizm wśród mieszkańców wschodnich krajów związkowych, jako się rzekło, niezbyt religijnych. – W trudnych czasach oni także pragną w coś uwierzyć, szukają tego, co psychoterapeuci nazywają bezpiecznymi uchwytami. W każdym razie odzyskali świadomość, że chrześcijaństwo i Marcin Luter są istotnymi wątkami niemieckiej historii, nawet jeśli o samej reformacji nadal wiedzą niewiele. Dzisiaj nawet niemiecki ateista przyzna, że historia Niemiec bez Lutra byłaby uboższa – śmieje się Pollack. Wszak częściowe unieważnienie różnic między Kościołem katolickim a luterańskim w imię ekumenizmu nie jest jedynie skutkiem nieświadomego rozmywania granic z powodu niewiedzy niemieckich chrześcijan. Także przedstawiciele niemieckiego episkopatu potraktowali obecny rok jubileuszowy jako okazję do przybliżenia katolikom postaci i zasług rebelianta z Wittenbergi, a w ślad za nimi – kolejny wielki reformator Kościoła katolickiego, papież Franciszek.

Papież luteranin?

Z okładki dodatku do hamburskiego tygodnika „Die Zeit” „Christ & Welt” z listopada 2016 r. spogląda uśmiechnięty biskup Rzymu w stroju Marcina Lutra. Kolaż wykorzystujący motyw z obrazu Lucasa Cranacha był niezwykle udany. Służył jako ilustracja do obszernego tekstu Juliusa Müllera-Meiningena o tym, że Franciszek, głowa Kościoła katolickiego, dokonał niemal pełnej rehabilitacji Lutra. „Papież działa zgodnie z ekumenicznym przesłaniem Ut unum sint, jako że dzięki dążeniu do jedności chrześcijaństwo staje się bardziej wiarygodne”, pisze publicysta. W istocie, podczas uroczystości 500. rocznicy reformacji w szwedzkim Malmö w październiku 2016 r. Franciszek podkreślił, że katolicy powinni się nauczyć od luteranów przede wszystkim dwóch rzeczy: reformy i Pisma Świętego. – Zbliżenie z luteranami jest dziś bardzo ważne i potrzebne – wskazywał papież, który w protestanckiej Szwecji odprawił po raz pierwszy mszę ekumeniczną. Natomiast w wywiadzie udzielonym szwedzkiemu miesięcznikowi „Signum” wypowiadał się niezwykle ciepło o dziele wittenberskiego reformatora. – Luter pokazał nam, katolikom, że Kościół musi się nieustannie reformować, już pomijając inne jego epokowe zasługi, chociażby odzyskanie Pisma Świętego i przekazanie go w ręce zwykłych ludzi – tłumaczył w tym jezuickim magazynie. Pozytywne wypowiedzi biskupa Rzymu o Lutrze przewijają się w gruncie rzeczy przez cały jego pontyfikat. Papież wskazywał np., że wittenberczyk właściwie nigdy nie dążył do rozłamu w Kościele katolickim czy ustanowienia nowej konfesji. Jego myślą przewodnią było „odnowienie całego chrześcijaństwa w duchu Ewangelii”. – Wierzę, że intencje Marcina Lutra nie były błędne. W jego czasach Kościół nie był wzorem do naśladowania. Duchowni byli skorumpowani, żądni dóbr materialnych i władzy. To dlatego Luter zaprotestował. Odkrył miłosiernego Boga w Dobrej Nowinie o Jezusie Chrystusie. To z kolei na pewno jest dla nas przykładem do naśladowania – mówił Franciszek w czerwcu 2016 r., lecąc do Armenii. A podczas ekumenicznej modlitwy w Lund zaznaczył: – Zarówno w Kościołach luterańskich, jak i katolickich są święci, którzy podążają za Ewangelią: oni są prawdziwymi reformatorami Kościoła. Jest to droga, którą i my musimy podążać.

W podobny sposób wypowiada się również wielu niemieckich duchownych. Kard. Gerhard Ludwig Müller, do niedawna przewodniczący Kongregacji Nauki Wiary, uznał, że Kościół katolicki „pomylił się”, ekskomunikując Lutra. W podobny ton uderzył kard. Karl Lehmann, były arcybiskup Moguncji, który nazwał wittenberczyka „przykładem ojca w wierze”. Natomiast kard. Walter Kasper, uchodzący za jednego z najbliższych współpracowników Franciszka, posunął się jeszcze dalej: – Dla katolików Marcin Luter przez lata był wzorcowym heretykiem, głównym winnym podziału Kościoła. To już historia. Dziś jest on dla nas wspólnym ojcem Kościoła.

A 31 marca 2017 r., podczas międzynarodowego sympozjum „Luter 500 lat później”, zorganizowanego z inicjatywy Watykanu, sam Franciszek przemówił do uczestników: – Dzisiaj jesteśmy już w stanie przyjąć to, co słuszne w reformie Lutra, i zdystansować się od jego błędów, przesad i niepowodzeń. To sympozjum jest możliwe właśnie dzięki Duchowi Świętemu, który przekracza bariery i przekształca konflikty w okazję do wzrostu w jedności.

Czy ten duch ekumeniczny pojawi się kiedyś także nad Wisłą? Niektórzy polscy katolicy nie potrafią zrozumieć, dlaczego Poczta Watykańska wydała z okazji Dekady Reformacji znaczek z Lutrem, umieściwszy go w tej samej serii, w której pojawiły się podobizny Jana Pawła II i Matki Teresy z Kalkuty. Inni, jak choćby prymas Wojciech Polak, weszli do komitetu honorowego 500-lecia reformacji, uznając wielkość reformatora z Wittenbergi. Czy Polacy już uznali, że protestanci wzbogacili ich kulturę i historię? Nam w katolickiej Polsce do pełnego „przezwyciężenia schizmy” jeszcze daleko, nigdy więc dość przypominania: bez polskich ewangelików nie byłoby ani „Przedwiośnia”, ani czekolady Wedla. A może nawet polskiej niepodległości, gdyby w 1918 r. pewien protestant nie został zwolniony z twierdzy w Magdeburgu…

Wydanie: 41/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy