Kraj wolności za kratami

Kraj wolności za kratami

Nowe niewolnictwo?

Ciekawą analizę historycznych korzeni dzisiejszego systemu karnego w USA przedstawiła w 2010 r. Michelle Alexander, profesor prawa na Uniwersytecie w Ohio, która postawiła tezę, że więzienia w naturalny sposób zastąpiły dawny system segregacji rasowej, ponieważ dzięki nim łatwiej sprawować kontrolę nad mniejszościami. „To charakterystyczne, że nasz system prawny bierze na cel najbiedniejsze warstwy, zwłaszcza społeczności Afroamerykanów czy Latynosów, wymierzając im bezwzględne kary, czasem za bardzo drobne przestępstwa. W efekcie ci ludzie mają do wyboru zapłacić wysoką grzywnę, na którą ich nie stać, albo pójść do więzienia”, podkreślała w wywiadzie dla telewizji PBS. Jak wyliczyła organizacja Vera Institute for Justice, w lokalnych aresztach przebywa obecnie ok. 730 tys. obywateli USA, odsiadujących wyroki za wykroczenia popełnione bez użycia przemocy (np. za niezapłacone mandaty) i zbyt biednych, by zapłacić kaucję.

Michelle Alexander przekonuje, że zasada: płać albo trafisz za kraty, ma korzenie w systemie najmu skazańców, który po zniesieniu niewolnictwa rozprzestrzenił się w południowych stanach. Polegał on na aresztowaniu Afroamerykanów pod błahymi zarzutami, takimi jak włóczęgostwo, tylko po to, aby potem „wynająć” ich jako darmową siłę roboczą lokalnym plantatorom. Pomysł działał, a więźniowie znów stawali się niewolnikami. Choć minął cały wiek, amerykańska rzeczywistość z punktu widzenia uwolnionego skazańca wciąż jest wroga. Szczególnie dotkliwe są dyskryminacja na rynku pracy i brak szans na równy dostęp do świadczeń socjalnych. Dodatkowo za niezapłacone grzywny i kary sądowe grozi automatyczny powrót do więzienia. „Niestety, duża część kolorowych mieszkańców Ameryki wciąż znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Zamiast działać na rzecz zdrowych, bezpiecznych społeczności (…), nasz system produkuje kolejne pokolenia więźniów, spychając ich do roli obywateli gorszej kategorii”, podkreśla Michelle Alexander.

Jaskółka zmian

Wizyta Obamy w więzieniu w Oklahomie może być pierwszym krokiem do zmiany tego systemu. Eksperci wskazują, że liczba więźniów zacznie spadać, jeśli np. złagodzone zostaną surowe kary za przestępstwa popełnione bez użycia przemocy. Pierwsze jaskółki reform już widać. Przykład Kalifornii i Nowego Jorku udowodnił, że nawet bez zmiany prawa federalnego liczbę więźniów da się zmniejszyć. Po tym jak w 2011 r. Sąd Najwyższy uznał zmuszanie więźniów do przebywania w przepełnionych celach za niekonstytucyjne, oba stany postanowiły szerzej stosować system dozoru dla tych, którzy popełnili przestępstwa bez użycia przemocy albo naruszyli warunki zwolnienia warunkowego. Takie pozornie drobne zmiany w przepisach doprowadziły do pierwszego od dekad spadku liczby osadzonych.

Reforma systemu karnego jest konieczna choćby dla budżetu federalnego. Tygodnik „The Economist” wyliczył, że koszty utrzymania jednego więźnia przez cały rok to 34 tys. dol. W sumie amerykańscy podatnicy przeznaczają na ten cel 80 mld dol. rocznie! Racjonalny rachunek ekonomiczny nie ma jednak wpływu na niezachwianą wiarę większości Amerykanów w słuszność ukarania każdego, kto choćby na milimetr wystąpił przeciw prawu. Socjolodzy wskazują, że system karny USA – wraz z przypisanym mu podziałem na ludzi moralnych i niemoralnych – jest mocno związany z purytańskimi korzeniami.

Foto: Polaris EASTNEWS

Strony: 1 2 3

Wydanie: 37/2015

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. MaryAnn
    MaryAnn 21 września, 2015, 13:40

    Taki właśnie kapitalistyczny raj!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy