Wysoka cena pychy

Wysoka cena pychy

Po głośnym skandalu spalinowym Volkswagen będzie płacił Amerykanom odszkodowania

Korespondencja z Berlina

Na krótko przed upływem ultimatum w sprawie rozwiązania problemu z manipulowaniem przez Volkswagena pomiarami emisji spalin, 21 kwietnia, przedstawiono sędziemu w San Francisco główne punkty porozumienia koncernu z władzami USA. Sędzia Charles Breyer poinformował, że wynegocjowane punkty zakładają m.in. opcję odkupienia przez niemieckiego producenta samochodów z silnikami Diesla, względnie ich naprawienia, a także „znaczące odszkodowania” dla nabywców. Na biurku Breyera leżą od miesięcy setki cywilnych pozwów związanych ze skandalem. Sędzia zażądał precyzyjnego planu naprawy przeszło 580 tys. pojazdów, dając obu stronom czas do 21 czerwca na ustalenie szczegółów porozumienia.

Odszkodowania, naprawy, grzywny

Już dzień przed wystąpieniem Breyera niemiecki dziennik „Die Welt”, powołując się na osoby biorące udział w negocjacjach, ujawnił, że VW wypłaci każdemu właścicielowi poddawanego manipulacjom pojazdu 5 tys. dol. odszkodowania. Niezależnie od tego firma zobowiązała się, że na własny koszt przystosuje układ wydechowy samochodów do obowiązujących norm. Natomiast pojazdy, których naprawa okaże się niemożliwa, zostaną przez producenta z Wolfsburga odkupione. Koncern zamierza stworzyć fundusz w wysokości niemal 1 mld euro przeznaczony dla klientów za oceanem. Według ustaleń Nikolausa Dolla, redaktora hamburskiej gazety, jeden z punktów ugody między VW a podległą amerykańskiemu rządowi Agencją Ochrony Środowiska (EPA) przewiduje także zapłacenie przez koncern wysokiej grzywny. Czy dolnosaksoński producent wyjdzie z tego obronną ręką, czy raczej ugrzęźnie na dobre w największym skandalu, jaki dotknął w ostatnich latach branżę motoryzacyjną? Przypomnijmy: w następstwie dochodzenia prowadzonego przez EPA i jej kalifornijskiego odpowiednika CARB Volkswagen przyznał się we wrześniu ub.r. do zainstalowania w ok. 11 mln pojazdów oprogramowania fałszującego wyniki pomiarów zawartości tlenków azotu w spalinach dwulitrowych silników Diesla. Software, nazywany po angielsku defeat device, został zastosowany w celach oszczędnościowych – wyłączał system neutralizowania tychże tlenków podczas eksploatacji pojazdu, włączając go dopiero po rozpoznaniu, że silnik jest poddawany testom.

Jeśli do czerwca nie dojdzie do kompromisu, koncern może się spodziewać wieloletnich procesów sądowych oraz miliardowych kar za łamanie przepisów o ochronie środowiska i normach technicznych. Przyszłość niemieckiego potentata zależeć będzie głównie od decyzji jednej osoby – Charlesa Breyera. To amerykański sędzia ostatecznie ustali, jaką cenę przyjdzie Volkswagenowi zapłacić za „wpadkę dziesięciolecia”. Wprawdzie nie będzie mógł od razu samodzielnie wymierzyć kary, ale może skutecznie przyspieszyć postępowanie, co pozwoli na rozpoczęcie procesu już w lipcu albo sierpniu. Ponadto Breyer może w każdej chwili zarządzić wycofanie zmanipulowanych samochodów z ruchu drogowego. Abstrahując od tego scenariusza, już teraz wiadomo, że z powodu skandalu wolfsburski koncern poniósł w 2015 r. ponad 10 mld euro strat. Dokładne liczby zostaną podane po ostatecznych rozmowach ze wspomnianymi amerykańskimi instytucjami.
Publicyści zza Atlantyku zgodnie orzekli, że w przypadku procesu szef VW Matthias Müller, któremu poprzednik podrzucił to śmierdzące jajo, polegnie przed kalifornijskim sądem. Kompromis byłby więc jak najbardziej pożądany, bo w ten sposób niemiecki producent mógłby sprecyzować, ile ma odłożyć na wydatki związane z aferą. Mimo że ciężar zarzutów przygniata Müllera, po pierwszych negocjacjach z Amerykanami prezes poczuł chwilowe odprężenie. Po nagłośnieniu wstępnego porozumienia między VW i EPA rynki zareagowały z wyraźną ulgą.

Polska – pozew zbiorowy?

Według Dolla z „Die Welt”, nie wszystkie informacje zostały potwierdzone. Wiadomo tylko tyle, że właściciele dotkniętych manipulacją pojazdów będą mieć dwa lata na podjęcie decyzji, czy chcą sprzedać swój samochód, czy oddać do naprawy. W przypadku jego odkupienia VW oszacuje, jaką wartość miał dany model przed ujawnieniem skandalu jesienią 2015 r. Trudno też ustalić, czy producent, przyjąwszy takie auto, będzie mógł je dalej sprzedać po odpowiednich zabiegach naprawczych. Trzy dni po swoim wystąpieniu sędzia Breyer zakazał rozpowszechniania jakichkolwiek informacji aż do zakończenia rozmów w czerwcu. Christopher Rother, niemiecki prawnik wspierający w kancelarii Hausfeld amerykańskich właścicieli volkswagenów, potwierdza jednak słuszność doniesień hamburskiej gazety i zaznacza, że te ustalenia będą również kryteriami dla nabywców w innych państwach, m.in. w samej RFN, lecz także w Polsce.

Strony: 1 2

Wydanie: 18/2016

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. oska
    oska 18 maja, 2016, 10:16

    Nie od dziś wiadomo, że za błędy się płaci.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy