Niewidzialna strona misji

Niewidzialna strona misji

Co robią nasi oficerowie wywiadu w Iraku

Informacja o schwytaniu przez polskie wojsko 54-letniego Irakijczyka podejrzanego o przeprowadzenie kilkunastu zamachów na wojska koalicji przebiegła przez naszą prasę niczym ekspres. Tymczasem jest ona o tyle ważna, że ujęto prawdopodobnie człowieka odpowiedzialnego za śmierć czterech polskich żołnierzy, w tym trzech saperów ostrzelanych z granatników i broni maszynowej w czasie powrotu z patrolu.
Gen. Marek Dukaczewski, szef Wojskowych Służb Informacyjnych: – Naszym obowiązkiem w Iraku, jak zresztą wszędzie, jest zagwarantowanie wojsku bezpieczeństwa. Czynimy to na różne sposoby. Ale poza tym mamy polecenie ministra obrony, żeby rozpoznawać i ścigać wszystkich, którzy dokonali zamachów na polskich żołnierzy. Szczególnie tych, którzy przeprowadzili skuteczne zamachy, w których nasi zginęli. To jest właśnie taki przypadek. Ten mężczyzna był organizatorem zamachów. Sprawdzamy jeszcze, czy nie był także bezpośrednim wykonawcą.

Amerykańsko-polskie przesłuchania

Byłem w Iraku dwa razy. Raz z grupą parlamentarzystów zajmujących się służbami specjalnymi. To i owo widziałem, tego i owego dowiedziałem się. Oficerowie WSI pracują tam na własny rachunek, ale też w ramach wspólnoty wywiadowczej. W polskiej strefie własne służby wywiadu poza Polakami mieli Hiszpanie i mają Ukraińcy. Poza tym jest oczywiście ścisła współpraca ze służbami amerykańskimi. W warunkach wojennych nie ma informacji nic niewartych, żadna więc nie jest pomijana – ani ta uzyskana w ramach współpracy wywiadowczej, ani ta uzyskana od żołnierza, który wrócił z parolu, ani uzyskane od Irakijczyków. Wszystko jest gromadzone, segregowane, zapisywane w bazie danych. Bardzo dokładnie analizuje się ataki terrorystyczne: w jakim rejonie, w jakich godzinach, w jakich okolicznościach. Na celowniku są funkcjonariusze dawnego Iraku – członkowie partii Baas, żołnierze i policjanci, którzy nie wstąpili lub nie zostali przyjęci do nowego wojska i nowej policji. Są obserwowani w miejscu zamieszkania, w miejscu pracy. A to z tego powodu, że z analiz wynika, iż ataki najczęściej są przeprowadzane w tych rejonach, gdzie ci ludzie mieszkają bądź pracują. Tylko tam bowiem mają możliwość stałej i długotrwałej obserwacji wojsk. Nasz wywiad na bieżąco, w charakterze obserwatora, uczestniczy w przesłuchaniach tych, których zatrzymali Amerykanie. Jednak jeśli w ich ręce wpadnie ktoś, kogo podejrzewamy o zamachy na nasze oddziały, polscy oficerowie włączają się do przesłuchań.
Inną metodą pracy jest prewencja. Jeśli wokół kogoś gęstnieją podejrzenia, ale brakuje dowodów bezpośrednich, ze wskazania wywiadu przeprowadza się akcję prewencyjną – patrol wchodzi do domu podejrzanego i przeszukuje go. Najczęściej akcja jest udana, to znaczy znajdowana jest broń lub ukrywające się osoby. Podejrzany zostaje wtedy przekazany władzom irackim i od tej pory przynajmniej on zajmuje się już sobą, a nie planowaniem zamachów.
Wszystkie takie akcje to też źródło nowych informacji. Ich nieustanne aktualizowanie i analizowanie daje efekty. Właśnie taka wielopłaszczyznowa analiza była podstawą do wytypowania owego 54-latka odpowiedzialnego za śmierć naszych żołnierzy.

Z punktu widzenia dowódcy

Gen. Mieczysław Bieniek, dowódca drugiej zmiany międzynarodowego kontyngentu w Iraku: – Nie wyobrażam sobie pracy dowódcy dywizji bez stałych i dokładnych informacji wywiadowczych. Nie zdarzyło się, byśmy wysłali konwój operacyjny czy logistyczny, np. z paliwem albo, powiedzmy, z nowymi dinarami w czasie wymiany pieniędzy, bez dokładnego rozpoznania trasy, bez kamuflażu i osłony. Gdy przygotowywaliśmy rotację żołnierzy, operację tę przygotowywali wspólnie oficerowie operacyjni sztabu, wywiadu i kontrwywiadu. Pierwsi rozpoznawali i typowali właściwą trasę, drudzy dbali o to, by pośród żołnierzy krążyły informacje o kilku trasach, zmieniano godziny rzekomego wyjazdu, dbano, by w żołnierskich sklepikach w okresie przed przegrupowaniem nie kumulowały się zakupy, no i w ogóle by żołnierze nie gadali za dużo.
– Panie generale, kim jest przeciwnik, z którym wywiad ma do czynienia w Iraku?
– Można powiedzieć, że nie jest to jeden przeciwnik. To konglomerat ludzi. Ci z saddamowskiej górnej półki – odrzuceni, albo nieakceptujący nowej sytuacji. Następnie wahabici, którzy z przyczyn religijnych nie cierpią obcokrajowców na swoim terytorium. Kolejni to goście z zewnątrz, międzynarodowi terroryści, którzy przeniknęli do Iraku zza granicy. Tych zorganizował Jordańczyk Al Zarkawi, człowiek Al Kaidy, bandyta bez nogi, którą stracił w Afganistanie. Jego rodzina wyrzekła się go. Amerykanie podejrzewają, że przynajmniej jedno ścięcie porwanego zakładnika wykonał własnoręcznie. No i na koniec – zwykli kryminaliści, handlarze bronią, narkotykami. Spotkaliśmy się i z takimi przypadkami, że do brudnej roboty właśnie bandziory wynajmują specjalistów z armii Saddama – saperów, artylerzystów, czyli takich, którzy potrafią zakładać miny lub strzelać z moździerzy.
– Czy były okresy, kiedy wywiad pracował szczególnie intensywnie?
– Jasne, np. przed szyickimi świętami religijnymi. Przecież w naszej strefie są dwa święte miejsca kultu szyickiego: Nadżaf i Karbala. Mieliśmy informacje wyprzedzające, kiedy wtopieni w tłum pielgrzymów mogą przejeżdżać terroryści z bronią. Ich celem było oczywiście wywołanie zamieszek, o co w rozmodlonym, ekstatycznym tłumie bardzo przecież łatwo. Nie sposób było kontrolować wszystkie samochody z pielgrzymami, ale dzięki wywiadowi wiedzieliśmy mniej więcej, kiedy i na których punktach wzmocnić kontrolę. Byliśmy uprzedzani o możliwych transportach broni. Mieliśmy też informacje, w jakim rejonie mogą przebywać terroryści i wspólnie z Amerykanami przeprowadziliśmy kilka operacji, zresztą z sukcesem.
– Czy spotkał się pan ze zdradą Irakijczyków?
– Były takie przypadki, ale nieliczne. Przede wszystkim w okresie, kiedy powstawała milicja Al Sadra. Wtedy wielu policjantów współpracujących z nami przeszło na jego stronę.

Łowy i dyplomacja

Skuteczna ochrona miejsc kultu szyickiego i udających się tam pielgrzymek, a co za tym idzie, większe bezpieczeństwo naszych oddziałów, to między innymi efekt akcji dyplomatycznej podjętej przez Polskę w całym regionie. Najpierw minister spraw zagranicznych, a następnie Jerzy Szmajdziński, minister obrony, objechali kraje sąsiadujące z Irakiem, by poinformować ich władze, że zamierzamy wprowadzić do Iraku swe oddziały, ale nie jako siłę okupacyjną, lecz stabilizacyjną, broniącą ludności. Szmajdziński zapewniał, że nasze wojsko docenia wagę i znaczenie miejscowej religii, jej świętych miejsc i prosił o współdziałanie w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa pielgrzymom. Bez współdziałania zainteresowanych państw, zwłaszcza Iranu, nie byłoby to możliwe. Szmajdziński zobowiązywał się też do uszanowania przez polskie wojsko miejscowych obyczajów. Nasze dobre kontakty, dobre współdziałanie z ludnością naszej strefy i z tamtejszymi władzami w znacznym stopniu biorą się z dotrzymywania owych zobowiązań. Polscy żołnierze nie noszą w widocznych miejscach oznak swojej religii, a gdy wchodzą do arabskiego domu, to nigdy do części zamieszkałej przez kobiety. Kobietami zajmują się kobiety żołnierze. W trakcie przeszukiwania nigdy nie używa się psów.

Cichy front, cicha śmierć

Cokolwiek by jednak mówić, do sielanki tam daleko. W Iraku, oprócz tego, co pokazują nam codziennie w telewizji, toczy się regularna wojna wywiadów. Tłem wielu zamachów przedstawianych jako akty terroryzmu były właśnie porachunki wywiadów. Np. zabójstwo kilku Hiszpanów było fizyczną likwidacją oficerów wywiadu. Podobnie rzecz się miała z wieloma zamachami na Amerykanów. To oznacza, że przeciwnik jest dobrze wyszkolony, a nadto szybko się uczy. Ma swoje rozpoznanie, łączność, prowadzi działalność operacyjną i potrafi zapewnić sobie możliwość wypełniania rozkazów. Skoro wielu oficerów wywiadu już położyło w Iraku głowę, rozpoznanie było trafne. Na szczęście do tej pory w związku z pracą w Iraku nie zginął żaden z oficerów polskiego wywiadu. Niestety, zginęli gdzie indziej. Gdzie i w jakich okolicznościach, nie wiedzą nawet ich rodziny. Pewnie nie wiedzą i tego, że w ogóle byli oni w wywiadzie. Za to być może usłyszą niedługo, że kolejny terrorysta, który spowodował śmierć polskich żołnierzy (tym razem na Bałkanach), wpadł w nasze ręce.

 

Wydanie: 14/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy