Łzy tygrysich wdów

Łzy tygrysich wdów

W mangrowych lasach Bangladeszu pręgowane drapieżniki polują na ludzi

Tygrysy walczą z ludźmi o mangrowe lasy Bangladeszu. Ofiarą drapieżników pada rocznie ponad 120 drwali, rybaków, zbieraczy drewna i miodu. Wdowy po nich uchodzą za przynoszące nieszczęście. Wypędzane przez teściów, bez widoków na zamążpójście, żyją w upokorzeniu i nędzy. Władze zarejestrowały ponad tysiąc „tygrysich wdów”, ale z pewnością jest ich znacznie więcej.
O zmierzchu tygrys wyszedł z zielonej gęstwiny Sunderbans, przepłynął rzekę Czunkuri i wdarł się do wioski Dżelepara, odległej niespełna 400 m od ściany lasu. Młody rybak Tarak Babu wracał właśnie do chaty. Niósł połów – ryby i kraby – dla żony i dzieci. Nie zdążył nawet krzyknąć, gdy drapieżnik skoczył mu na plecy. Tygrys złamał rybakowi kręgosłup, ale nie tknął zwłok. Potem w gospodarstwie Giti Rani zabił kilka kur. Kiedy kobieta wyszła, by zobaczyć, co się dzieje, zwierzę uśmierciło także ją. Jakby upojone ludzką krwią dostało się do chaty i przegryzło gardło teścia Giti. Przez całą noc tygrys grasował we wsi, masakrując kurczęta i kozy. Kiedy wzeszło słońce, wieśniacy zebrali się, osaczyli go na jednym z dachów, pobili kijami i w końcu powiesili. Pogrążona w rozpaczy żona Taraka Babu płakała przez wiele godzin. Wiedziała, co ją czeka jako tygrysią wdowę.
Takie dramaty w Sunderbans zdarzają się często. To największy kompleks lasów mangrowych na świecie, prawdziwy labirynt rzek, kanałów i wysepek w delcie Gangesu na granicy między Bangladeszem a Indiami. Obejmuje powierzchnię 9583 km kw., jest wpisany na listę UNESCO. Na całym świecie populacja tygrysów się kurczy, obecnie liczy ok. 6 tys. Jednak w Sunderbans jest stabilna, według różnych szacunków żyje tu od 500 do 700 tygrysów bengalskich. Co trzeci dzień w Sunderbans tygrys zabija człowieka.
Okoliczni wieśniacy żyją w nieustannym lęku.

Nocami palą ogień

wokół osad. Drapieżniki ma też odstraszać muzyka z głośników na dachach meczetów. Wybierający się do dżungli, zarówno muzułmanie, jak i hinduiści, najpierw modlą się do bogini Bon Bibi, która ma chronić przed tygrysimi kłami i pazurami. Ludzie mocują sobie z tyłu głowy maski przypominające twarze. Uważają bowiem, że tygrys napada tylko od tyłu, więc gdy zobaczy ludzkie oczy, odejdzie. Ten pomysł okazał się skuteczny jedynie przez krótki czas. Zwierzęta szybko się zorientowały, że człowiek nie ma dwóch twarzy, i znów rzucają się na ofiary. Niektórzy pracujący w lesie przywiązują do pleców deski, by osłonić kręgosłup. I taka ochrona zazwyczaj jest daremna. Drapieżnik najchętniej przegryza kręgosłup, lecz może też rozszarpać gardło.
Wojna ludzi z tygrysami w Sunderbans trwała „od zawsze”, lecz w ostatnich latach stała się szczególnie krwawa. „W lasach ginie więcej ludzi niż kiedykolwiek przedtem, więcej tygrysów wychodzi też z dżungli i wdziera się do ludzkich osad”, twierdzi Mamun Raszid, autor studium analizującego 180 przypadków konfrontacji ludzi z tygrysami w Bangladeszu. Znamienne, że tylko nieliczne drapieżniki stały się ludojadami. Zaledwie w 7% przypadków tygrysy pożarły ofiarę. Zazwyczaj zadowalają się kilkoma kęsami lub zostawiają zwłoki człowieka nietknięte.
Do dramatycznego rozwoju sytuacji doprowadził

cyklon Sidr.

W listopadzie 2007 r. spustoszył Bangladesz. Zabił 4 tys. osób, zniszczył jedną piątą powierzchni Sunderbans. Wieśniacy, których pola uległy zasoleniu, stracili środki do życia. Muszą wchodzić do lasu po drewno i miód dzikich pszczół, łowić ryby, kraby, krewetki. Władze wydały 3 tys. zezwoleń na pracę w Sunderbans, jednak do lasów mangrowych zapuszcza się do 20 tys. ludzi. Tygrysy atakują, ponieważ ich terytorium zostało zagrożone. Według jednej z teorii, większe zasolenie wód delty po cyklonie sprawia, że są rozdrażnione i agresywne. Według drugiej, gdy po kataklizmie do delty spłynęły setki zwłok, tygrysy zasmakowały w ludzkim mięsie.
W każdym razie w Bangladeszu jest coraz więcej tygrysich wdów. Dżamena, której mąż nie wrócił z wyprawy po leśny miód, opowiada: „Teściowie wciąż mnie oskarżają, że sprowadziłam nieszczęście na rodzinę. W szkole moje dzieci są upokarzane, rówieśnicy mówią im: »Twój ojciec był złym człowiekiem, dlatego pożarł go tygrys«”. W wiosce trzeba było założyć specjalną szkołę dla dzieci tygrysich wdów. Trzydzieścioro dziewcząt i chłopców uczy się tu czytać i pisać. Po trzech godzinach muszą wracać, aby pomagać matce lub pracować na codzienną miseczkę ryżu.
Skrzywdzone przez los i ludzi kobiety próbują walczyć o lepsze życie. Z pomocą organizacji humanitarnej założyły Tiger Widow Association, stowarzyszenie tygrysich wdów. Spotykają się co tydzień, rozmawiają o uprawach warzyw i ryżu, planują kursy szycia. Zamierzają wystąpić o niewielkie kredyty na zakup maszyn do szycia i nasion. Nie tracą nadziei, że zaznają w życiu jeszcze trochę szczęścia.

Wydanie: 11/2011

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Alicja52
    Alicja52 18 lipca, 2011, 12:20

    W większości przypadków to ginące gatunki pięknych zwierząt trzeba chronić przed człowiekiem.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Alicja52
    Alicja52 18 lipca, 2011, 12:23

    W większości przypadków to ginące gatunki pięknych zwierzą trzeba chronić przed ludźmi.Widzę tu swoistą sprawiedliwość natury.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy