Kręte losy ruchu niepodległościowego w Katalonii

Kręte losy ruchu niepodległościowego w Katalonii

Coraz częściej młodzi Katalończycy oczekują nie karmienia narodowych ambicji, ale poprawy warunków życia

Premier Hiszpanii Pedro Sánchez szumnie zapowiada „nowe otwarcie” w napiętych relacjach między rządem centralnym a Katalonią. Przejawem starań o pojednanie ma być ułaskawienie dziewięciu aktywistów i polityków odsiadujących karę za przeprowadzenie referendum niepodległościowego w 2017 r. Choć wielu Katalończyków decyzję o ułaskawieniu popiera, nie wierzą oni w szczere intencje Sáncheza. Z drugiej strony ruch separatystyczny przeżywa kryzys i coraz mniej Katalończyków czuje się reprezentowanych przez proniepodległościowych polityków.

Katalończycy, kochamy was

Teatr Liceu znajduje się przy La Rambla, jednej z najbardziej znanych ulic w Barcelonie. 21 czerwca teren wokół budynku zapełnili jednak nie turyści, lecz demonstranci z flagami Katalonii. Zebrani śpiewali pieśń „Els Segadors”, uznaną za kataloński hymn, i buczeli, gdy do teatru przybywali kolejni goście.

Powodem poruszenia była konferencja, którą zorganizował tam Pedro Sánchez pod hasłem „Reencuentro: un proyecto de futuro para toda España” (Kongres: projekt przyszłości całej Hiszpanii). Podczas zjazdu premier ogłosił ułaskawienie dziewięciu liderów ruchu separatystycznego, odpowiedzialnych za zorganizowanie referendum niepodległościowego w 2017 r. Decyzja ta jest obwarowana pewnymi warunkami: działacze nie będą mogli sprawować funkcji publicznych, a w razie popełnienia „kolejnego poważnego przestępstwa” ułaskawienie przestanie obowiązywać.

Sánchez wygłosił płomienne przemówienie, podkreślając, że pojednanie regionu ze stolicą leży w najlepszym interesie całego kraju. I właśnie ułaskawienie ma być dowodem prawdziwości intencji władz centralnych.

– Aby osiągnąć porozumienie, ktoś musi zrobić pierwszy krok. Hiszpański rząd robi pierwszy krok teraz – powiedział premier podczas kongresu w stolicy Katalonii, w którym wzięło udział ok. 300 osób, głównie katalońskich działaczy, prawników, aktywistów, byłych polityków. Dodał, że ta decyzja podyktowana jest potrzebą przywrócenia pokojowego, zgodnego współistnienia Katalonii w ramach Królestwa Hiszpanii. Premier zaznaczył, że od ułaskawionych polityków nie wymagano zmiany poglądów: – W rzeczywistości nie zostali oni ukarani za swoje idee, ale raczej za działania przeciwko legalnym, demokratycznym instytucjom.

Sánchez zakończył przemówienie wypowiedzianymi w języku katalońskim słowami: – Katalonio, Katalończycy, kochamy was.

Wystąpienie to wywołało skrajne komentarze. Jednak trudno mówić o dużym zaskoczeniu. Dyskusja o ewentualnym akcie łaski przebiła się do debaty publicznej już we wrześniu 2020 r. Wtedy ekipa Sáncheza badała grunt i nastroje społeczne, które – delikatnie mówiąc – były dość nieprzychylne. Temat częściowej amnestii ucichł aż do maja, kiedy to Sánchez ogłosił prosto z Brukseli, że rząd poważnie rozważa ułaskawienie działaczy zamiast prowadzenia „polityki zemsty”. – To była starannie przemyślana i skalkulowana decyzja – mówi Cecilia Guardati, hiszpańska dziennikarka mieszkająca w Barcelonie. Dodaje, że Sánchez wybrał koncyliacyjny ton, jego apel o dialog brzmiał autentycznie. Premier jasno skrytykował agresywną wobec katalońskiej tożsamości narodowej politykę poprzednika, Mariana Rajoya.

Sánchez w ogniu krytyki

Ułaskawienie jest uważane za jedno z najbardziej ryzykownych posunięć premiera od początku jego rządów. – Taka decyzja daje nowe paliwo zjawiskom zagrażającym integralności Hiszpanii! – grzmiał lider konserwatywnej Partii Ludowej Pablo Casado, który uważa nawet, że Sánchez powinien podać się do dymisji, bo „oszukał Hiszpanów”. Ruch ten skrytykował również Alfonso Guerra, były wiceszef socjalistycznego rządu Felipe Gonzáleza z lat 1982-1991, mówiąc o przyzwoleniu na wewnętrzną destabilizację. Cecilia Guardati zwraca uwagę na czas ogłoszenia decyzji. – To trudny moment dla Hiszpanii: kryzys gospodarczy, przeciągająca się pandemia, ostra krytyka rządu ze strony opozycji – wyjaśnia. Uważa też, że krok w stronę pojednania będzie dobrą podstawą, by zyskać lepszą pozycję negocjacyjną.

Wystąpienie Sáncheza zostało całkowicie zignorowane przez przedstawicieli regionalnych władz. Podczas gdy szef rządu centralnego roztaczał wizję nowego otwarcia, premiera Katalonii nie było nawet w Barcelonie. Zresztą dla polityków z regionu obecność na sali oznaczała gniew części elektoratu. Przed teatrem zebrało się ok. 500 osób, głównie związanych z najbardziej radykalnym odłamem ruchu niepodległościowego, który nie ma zamiaru przystać na nic poza pełną amnestią dla więźniów politycznych (nie tylko warunkowym ułaskawieniem) oraz zielonym światłem dla procesu secesji.

Postanowienie o ułaskawieniu zostało opublikowane 23 czerwca w Oficjalnym Biuletynie Państwowym z podpisami króla Hiszpanii Filipa VI i ministra sprawiedliwości Juana Carlosa Campa. Ułaskawieni zostali: Oriol Junqueras, lider Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC), w czasie próby secesji wicepremier regionu; byli ministrowie regionalni Raül Romeva, Jordi Turull, Josep Rull, Joaquim Forn i Dolors Bassa; była przewodnicząca parlamentu Katalonii Carme Forcadell oraz dwóch aktywistów, Jordi Sánchez i Jordi Cuixart, Zwolnieni, opuszczając więzienie, pokazali transparent „Wolność dla Katalonii”, w języku angielskim, by zwiększyć zasięg swojego przekazu. – Będziemy walczyć z większą siłą niż kiedykolwiek, by ludzie, którzy przebywają na wygnaniu, mogli powrócić – zapowiedziała Forcadell, podkreślając, że aby doprowadzić do „wielkiego zwycięstwa”, wszystkie wysiłki powinny być skupione na ostatecznym wcieleniu w życie projektu niepodległościowego.

Doprowadzenie do referendum niepodległościowego to część el proceso soberanista de Cataluña (procesu suwerennościowego Katalonii), nazywanego po prostu el proceso. Ów proces to zbiór wydarzeń społeczno-politycznych rozgrywających się w Katalonii od 2012 r., mających spowodować oddzielenie się regionu od Hiszpanii i uzyskanie prawa do samostanowienia. Czasy największej mobilizacji przypadły na rządy Mariana Rajoya. W 2012 r., w środku kryzysu gospodarczego, ówczesny premier Katalonii Artur Mas chciał negocjować z Rajoyem lepsze warunki finansowego wsparcia dla regionu. Kiedy Rajoy odmówił, Mas zorganizował przedterminowe wybory, których motywem przewodnim stała się niepodległość Katalonii. W tamtym okresie tendencje separatystyczne nasiliły się, czego efektem były dwa referenda – w 2014 i 2017 r. W tym ostatnim 92% głosujących opowiedziało się za niepodległością, jednakże przy stosunkowo niskiej frekwencji, na poziomie 43%.

Ułaskawienie to za mało

Ostatnie dane, które zebrał najważniejszy dziennik w regionie, „La Vanguardia”, wskazują wiele zmiennych mogących wpłynąć na przebieg el proceso. Jak wynika z sondażu z początku lipca, 3 mln Katalończyków popiera decyzję Sáncheza o ułaskawieniu, a ok. 1,8 mln zdecydowanie się jej sprzeciwia, zwykle zwracając uwagę na brak pełnej amnestii, w tym dla aktywistów zmuszonych do ukrywania się za granicą, oraz na obwarowanie ułaskawienia wieloma warunkami. Nie wszyscy zwolennicy niepodległości popierają akt łaski, podobnie jak nie wszyscy przeciwnicy secesji są w kontrze. Ponadto poparcie dla ułaskawienia wcale nie łączy się z poparciem dla samego premiera. Wielu Katalończyków sceptycznie podchodzi do tego typu gestów pojednania, widząc w nich drugie dno. – Ułaskawienie to zaledwie mały gest. W rzeczywistości rząd centralny odebrał ludziom wolność słowa na wszystkich poziomach, przedstawiciele legalnego rządu są w więzieniu lub na wygnaniu, wielu mniej popularnych działaczy jest skazywanych za poglądy. Madryt nie uszanował decyzji Katalończyków i tego nie zmienią te deklaracje – tłumaczyła w debacie francuskiego radia France 24 Ana María Surra Spadea, polityczka Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC).

Xavi, student ekonomii spod Barcelony, z rezerwą odnosi się do decyzji premiera. – Sánchez stoi na czele mniejszościowego rządu i obawia się kolejnych wyborów. Myśli, że tą decyzją zdobędzie poparcie proniepodległościowych polityków, tak by zabezpieczyć sobie reelekcję – ocenia. Podobnie myśli 28-letni David z miasteczka  Gavà pod Barceloną, który ruch Sáncheza wprost nazywa „chłodną, polityczną kalkulacją”. Marta, artystka z Barcelony, nie wierzy, że po brutalnych pacyfikacjach protestów, rosnącej cenzurze i ignorowaniu wyboru ludzi słowa premiera o wzajemnym szacunku i harmonijnym współistnieniu faktycznie są podyktowane uczciwymi intencjami.

Zdaniem Cecilii Guardati ułaskawienie to dopiero pierwszy krok, aby uspokoić napięte nastroje w Katalonii. – Jeżeli rząd nie przedstawi atrakcyjnej oferty, odpowiadającej na postulaty Katalończyków, konflikt ponownie się zaogni, co będzie paliwem dla skrajnej prawicy – twierdzi dziennikarka.

Europa napomina

Decyzja o ułaskawieniu nie uchroniła władz w Madrycie przed międzynarodową reprymendą. Dokładnie tego samego dnia, 21 czerwca, Rada Europy przyjęła rezolucję na podstawie bardzo krytycznego raportu dotyczącego więźniów politycznych w Hiszpanii. Rezolucja ta, zatytułowana „Czy politycy powinni być ścigani za oświadczenia wygłaszane w ramach pełnienia mandatu?”, została przyjęta po burzliwej i długiej debacie, podczas której hiszpańscy deputowani starali się, jak mogli, osłabić krytyczny wydźwięk komunikatu. Wszystkie ich poprawki zostały jednak po kolei odrzucone.

Rezolucja wzywa rząd w Madrycie m.in. do uwolnienia więzionych liderów katalońskiego ruchu niepodległościowego, zakończenia prześladowania polityków przebywających na uchodźstwie (w tym wycofania wniosków o ekstradycję), zrewidowania przepisów karnych dotyczących buntu politycznego. Rada Europy zaapelowała też, by Madryt nie wymuszał na katalońskich politykach wyparcia się ich wartości i poglądów proniepodległościowych. Wizerunkowo to dla Hiszpanii duży problem, tym bardziej że na europejskim forum w sprawie więźniów politycznych jest stawiana w jednym rzędzie z Turcją.

W dodatku kolejne rewelacje na temat el proceso podają w wątpliwość szumne deklaracje Sáncheza o szukaniu narodowego pojednania. Zaledwie kilka dni po ogłoszeniu decyzji o ułaskawieniach hiszpański Trybunał Obrachunkowy zażądał 5,4 mln euro od 34 Katalończyków związanych z ruchem separatystycznym za „niewłaściwe wykorzystanie funduszy publicznych” w latach 2011-2017, w tym od premiera Katalonii z czasów zorganizowania referendum, Carlesa Puigdemonta, czy od ówczesnego wicepremiera, Oriola Junquerasa.

El proceso słabnie

Kwestia niepodległości mocno dzieli Katalończyków. Co prawda, sondaż z początku tego roku dla „La Vanguardii” wskazuje tylko minimalny spadek poparcia dla oddzielenia się od Hiszpanii (43% w styczniu w porównaniu do 45% we wrześniu 2020 r.), ale według analityków to sygnał przyszłych problemów ruchu niepodległościowego. Katalończycy robią się zmęczeni przepychankami między partiami i coraz częściej zdają się wątpić w sukces el proceso. Równolegle wzrasta liczba osób, które niepodległości nie chcą (49% w styczniu w porównaniu do 47% na jesieni). Jednocześnie, co ciekawe, lutowe wybory regionalne wzmocniły pozycję katalońskich partii proniepodległościowych. Po raz pierwszy zdobyły one większość w parlamencie (51% wobec 47,5% w 2017 r.). Po raz pierwszy też do parlamentu dostała się skrajnie prawicowa, zbijająca kapitał polityczny na nagonce na uchodźców partia Vox. Cecilia Guardati uważa, że katalizatorem wzrostu poparcia dla skrajnej prawicy była ostra polityka Rajoya i nawet ci, którzy separatystów nie popierają, krytycznie odnoszą się do działań byłego premiera w Katalonii.

Mieszane uczucia ma wielu Katalończyków. Dziennikarka twierdzi, że ruch niepodległościowy, choć jest uzasadnioną propozycją polityczną partii nacjonalistycznych, nie odpowiada na wyzwania stojące obecnie przed Katalonią. David, choć popiera niepodległość i chodzi na demonstracje, wie, że ekonomicznie oderwanie się od Madrytu byłoby strzałem w stopę. – Katalonię czekałaby izolacja międzynarodowa, musielibyśmy mieć nową walutę, bylibyśmy poza Unią. Bruksela wspiera Madryt, więc zostalibyśmy sami. A sytuacja ekonomiczna nie jest za ciekawa. Pensja z pracy na cały etat nie wystarcza na wynajęcie mieszkania, życie w Barcelonie ciągle drożeje, bo ceny dyktowane są pod bogatych turystów, mamy zapaść ekonomiczną. Bałbym się, co będzie dalej – wymienia. Zaznacza jednak, że zwyczajnie chciałby, aby decyzja Katalończyków podjęta przy urnach wyborczych była respektowana. Inna sprawa, czy faktycznie kolejne referendum przyniosłoby taki wynik, jaki wyobrażają sobie Puigdemont i Junqueras. Na przykład Marta podkreśla, że bez wsparcia rodziców nie byłaby w stanie wyprowadzić się z domu. Nie ufa też katalońskim politykom: – To wszystko jeden układ, myślą nie o ludziach, tylko o sobie.

Katalońscy liderzy ruchu niepodległościowego byli i są gotowi stawić czoła pałkom, więzieniu i wygnaniu, wierząc, że budują lepszy kraj dla swoich wnuków. Problem w tym, że wnuki zdają się coraz mniej zainteresowane tą walką. Jeszcze w 2014 r. poparcie dla ruchu separatystycznego w przedziale wiekowym 18-24 lata wynosiło 60%. W 2021 r. spadło do zaledwie 39%. Wydaje się, że coraz częściej młodzi Katalończycy oczekują nie karmienia narodowych ambicji, ale zwykłej poprawy sytuacji ekonomicznej i warunków życia, niższych czynszów oraz pracy, która pozwoli na coś więcej niż zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Fot. Reuters/Forum

Wydanie: 31/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy