Krewniacy z Bawarii

Krewniacy z Bawarii

Znakomicie zarabiający politycy CSU zatrudniali na koszt państwa żony i nieletnie dzieci Bawarią wstrząsnęła „afera krewniaków”. Oto czołowi dygnitarze rządzącej w tym kraju związkowym konserwatywnej partii CSU przez lata zatrudniali na koszt podatnika swoje żony, dzieci, rodzeństwo oraz innych krewnych. „CSU traktuje swój kraj jak sklep samoobsługowy”, napisał szyderczo monachijski dziennik „Süddeutsche Zeitung”. W rządzie bawarskim, którego premierem jest 59-letni Horst Seehofer, pracuje 11 ministrów i sześciu sekretarzy stanu. Sześciu członków gabinetu jest uwikłanych w te budzące oburzenie społeczeństwa machinacje. Szef klubu opozycyjnej SPD w parlamencie bawarskim, Markus Rinderspacher, twierdzi, że krewni członków gabinetu zarobili ogółem w ten sposób 1,6 mln euro brutto, a tylko w bieżącej kadencji Landtagu – 230 tys. euro. We wrześniu br. odbędą się wybory do parlamentu federalnego oraz do bawarskiej legislatywy. Zdaniem komentatorów, na skutek tej afery Unia Chrześcijańsko-Społeczna nie odzyska absolutnej większości, co było celem Seehofera. Utraci też wiele głosów w wyborach do Bundestagu, co zmniejszy szanse na zwycięstwo koalicji Angeli Merkel (CDU/CSU i liberalna FDP). Jak w ludowej komedii Bawaria jest osobliwą krainą. To bastion Kościoła katolickiego i konserwatyzmu. Mieszkańcy, nieufni wobec „Prusaków” z północy, dumni są ze swej odrębności, z piwa, obyczajów, tradycji, języka, którego człowiek władający tylko klasycznym niemieckim nie zrozumie za żadne skarby świata, wreszcie z zespołu Bayernu – najlepszej drużyny piłkarskiej Europy. Przez pół wieku w Monachium niepodzielnie rządziła CSU, niejako narodowa partia Bawarczyków. Sytuację zmieniła dopiero dotkliwa klęska wyborcza w 2008 r., gdy CSU zdobyła „tylko” 43,4% głosów. Po wyborczym upokorzeniu nadzwyczajny zjazd wybrał na nowego przewodniczącego partii Seehofera, polityka słynącego z pracowitości, syna kierowcy ciężarówki, który dzięki uporowi i zdolnościom doszedł na szczyty. Nie jest on jednak w partii lubiany. Jeśli we wrześniu CSU nie zdobędzie ponad połowy głosów, szybko odprawi obecnego lidera. Sondaże wskazywały, że Unia może odzyskać absolutną większość. Nastroje elektoratu zmieniły się jednak dramatycznie w połowie kwietnia, gdy dzienniki opublikowały pierwsze rewelacje na temat afery krewniaków i niewyobrażalnej pazerności chrześcijańsko-społecznych prominentów. Od tej pory niemal każdego dnia ujawniane są nowe, niekiedy szokujące szczegóły, skandal zatacza coraz szersze kręgi. Suwerennie rządząca „wolnym państwem bawarskim” CSU, od dawna traktowała je jako prywatny folwark. Nepotyzm i kolesiostwo krzewiły się bujnie. W marcu 2000 r. telewizyjny magazyn „Panorama” wyemitował program dowodzący, że powszechną praktyką jest zatrudnianie przez deputowanych do parlamentu w Monachium krewnych i znajomych. Widzowie obejrzeli sceny, jak z ludowej bawarskiej komedii. Poseł Josef Zengerle z CSU, którego opłacaną z państwowej kasy sekretarką była własna córka, tłumaczył: „Czy to nie wszystko jedno, czy płacę córce, czy innej osobie? Może za kilka miesięcy córka wyjdzie za mąż, przyjmie nazwisko męża i będzie po sprawie”. Pazerni deputowani W tym samym roku Landtag w Monachium uchwalił ustawę zabraniającą parlamentarzystom zatrudniania w swoich biurach krewnych pierwszego stopnia, to jest współmałżonków, rodziców i dzieci. O dalszych krewnych, jak rodzeństwo, kuzyni, bratankowie, nie było mowy. Zakaz miał wejść w życie 1 grudnia 2000 r. Po przyjęciu nowego prawa obrotni politycy rzucili się hurmem, aby zarejestrować żony czy dzieci jako etatowych pracowników swych biur. Zamierzali skorzystać z tzw. regulacji dawnych przypadków, która przewidywała, że jeśli polityk zatrudniał krewnego pierwszego stopnia przed 1 grudnia, mógł legalnie robić to nadal, w ramach „rozwiązania tymczasowego”. Aż 34 partyjnych dygnitarzy pośpiesznie zatrudniło członków rodzin z wyraźnym zamiarem obejścia prawa. Zapobiegliwością wykazał się deputowany CSU Georg Winter, który w 2008 r. został przewodniczącym komisji budżetowej parlamentu w Monachium. Od 1999 r. zatrudniał w biurze poselskim żonę, w roku następnym zaś załatwił w nim pracę swoim synom, w wieku 13 i 14 lat. W ten sposób gimnazjaliści zaczęli dorabiać do kieszonkowego, sowicie opłacani przez legislatywę wolnego państwa Bawaria. Wśród chrześcijańsko-społecznych polityków, którzy w 2000 r. pośpiesznie załatwili swym krewnym intratne posady, znaleźli się obecni członkowie gabinetu Seehofera – minister rolnictwa Helmut Brunner, sekretarz stanu odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne Gerhard Eck oraz sekretarz stanu ds. kultury

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2013, 23/2013

Kategorie: Świat