Kto napisał ten scenariusz?

TELEDELIRKA

Ted Turner, który po katastrofie przyleciał z Australii, latając pilotem po kanałach swojej telewizji, zobaczył, że na sportowym idzie sport. Natychmiast podjął decyzję, żeby dawać tragedię na żywo, bo wiadomo, że na całym świecie nikt nie ogląda nic innego, jak tylko samolot celujący w dwa kolosy na Manhattanie.
Amerykańskie reality to największe wydarzenie medialne. Nawet nasza dziura budżetowa zrobiła się jakby mniejsza, a kampania wyborcza pobladła. Bukmacherzy przyjmują zakłady, czy wejdzie moja ulubiona Unia Wolności, zareklamowana przez samego prezydenta. W przerwach między oglądaniem na żywo amerykańskiej tragedii słyszy się słynne pytanie stanu wojennego: „Wejdą? Nie wejdą?” Poniedziałek będzie dniem odpowiedzi. Weszliby bez problemu, gdyby do swego autokaru wzięli Manuelę Michalak z „Big Brother” i postawili ją na czele młodzieżówki UW. Ktoś zapytał mnie, czy wyobrażam sobie profesora Geremka obok Manueli. Wyobrażam sobie jak najbardziej, ale to nie ja doradzam Unii Wolności w jej nieszczęsnym marketingu.
Media zastanawiają się, kto jest autorem zamachu. Świat jest dostępny. Okazuje się, że znam faceta studiującego w tej samej uczelni w Hamburgu, gdzie studiowało dwóch bezpośrednich sprawców. To prestiżowa uczelnia i jej władze obawiają się, że tacy studenci mogą zaszkodzić jej reputacji. Myślę, że będzie wręcz przeciwnie, uczelnia stanie się sławna i studenci będą pchali się po indeksy, by zasiąść w tych samych ławkach co światowej sławy terroryści.
Telewizja ma teraz materiał na długie tygodnie. Programy rozpoczynają się zdjęciami dwóch wieżowców, w które uderza nadlatujący samolot. To jest nowe logo Ameryki, takie jak Statua Wolności i ryczący w czołówkach filmów lew z M.G.M. Audycje telewizyjne obrastają prawdziwymi historiami wzruszającymi miliony ludzi, jak ta o Rosaline, świetnie wyszkolonej suce, co wyprowadziła z 70. pietra płonącego mrówkowca swego niewidomego pana. Suka lepiej wyszkolona niż służby specjalne, które wiedziały o ataku na Pentagon 12 minut wcześniej. Można zrozumieć, że nikt nie podjął decyzji o zestrzeleniu samolotu z pasażerami (choć mówi się też, że taka decyzja została podjęta, ale samolotu nie trafiono), lecz naprawdę nie sposób pojąć, dlaczego nie zarządzono ewakuacji. Straty w ludziach byłyby wielokrotnie mniejsze.
Strażacy ginący podczas akcji ratunkowej mieli możliwość wyspowiadania się i odebrania ostatniego namaszczenia. Był bowiem z nimi kapelan nowojorskich strażaków, franciszkanin Michael Judge. W sobotę odnaleziono jego ciało. To jest prawdziwy bohater, przyzna to każdy, wierzący i niewierzący. Nasz prymas także skorzystał z okazji, by coś powiedzieć: „Nie chcemy ani innej kultury, ani terroryzmu”, mówił książę kościoła, zręcznie, jak tylko on potrafi, stawiając znak równości między obcą kulturą a terroryzmem. Dlaczego by nie upiec na płonących wieżowcach jakiejś małej pieczeni i nie wykurzyć innowierców?
To ojciec Michael Judge powinien zostać obwołany bohaterem narodowym Ameryki. Tymczasem stał się nim, nie wiedzieć czemu, George Bush. Pojawił się wśród cierpiących obywateli dość późno, a jego wystąpienia sygnalizowane były napisem: „Bohater narodowy”. Rozumiemy, że w czasie zagrożenia lud zaczyna skupiać się wokół przywódcy, jak zwierzęta szukają ratunku u przewodnika stada, tak nakazuje instynkt, ale na Boga, każdy wódz wie, że musi być na miejscu tragedii, a on schował się w bezpiecznym miejscu. Przecież to antybohaterstwo! Gdyby zginął, lecąc na spotkanie, to owszem, byłby romantycznym bohaterem, a tak jest po prostu pragmatycznym prezydentem.
Ludzie zastanawiają się ciągle, kto to zrobił, a raczej kto stoi za tymi, co to zrobili i stopili się wraz z setkami niewinnych ludzi w samolotach. Kto za tym stoi?
Czy antyglobaliści, czy toksyczna prawica, której przedstawiciel został niedawno stracony za podłożenie bomby i śmierć kilkuset osób. Symbole Ameryki stopiły się i padły na kolana, prawie dokładnie w tej samej minucie, w której ten negatywny bohater zakończył swoje podłe istnienie. Istnieje także zbieżność pomiędzy atakiem Czarnego Września na izraelskich sportowców w wiosce olimpijskiej a wtorkowymi wydarzeniami.
Diabłem stojącym za zamachami obwołano z kolei Osamę bin Ladena, ale jak dotąd nic mu w tej sprawie nie udowodniono. Każdego dnia wielokrotnie oglądamy na ekranach jego wizerunek. On jest negatywnym bohaterem tego pasjonującego serialu, o którym nikt nie wie, jak się skończy. Ten Nieznany Scenarzysta nie dostanie Oscara.
Napatrzył się człowiek na filmy sensacyjne o wielkich korporacjach, tajnych światowych porozumieniach, o tym, że cyniczni potentaci telewizyjni są w stanie zrobić dosłownie wszystko, żeby zwiększyć oglądalność, więc i głupie myśli przychodzą mu do głowy. Coraz więcej osób szuka rozwiązania zagadki w magicznych znakach i przepowiedniach, tam każdy znajdzie coś na potwierdzenie swojej teorii. Żurnaliści spekulują, Sybilla mówi swoje, CIA ogłasza swoje rewelacje, a Nabuchodonozor swoje.
Żałuję, że Clinton przestał być prezydentem, bo wrażliwy był nie tylko na względy Moniki, czym zachłystywały się media, ale czuł politykę zagraniczną. Bush chce zostać bohaterską postacią historyczną przy pomocy nalotów dywanowych na Afganistan. Wiadomo, że zapałki w ręku dziecka równa się pożar, ale tym razem to polityczne dziecko może spowodować pożar całego świata. Ja na przykład, mimo że jesteśmy w NATO, nie chcę wcale umierać za Amerykę, choć tak jak większość chcę ukarania winnych.

 

 

Wydanie: 39/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy