Zwyciężeni

Chociaż Hitler usiłował stworzyć dla walki po klęsce z Aliantami organizację partyzancką zwaną Werwolf, zaś i w pokonanej Japonii, przed podpisaniem układu z Amerykanami oznaczającego klęskę, istniały grupy wojskowych, które tu i tam miały za zadanie walczyć ze zwycięzcami, to jednak nic podobnego nie zaszło ani w Niemczech, ani w Japonii. Natomiast w Iraku począł się organizować ruch sabotażu, skierowany nie tylko przeciwko Amerykanom, ale godzący również w wiele urządzeń infrastruktury, która służy mieszkańcom Iraku. Chodzi o powtarzające się zamachy na roponośne rurociągi, na posterunki policyjne, na rozmaite rodzaje wytwórni służących jedynie społeczności miejscowej. W ten sposób sabotażyści usiłują dość skutecznie, a zarazem pośrednio, przeciwstawiać społeczeństwo irackie Amerykanom, którzy zmuszeni owymi aktami destrukcji do ścigania i prześladowania grup sabotażowych zwłaszcza w oczach ludności coraz wyraźniej stają się okupantami i tym samym jest im coraz trudniej pełnić rolę wyzwolicieli, z jaką wysłała ich władza amerykańska. Widać w tej zasadniczej różnicy całkowitą odmienność zarówno Europejczyków, jak i Japończyków, którzy są przecież Azjatami, od Arabów, to zaś tłumaczymy sobie całkowitą odmiennością społeczno-kulturową tak różnych grup etnicznych. Wprawdzie przed klęską Japończycy wytworzyli grupę samobójczych kamikadze, która notabene poważnie naruszyła operacje morskie Stanów Zjednoczonych w pobliżu Japonii, zaś znana jest dobrze niezmiernie uporczywa w swoich akcjach wojennych działalność jednostek niemieckich, a zwłaszcza SS, to jednak po obu stronach wszystkie te działania przeciwko zwycięzcom uległy zupełnemu paraliżowi po klęsce. U Arabów sytuacja okazuje się odwrotna i tym samym niezmiernie kłopotliwa, zwłaszcza dla doktryny prezydenta Busha, skoro ponad 60 Amerykanów zginęło już z rąk irackich „mścicieli”, zaś akcje sabotażowe praktycznie zlikwidowały nieomal próby odtworzenia wydobywanej dla eksportu ropy naftowej Iraku. Wydaje mi się, że w ten sposób manifestowane są zasadnicze odmienności zachowania Arabów z jednej strony, zaś Euro-Azjatów z drugiej. Można zapewne stwarzać hipotezy, mające te różnice zracjonalizować, ale prawdę powiedziawszy, jest to zadanie trudne, ponieważ pomiędzy kulturą i wierzeniami Niemców a kulturą i wierzeniami Japończyków otwiera się nie mniej wielki rozziew, aniżeli między obojgiem a kulturą religijną Islamu. Jednym słowem, Ameryka łatwo wygrała wojnę, lecz bardzo trudno będzie jej wygrać pokój. Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 28/2003

Kategorie: Felietony