Kto utrącił Mikosza?

Kto utrącił Mikosza?

W tle dymisji ministra skarbu są ogromne pieniądze i polityczne przepychanki

Andrzej Mikosz zaczął przeszkadzać politycznie i biznesowo. Pretekstem do odwołania niewygodnego ministra skarbu stał się artykuł na temat pożyczki udzielonej przez Mikoszów szemranemu biznesmenowi.
Rzeczpospolita ujawniła, że żona Andrzeja Mikosza pożyczyła ponad 300 tys. dol. matce Witolda W., gracza giełdowego, któremu prokuratura zarzuca m.in. manipulację kursem giełdowej spółki Kopex. Dziennik podał też, że Witold W. inwestował pieniądze i doradzał grupie biznesmenów, prawników oraz osobom powiązanym ze światem przestępczym.
Informacje o odwołaniu Mikosza zaczęły się pojawiać tuż po tym, jak wręczono mu nominację. Dlaczego więc w ogóle ją dostał?
– Wtedy liczono jeszcze na porozumienie z PO.

Mikosz był efektem pewnych uzgodnień

z Platformą Rokity. Pośrednikiem był Wojciech Arkuszewski, któremu Rokita obiecywał stanowisko szefa kancelarii premiera i który był swego czasu doradcą Lecha Kaczyńskiego – opowiada jeden z polityków PiS.
Mikosz był do zaakceptowania dla PiS, bo miał wizerunek fachowca, konserwatysty (ma kilkoro dzieci), faceta uczciwego i z zasadami.
Marcinkiewicz poznał Mikosza bliżej, gdy ten był doradcą w sejmowej Komisji Skarbu. Nie znali go natomiast bracia Kaczyńscy. Początkowo zgodzili się na jego nominację, ale szybko zaczęli publicznie mówić, że nie był to trafny wybór. Lech Kaczyński wspominał, że jeszcze przed jego zaprzysiężeniem w rządzie trzeba wymienić trzech ministrów. Przed świętami Jarosław Kaczyński w „Tygodniku Solidarność” stwierdził, że gdyby on był premierem, Mikosz nie dostałby resortu skarbu.
W połowie listopada za Mikoszem zaczęli chodzić dziennikarze „Rzeczpospolitej”. I dopiero wtedy minister opowiedział premierowi o udzielonej pożyczce. Jak dużo? Tu głosy są podzielone, bo niektórzy politycy bronią Marcinkiewicza, twierdząc, że Mikosz powiedział tylko, że pieniądze pożyczył graczowi giełdowemu, nie wspominając, że interesuje się nim prokuratura. Inni podają w wątpliwość, czy premier rzeczywiście był tak naiwny i nie zapytał o szczegóły.
Przy sprawie Mikosza wyszły na jaw pierwsze konflikty na linii „małego” i „dużego Pałacu”. Do prasy przeciekły informacje, że pomiędzy Marcinkiewiczem a Lechem Kaczyńskim doszło do ostrego konfliktu. Potwierdzać to mają kilkugodzinne zamieszanie wokół dymisji Mikosza (rano premier nie chciał go odwołać, by wieczorem zmienić zdanie) oraz kilkudniowa zwłoka w ogłoszeniu jego następcy. – Różnica zdań była, ale nie było sporu.

Marcinkiewicz nie postawiłby się Kaczyńskim,

bo to by było jak wjechanie rowerem w tira. Od chwili, gdy ukazał się artykuł w „Rzeczpospolitej”, nie było wątpliwości, że Mikosza trzeba usunąć. Zastanawiano się tylko, czy z ogłoszeniem dymisji poczekać do soboty (jak chciał Marcinkiewicz), czy ogłosić ją od razu (jak chciał prezydent) – przekonuje jeden z polityków PiS.
Mikosz zaczynał karierę polityczną w SLK, do PiS się nie zapisał. Teraz był związany z bardziej liberalnym odłamem PiS. W gronie jego politycznych kolegów są głównie byli ZChN-owcy, a nie ludzie z PC. Politycy PiS nastawieni bardziej prosocjalnie chętnie się go pozbyli.W tle wielkich pieniędzy Mikosz stał się niewygodnym także ze względu na decyzje, jakie podejmował. On sam podczas konferencji prasowej przekonywał, że ataki na niego mają związek z niezadowoleniem różnych lobby biznesowych. Mikosz zapowiedział np. zablokowanie fuzji PKO i BPH, na której zależy włoskiemu bankowi UniCredito, a co zachwiałoby konkurencją na polskim rynku bankowym. Gdyby połączenie doszło do skutku, byłby to największy bank w Europie Środkowo-Wschodniej, a UniCredito zaoszczędziłby aż 900 mln euro rocznie! W Sejmie huczy od plotek, że na fuzji bardzo zależało prezesowi Pekao SA, którym jest Jan Krzysztof Bielecki, zwany skarbnikiem PO (podobno Donald Tusk obiecywał mu stanowisko szefa NBP).
Mikosz miał wchodzić też niektórym w paradę przy prywatyzowaniu Jelfy. I znów według niektórych polityków PiS, plany prywatyzacji Jelfy miał sekretarz generalny PO, Grzegorz Schetyna (zakład jest w jego okręgu wyborczym). W sejmowych kuluarach mówi się, że dla Jeffy pracowała najpierw firma PR-owska żony Schetyny, a później syna Andrzeja Olechowskiego.
Mikosz rozpoczął też wymianę zarządów w kilku państwowych spółkach. Mówił o planach

znacjonalizowania części majątku PGNiG

związanego z przesyłem. Zapowiadał walkę ze szwedzkim inwestorem o kontrolę nad Bankiem Ochrony Środowiska. Zapowiadał ostrą walkę z Eureko, współwłaścicielem PZU, o kontrolę nad ubezpieczycielem (wartym według najnowszych wyliczeń aż 23 mld zł).
Kolejny konflikt skarbu państwa z zagranicznym inwestorem miał wybuchnąć wokół prywatyzacji Polskich Hut Stali. Na przełomie 2003 i 2004 r. spółka przeszła w ręce koncernu LNM (obecnie Mittal Steel), który na całą inwestycję wydał ok. 8 mld zł. Niedawno pojawiły się głosy, że Mittal zapłacił za polską firmę zbyt mało.
Andrzej Mikosz mówił, że chce być ostatnim ministrem skarbu. Został pierwszym. Pierwszym, który stracił posadę w rządzie Marcinkiewicza, i to w tak szybkim tempie, w dodatku z łatką człowieka „uwikłanego w niejasne układy biznesowe”.

 

Wydanie: 2/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy