Kultura śmierci Toradżów

Kultura śmierci Toradżów

Całe życie plemienia z Celebesu nastawione jest na śmierć i wspaniały pochówek, bo dopiero w zaświatach żyje się naprawdę dostatnio

Niewiele jest ludów równie przywiązanych do swego pochodzenia i tradycyjnych obrzędów. Toradżowie przybyli przed wiekami na indonezyjską wyspę Celebes z Chin Południowych. Uważają jednak, że pochodzą z gwiezdnej konstelacji Plejad, a świadectwem tego mają być ich niezwykłe domy rumach adat, których gigantyczne siodłowate dachy tkwią wśród drzew niczym statki kosmiczne.
Podbici przez Holendrów dopiero w latach 1905-1907, przystąpili formalnie do Holenderskiego Kościoła Reformowanego, ale w dalszym ciągu bardzo ważnym elementem ich życia jest filozofia Aluk Todolo, Droga Przodków. Pierwotnie odnosiła się ona w połowie do życia, a w połowie do śmierci. Połowa poświęcona płodności i życiu została jednak zakazana przez chrześcijańskich misjonarzy, w tej sytuacji druga, odnosząca się do śmierci, pogrzebu i stypy Rambu Solo, stała się głównym wyróżnikiem tradycji. Nie dziwi więc miniatura rumach adat umieszczona tuż za krzyżem na dachu protestanckiego kościoła w miejscowości Suaya ani znaki krzyża na skalnych grobach obok tradycyjnych figurek tau-tau. Figurki te symbolizują postacie zmarłych i ich „trzecią” duszę, która wędruje wraz z nimi do grobu. Dusza „główna” wyrusza w podróż do tajemniczej gwiezdnej krainy Puya, a mniej ważna dusza „dodatkowa” integruje się z otaczającą przyrodą.
Człowieka po śmierci nie uważa się za zmarłego, lecz traktuje się jak chorego. Do rozpoczęcia pogrzebu odpowiednio spreparowane zwłoki, odwodnione i zmumifikowane, owinięte w wielowarstwowe całuny, pozostają w domu w odrębnym pomieszczeniu, do którego codziennie dostarcza się jedzenie. Ponieważ najważniejsze jest bezproblemowe połączenie z duchami przodków, bardzo długie i wystawne uroczystości pogrzebowe muszą się odbywać według boskiego przekazu adat. Datę pogrzebu ustala szeroko pojęta rodzina po zgromadzeniu odpowiednich środków finansowych, co może trwać i kilka lat. Ostatecznie jednak datę wyznacza minaa – duchowny znający plemienny kod postępowania i gwiezdne układy. Podaje się ją do publicznej wiadomości, często za pomocą dużych plakatów.
Pogrzeb rozpoczyna się przeniesieniem trumny w uroczystej procesji z siedziby zmarłego na plac rante. Ten fragment pogrzebu obserwowaliśmy we wsi Batu Tumonga. Czerwoną trumnę ozdobioną kosmicznymi symbolami niosło na bambusowych drągach kilkunastu mężczyzn. Przystawali, potrząsali nią, pozorowali chęć zawrócenia do domu zmarłej, ale pilnie baczyli, aby czasem nie dotknęła ziemi. Byłby to zły znak i pogrzeb trzeba by powtórzyć. Gwałtowne potrząsanie miało na celu oddzielenie ciała astralnego i ułatwienie duszy rozpoczęcia drogi ku gwiazdom. Na rante buduje się ozdobny dom zmarłego, a wokół niego kilka lub kilkanaście innych chat, z uwagi na biorących udział w uroczystościach ludzi, których może być i pół tysiąca. Dawniej na koniec pogrzebu takie „miasto zmarłych” było podpalane, aby dusza w ognistym kręgu mogła łatwiej rozpocząć podróż w zaświaty. Dziś jest to zabronione. Uroczystości Rambu Solo trwają od trzech do siedmiu dni, ale ostatni pogrzeb królewski z 1997 r. trwał aż 12 dni. W tym czasie zabito 100 białych bawołów błotnych jako rytualną ofiarę dla przodków. Bawół ma największą obok człowieka siłę duchową i dlatego jego dusza stanowi najlepsze towarzystwo dla duszy zmarłego w jej drodze do gwiezdnego królestwa. Jest on najpoważniejszą ofiarą także w sferze materialnej, gdyż cena białego bawołu to kilka tysięcy dolarów. Liczba zabitych bawołów, świń i kur jest miernikiem pozycji, jaką w społeczności zajmował zmarły, i ma zagwarantować, że jego dusza dotrze prosto do Puja, nie niepokojąc krewnych. Mięso zabitych zwierząt przyrządza się w specjalnie zbudowanej kuchni i podaje gościom z dodatkiem ryżu i warzyw. Popija się kawą i herbatą, a także palmowym winem task, które wyraźnie wpływa na atmosferę wśród widzów obserwujących ważny punkt uroczystości – walki błotnych bawołów na sąsiednim polu. Na zakończenie ceremonii odbywa się „marsz zmarłego”, podczas którego trumnę przenosi się do rodzinnej groty, zwanej liang, wykutej pionowo w skale w pobliżu wioski. Grobowce takie mają często 2-3 m sześc. i mieszczą szczątki dużej rodziny. Zamyka się je drewnianymi drzwiczkami, a na straży umieszcza figury tau-tau. Prawo do umieszczania figur przysługuje tylko tym rodzinom, które w czasie pogrzebu ofiarowały nie mniej niż 24 bawoły.
Największy cmentarz w całym regionie Tana Toraja oglądaliśmy w miejscowości Lemo. Z kolei we wsi Kete-Kesu, gdzie twarda skała utrudniała wykonanie grot, trumny oparto na kołkach. Uważano, że z tak umieszczonej trumny łatwiej będzie wystartować w podróż do gwiazd. Oprócz tego są tam pięknie rzeźbione drewniane trumny erang. Te z głowami bawołów zawierają szczątki męskie, a te z głowami świń – żeńskie. Dzieci, którym nie wyrosły jeszcze pierwsze zęby, nie są zaliczane do ludzi i nie chowa się ich w skałach ani trumnach. Przynależą one jeszcze do Matki Natury i chowane są w pozycji embrionalnej w dziuplach wielkich drzew wydzielających białą żywicę, zwaną „mlekiem matki”. Dziuple zakrywa się matą palmową, a po pewnym czasie żywica zasklepia otwór.
Nowe czasy przynoszą nowe zwyczaje. Zamiast grobów skalnych zaczęły się pojawiać betonowe sarkofagi, na których tradycyjne figurki tau-tau są zastępowane fotografiami lub portretami zmarłych, a krzyże mówią, że zmarły był w jakimś stopniu przywiązany do chrześcijaństwa.
Wśród Toradżów panuje przekonanie, że dopiero po śmierci żyje się naprawdę dostatnio, toteż całe ich życie nastawione jest na śmierć i wspaniały pochówek.

__________________________

Andrzej Kotnowski – (ur. w 1938 r.) podróżnik, fotograf i wydawca, autor wielu albumów dokumentujących jego zainteresowania. Z wykształcenia inżynier budownictwa, ukończył też Studium Afrykanistyczne UW. W młodości żeglarz i taternik. Pasja podróżnicza i fotograficzna, którą zapoczątkowały wspinaczki i wyjazdy do Egiptu, Sudanu, Algierii i Hiszpanii, wciąż prowadzi go w różne zakątki globu, zwiedził przeszło sto krajów, zafascynowany szczególnie Afryką i Azją, której poświęcona jest najnowsza książka „Koloryty Azji”. Współpracuje z Muzeum Azji i Pacyfiku. Więcej o autorze na www.kotnowski.pl.

Wydanie: 43/2009

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy