Łakomstwo skrajności

Łakomstwo skrajności

Wielkie potwory zjadają małe, a małe jeszcze mniejsze. Czasami nie są to potwory, lecz byty bardziej poczciwe. W polityce mówi się o zjadaniu przystawek. Jak pamiętamy, PiS skonsumowało Samoobronę i Leppera, a ten w finale powiesił się na swoim worku bokserskim.
Przy okazji zanika pojęcie kompromitacji, które było regulatorem wielu ludzkich zachowań i ważną częścią obyczajów. Na scenie politycznej i społecznej coraz trudniej o kompromitację. W tej osobliwej „tolerancji” jesteśmy europejską potęgą. Nawet jeśli ktoś jakimś cudem się skompromitował, szybko na powrót włazi na scenę, jakby nigdy nic. Leszkowi Millerowi nie zaszkodził biało-czerwony krawat Samoobrony, co prawda nosił go krótko. Ryszard Czarnecki zaliczył tyle partii, że sam nie potrafi ich policzyć. Są też przypadki szczególne, tajny agent Tomek tak się ujawnił, że wszedł do parlamentu i jest aktywny medialnie – media lubią kurioza. Rzecznikowi niezwykle moralnej partii nie zaszkodziło, że przed kamerą, w obecności kobiety i kolegów robił rozporkowe aluzje i zdawał się bliski aktu nieobyczajnego.
W sprawach większych antysemici radykalni kompromitują antysemitów rzetelnych i umiarkowanych, też dlatego, że radykalizm w tej dziedzinie gwarantuje duchową jedność z Hitlerem. Jadowita niechęć do gejów wprawia w zakłopotanie tych, którzy ograniczają się do niechęci wobec ich małżeństw i posiadania przez nich dzieci. Zresztą już wiemy, że najzacieklej nienawidzą gejów ci, którzy sami mają takie skłonności, ale je blokują. Feministki radykalne sprawiają kłopot umiarkowanym. Sam uważam się za feministkę umiarkowaną i bywam atakowany przez radykalne, że jestem farbowany lis.
Radykalne różnice w jednej rodzinie duchowej przybierają postać wojny domowej. Nie przypadkiem Kościół palił na stosie wierzących w to samo, ale nieco inaczej. Komuniści nienawidzili i mordowali rewizjonistów, często niedawnych towarzyszy wspólnej walki, którzy kwestionowali obowiązujący dogmat. To, co bliskie, najbardziej zagraża.
W wiarę i ideologię, a też w miłość, wkradają się z czasem wyrachowanie i cynizm. Dobrym przykładem jest romans PiS i Radia Maryja. W tym przypadku bliskość ideowa jest wsparta interesem politycznym. W niesłychane banialuki i ksenofobiczne wypowiedzi w programach tego radia wplecione są modlitwy. Powinno to odstraszyć od zbratanego z ojcem dyrektorem PiS wszystkich, którzy myślą racjonalnie i mają trochę rozumu. PiS za to zyskuje wyznawców ojca dyrektora. Czy to się opłaca? Przecież łaska ojca dyrektora na pstrym koniu jeździ. Już widać, że ten koń zaczyna brykać. Ojciec dyrektor bez wahania poprze radykalniejszego konkurenta prezesa, jeśli tylko prezes się potknie. I tu trzeba pochwalić prezesa – przy różnych swoich słabościach nie jest ksenofobem. Malkontent powie: jeszcze tego brakowało.
Radio Maryja jest dramatem Kościoła, chociaż w Episkopacie urosła grupa zwolenników ojca dyrektora. Substancja intelektualna w tym gronie taka słaba, że biskupi nie dostrzegają, jak rozgłośnia laicyzuje Polskę.
Abp Michalik z jego upartą szczerością w sprawie zdemoralizowanych przez liberalizm dzieci uwodzących poczciwych księży to szczególny przypadek kapłana, który nie boi się mówić tego, co myśli. Niedobrze dla Kościoła – ludzie są czuli, gdy chodzi o własne dzieci, i mają nawet pewną wrażliwość na cudze. Antyklerykałowie, przeżywający teraz chwile triumfu, przestają widzieć, że jest wielu uczciwych księży, którzy czynią dobro. Dochodzi już do tego, że mówi się: porządny człowiek, chociaż ksiądz (tak mawiano kiedyś o Żydach).
Znamienne, że prawica umiar­kowana, w stylu zachodnim, prawie w Polsce nie istnieje, zjadła ją prawica polska, czyli naród, Kościół, obyczajowa asceza wobec innych, chociaż osobiście to różnie bywa. Są tam rozmaite inne uprzedzenia, ale wygłasza się je półgłosem i w swoim gronie. Tu dochodzimy do terroru politycznej poprawności. Weszła kuchennymi drzwiami do Polski i już działa, chociaż w łagodnej postaci, jeśli porównać nas z Europą i Ameryką Północną. Terror nawet w dobrej sprawie zwykle nie jest dobry. A przecież w Polsce pewne formy poprawności są potrzebne, problem w tym, że wahadło lubi się odchylać skrajnie.
Osobny rozdział to katastrofa smoleńska. Przekraczane są tu kolejne granice absurdu. Zdrajca prof. Rońda wysypał się, a prawica ma do niego żal nie o to, że kłamał, ale że się przyznał. Cała ta smoleńska konstrukcja nadal świetnie się trzyma, chociaż wisi w powietrzu i odpadają jej skrzydła, tak jednak bywa z teoriami spiskowymi.
A w finale podziałów i skrajności jest polska zimna wojna domowa. Rekord świata. Sprawa Dreyfusa na pół wieku rozrąbała Francję na dwoje. Wtedy jeszcze praktykowano pojedynki, więc trup słał się gęsto. Ale to był wiek XIX i początek XX. Mamy już wiek XXI, wiek rozumu i nauki, gdy nagle w mgłach smoleńskich krzewi się czarna, a czasami nawet purpurowa magia.

Wydanie: 44/2013

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy