Legalizacja – droga przez mękę

Legalizacja – droga przez mękę

Ukraińcy często są w Polsce wyzyskiwani. Mimo to przyjeżdżają, bo w ich kraju żyje się jeszcze trudniej

Jeszcze w czerwcu i lipcu tego roku przed Oddziałem ds. Cudzoziemców przy Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku już w nocy ustawiały się długie ogonki, zakładano komitety kolejkowe, dochodziło do przepychanek, a nawet rękoczynów. Chociaż wprowadzenie od sierpnia elektronicznej rejestracji wizyt rozwiązało te problemy, w środę, 17 sierpnia, w urzędzie od rana tłoczno. W oczekiwaniu na wywołanie numerka przez system ludzie kserują dokumenty, przeglądają formularze, niektórzy drzemią na krzesłach pod ścianą, inni nerwowo spacerują, ściskając w dłoniach paszporty. Rozmawia się oszczędnie, półgłosem, język polski miesza się z ukraińskim i rosyjskim. Zofija, drobna blondynka z Doniecka, oparta o ladę na korytarzu od godziny wypełnia papiery. Dopiero gdy wychodzimy na zewnątrz, zaczyna narzekać na przerost biurokratycznych procedur.
Julia z Chersonia do Polski trafiła w 2012 r., przed zajęciem Krymu. Zaczynała od pracy przy pieczarkach, potem było sortowanie odzieży używanej, a od pół roku pracuje w biurze agencji zatrudnienia. Szybko nauczyła się polskiego i teraz jest tłumaczką. Wynajmuje dwupokojowe mieszkanie niedaleko gdańskiej starówki. Mieszka w nim razem z mamą i rodziną siostry. Ściągnęła ich do Polski. Jej 48-letnia mama sprząta, szwagier też pracuje, siostra na razie zajmuje się dzieckiem. Julia skończyła na Ukrainie policealną rachunkowość. Jest ambitna, planuje studia w Polsce, choćby licencjat. Zarabia 2 tys. zł na rękę. W urzędzie stara się o przedłużenie pobytu czasowego, chciałaby na trzy lata, ale nie wie, czy to się uda. W skrytości ducha marzy o rezydenturze albo o pobycie stałym.
– Na to jeszcze za wcześnie, trzeba się wykazać ciągłością pobytu, przy rezydenturze to pięć lat. Sprawdzają też, czy odprowadzamy podatki, płacimy ubezpieczenie, nie mamy konfliktów z prawem – wylicza. – Zresztą od stycznia 2017 r. znów zmieniają się przepisy. Jedno jest pewne – na Ukrainę na stałe raczej nie wrócę, za bardzo się już odzwyczaiłam. Mama jest bardziej skłonna do powrotu. Rozumiem ją, spędziła tam kawał życia, zresztą i mnie nieraz łapie nostalgia. Wtedy marzę, żeby choć na chwilkę tam wpaść, pogadać z koleżankami, odwiedzić stare kąty. Ale w obecnej sytuacji to ryzyko, Chersoń leży przecież tylko 100 km od Krymu.

Z Marchlewska i z Kijowa

Aleksander jest już po rozmowie z urzędnikiem, stara się o kartę stałego pobytu. Gdy pytam, czy ma polskie korzenie, obrusza się. – Polakiem jestem, z Marchlewska, koło Żytomierza. Tam, na Marchlewszczyźnie, wielu Polaków żyje, to taka polska enklawa – podkreśla z naciskiem. Od pół roku mieszka w Polsce, jest kierownikiem w domu wypoczynkowym. Żonę Janę z dwójką dzieci ściągnął trzy miesiące temu. Pracuje razem z nim w ośrodku. Starają się o pobyt stały na 10 lat, nie chcą wracać na Ukrainę. Syn od września pójdzie do polskiej szkoły. – Córeczkę też poślemy do przedszkola, jakoś wszystko się ułoży, będzie dobrze – dodaje Aleksander na odchodnym, nienaganną polszczyzną, nawet bez wschodniego zaśpiewu.
Kobieta w średnim wieku. Fryzura platynowy blond, spodnie moro, sportowa bluza, pali e-papierosa przed wejściem do urzędu. Jest tu z mężem i ukraińskim pracownikiem, pomagają mu zalegalizować pobyt. Czterdziestoparoletni mężczyzna pracuje w ich warsztacie samochodowym od pół roku. – Pochodzi z małej wioski pod Kijowem – mówi kobieta. – Nasi nie chcą pracować. Zwłaszcza teraz, kiedy ludzie dostali pieniądze z programu 500+, w ogóle nie ma chętnych do pracy. Mamy pięciu pracowników, w tym dwóch Ukraińców. Płacimy każdemu 3,5 tys. zł brutto na miesiąc. Trzeba ludziom pomagać, u nich wojna przecież. A w tych papierach i przepisach każdy może się zgubić. Na szczęście jakoś daliśmy radę, mąż już wypełnia formularze. Te parę godzin spędzonych w urzędzie to dla nas żaden problem.
W rogu wiszą ogłoszenia: numery telefonów do Centrum Pomocy Prawnej, jest też oferta Muzeum Emigracji w Gdyni „Gdynia Wielokulturowa”. W ramach projektu od czerwca do 17 września proponowane są spacery po Gdyni z przewodnikiem, tłumaczone na ukraiński, rosyjski, angielski, a także warsztaty języka polskiego. Wszystko w soboty i za darmo.

Za duża konkurencja

Ostatniego dnia sierpnia, miesiąc po wprowadzeniu elektronicznej kolejki, w urzędzie czeka zaledwie kilka osób. Wiktor, młody chłopak ze Lwowa, nie może się nadziwić, że tak pusto. Kiedy był tu ostatnio, ludzie pchali się, że o mało drzwi nie wyważono. Pierwszy raz trafił do Polski na wizie „roboczej” (wiza z tzw. prawem pracy) na pół roku, pracował w stoczni. Potem dostał kartę pobytu na rok. Dziś będzie się ubiegać o pobyt czasowy na trzy lata. – Choć mam brata i siostrę w Warszawie, postanowiłem zostać w Trójmieście. W Warszawie jest za duża konkurencja na rynku pracy, poza tym chcę porządnie się nauczyć języka polskiego, a tu są większe możliwości, np. w Gdyni – tłumaczy.
Wiktor skończył we Lwowie studia. Jednak aby podnieść swoją atrakcyjność na rynku pracy, zamierza zdać polską maturę, a potem skończyć polskie studia. Jest już po pierwszym roku nauki w zaocznym liceum w Gdyni. Może po maturze uda mu się zdobyć stałą pracę w Polsce i odłożyć na mieszkanie? A wtedy łatwiej będzie otrzymać zgodę na pobyt stały. – We Lwowie zostali tylko rodzice. Tęsknią, ale nie wrócę tam na stałe – mówi. – Przeciętna płaca u nas to ok. 2 tys. hrywien, czyli 80 dol. Wartość hrywny spada, jeszcze nie tak dawno płaciło się za dolara 8 hrywien, teraz już 25. Wynajęcie jednopokojowego mieszkania, albo nawet pokoiku, kosztuje 1 tys. hrywien. Do tego dochodzą opłaty za prąd, gaz, jedzenie, ubranie.
Mychajło z Karpat porusza się z trudem, przyszedł do urzędu z żoną w tej samej sprawie co Wiktor. W Polsce mieszka od 20 lat, od pięciu – legalnie. Przez wiele lat pracował w stoczni. Gdy kręgosłup odmówił mu posłuszeństwa, zatrudnił się w ochronie za 5 zł na godzinę. Jego córka mieszka w Częstochowie, reszta dzieci – już dorosłych – została na Ukrainie. Mychajło na starość zamierza wrócić do domu, bo choć u nas czuje się dobrze, chciałby umrzeć na swojej ziemi.
– Wystąpiłem o przedłużenie pobytu czasowego jeszcze na trzy lata. Zobaczę, jak wszystko się ułoży, może podniosą płacę minimalną do 12 zł. Bo teraz niełatwo się utrzymać za moją pensję ochroniarza. W Polsce też sytuacja dla nas się pogarsza. Gdy zaczynałem tu pracę, byłem jedynym Ukraińcem w stoczni, zarabiałem 20 zł na godzinę. Czułem się jak król, wszyscy mnie znali i poważali. Teraz Ukraińców jest za dużo i pracodawcy to wykorzystują. Na budowach mają niby płacić po 20 zł na godzinę, a płacą 8-9 zł. Jak się stawiasz, szef dzwoni do agencji pracy tymczasowej i zatrudnia kogoś innego.
Tatiana z Sokirian w obwodzie czerniowieckim przyjechała do urzędu z Kwidzyna razem z mężem Zbyszkiem. Po ślubie musi zmienić nazwisko na karcie pobytu na polskie. Poznali się na Ukrainie przez znajomych, Zbyszek był tam na wyjeździe turystycznym. Tatiana w Kijowie zostawiła siostrę i dorosłą córkę. Syna w wieku gimnazjalnym zabrała do Polski. Na Ukrainie pracowała w sklepie, obecnie nie pracuje. – Od nas ludzie masowo wyjeżdżają. Do Polski przyjedzie ich jeszcze więcej, bo materialnie jest naprawdę bardzo ciężko. Ceny są kosmiczne, wszędzie trzeba mieć znajomości, niepewna jest też sytuacja polityczna.
Według danych statystycznych udostępnionych przez rzeczniczkę prasową wojewody pomorskiego Małgorzatę Sworobowicz liczba wniosków przyjętych przez Oddział ds. Cudzoziemców Wydziału Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku rośnie. Na pobyt czasowy w 2013 r. przyjęto 1517 wniosków, w 2014 r. – 2209, w 2015 r. – 4745, a w 2016 do tej pory już 3909. Na pobyt stały trzy lata temu przyjęto 184 wnioski, a w tym roku – 246.

Nie dać się oszukać

Wiktor podkreśla, że ma jedną zasadę: gdy tylko zaczyna pracę, od razu upomina się o umowę. Ale potem i tak okazuje się, że Ukraińcom za tę samą pracę płaci się 15 zł za godzinę, a Polakom 20 zł.
Adam Kardasz i Igor Jarema prowadzą bezpłatne konsultacje dotyczące legalizacji pobytu cudzoziemców w Polsce w Centrum Egida w Gdańsku. Centrum wspiera kancelaria gospodarcza Egida specjalizująca się w organizowaniu współpracy firm z Polski, Ukrainy, Białorusi, Rosji i Skandynawii.
– Większość Ukraińców przyjeżdża do Polski z wizą z tzw. prawem pracy – mówi Adam Kardasz. – Aby taką wizę otrzymać, pracodawca musi przesłać oświadczenie o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi zarejestrowane w powiatowym urzędzie pracy. Na takim oświadczeniu cudzoziemiec może pracować maksymalnie pół roku. Gdy potem występuje o zezwolenie na pobyt czasowy i pracę, nierzadko wychodzi na jaw, że pracodawca nie odprowadził za niego składek ZUS albo nie zawarł z nim umowy, a bez tych dokumentów legalizacja pobytu jest niemożliwa. Czasem pracodawcy płacą pensję netto, a składek nie odprowadzają. Bywa i tak, że obywatel Ukrainy przyjeżdża, zgłasza się pod adres firmy wymienionej w oświadczeniu, a tam nikogo nie ma. Tajemnicą poliszynela jest, że istnieje na Ukrainie handel oświadczeniami, że niektóre firmy w Polsce wydają je hurtem, bo to nie rodzi żadnych skutków karnych. Ci, co przyjeżdżają na fałszywych oświadczeniach, mogą też znaleźć się w pułapce, bo ktoś będzie to wykorzystywał. Wszystkie te sytuacje tworzą atmosferę niepewności, lęku i zagubienia.
Wiktor słyszał o kupowaniu oświadczeń: – Znajomi opowiadali, że zapłacili za nie 1 tys. hrywien, a potem wszystko przepadło, bo odkryto fałszywkę. Teraz, gdy wartość hrywny zmalała, podobno trzeba dać i 2 tys.
Ewa prowadzi firmę prawną specjalizującą się w legalizacji pobytu cudzoziemców w Polsce. Do urzędu przyszła ze swoją klientką Ukrainką i jej pracodawcami. – Kilku moich klientów trafiło do Polski na fałszywych oświadczeniach – przyznaje. – Ile zapłacili, nie wiem, tam jest tylu pośredników, że zawsze komuś trzeba się opłacić. Gdy wiza się kończy, a oświadczenie traci ważność, człowiek idzie do urzędu. Nawet gdy uda mu się zgromadzić wszystkie dokumenty, łącznie z umową, i je złożyć, czas oczekiwania na decyzję pobytową w Gdańsku to około roku, minimum pięć miesięcy. Przepisy mówią, że po złożeniu papierów można przebywać na terenie kraju, lecz nie można podejmować pracy. Za co ktoś ma przeżyć ten rok? Idzie do roboty na czarno. Państwo samo wpycha tych ludzi w szarą strefę.
Konsulowie ukraińscy z różnych części kraju informują, że nagminne jest zatrudnianie w systemie uproszczonym (na oświadczenie) na trzy miesiące, przy czym za ostatni miesiąc pracownik często nie dostaje wypłaty. Nie ma jak się o nią upomnieć, bo musi opuścić Polskę, żeby nie zostać deportowanym bez prawa ponownego wjazdu.
– Pracodawca, który chce zatrzymać cudzoziemca w swojej firmie, powinien tuż po zatrudnieniu go na podstawie oświadczenia wystąpić o zezwolenie na pracę do urzędu wojewódzkiego. Obecny czas oczekiwania to około dwóch miesięcy – tłumaczy Adam Kardasz.
– To, czy uda się kogoś sprawnie zalegalizować, zależy w dużej mierze od pracodawcy – podsumowuje Ewa. – Jeśli jest uczciwy i współpracuje, nie ma większych problemów. Dlatego zawsze najpierw proszę o kontakt z pracodawcą. Kiedy widzę, że kluczy, rezygnuję, bo nie chcę naciągać mojego klienta na wydatki.

Niepewność

Tylko w czerwcu pracodawcy zarejestrowali w powiatowych urzędach pracy województwa pomorskiego 5615 oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy obywatelom Armenii, Białorusi, Mołdawii, Rosji, Gruzji i Ukrainy (94% dotyczyło obywateli Ukrainy). To o ponad 1,5 tys. więcej niż w maju. Oświadczenia najczęściej wystawiano na okres od trzech do sześciu miesięcy. W tym roku pomorski urząd wojewódzki wydał 5614 zezwoleń na pracę, z czego 85% dla przybyszów z Ukrainy.
Od nowego roku oświadczenia o zamiarze powierzenia cudzoziemcowi wykonywania pracy będą obowiązywać w zmienionej formule i będzie to zgoda na pracę krótkoterminową. Tak przynajmniej planuje się w projekcie zmian do Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy przekazanym do konsultacji społecznych – informuje Małgorzata Sworobowicz.
Moi ukraińscy rozmówcy obawiają się, że oświadczenia mogą zniknąć, a wtedy trudniej będzie przyjechać do pracy w Polsce. – I tak o wszystkim będzie decydować polityka – ucina Ewa. – Oświadczenie czy zezwolenie, kolejek – teraz elektronicznych – to nie zmniejszy. Na wrzesień już nie ma numerków. Od sześciu lat liczba obsługujących w gdańskim oddziale zmieniła się nieznacznie, a cudzoziemców przybywa. Kolejki są powodowane także przedłużającymi się procedurami. Na przykład żeby postępowanie mogło się toczyć, wojewoda musi otrzymać od straży granicznej, policji i ABW informację na temat cudzoziemca. Te służby też nie nadążają i sprawa się ciągnie. Kiedyś można było zalegalizować pobyt przez pełnomocnika, teraz cudzoziemiec musi być obecny i złożyć odciski palców. Wszystko się zmienia z dnia na dzień, nie ma stałych rozwiązań, życie ciągle pisze nowe scenariusze.
Jakie one będą dla bohaterów tego tekstu? Czy Mychajło wróci w rodzinne Karpaty i zdoła tam wyżyć z niewielkiej emerytury? Czy Julii i Wiktorowi uda się zostać w Polsce na stałe? Jak ułoży się rodzinie Aleksandra? A może Zbyszek z kresowej rodzin, zakochany w ukraińskiej przyrodzie i życzliwości tamtejszych ludzi, wyjedzie na Ukrainę z Tatianą?

Wydanie: 41/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy