Lepperiada

Dochodzi do mnie fala niepokoju wywołanego możliwością, że najbliższe wybory nastąpią w okresie urlopowym. Także i „Spiegel” o tym pisał, wyjaśniając, że wszelkie odmiany inteligencji będą w tym czasie na wakacjach i nie zagłosują, natomiast wieś, emeryci, renciści, jednym słowem ci, których łatwo złapać na lep populizmu, poprą Leppera. W związku z tym zjawiskiem nasiliły się w przychodzącej do mnie prasie najrozmaitsze próby wymyślania taktyki antylepperowskiej. W „Rzeczpospolitej” ktoś wziął się do rzeczy tak srogo, że wywiódł nazwisko Leppera od nazwy fachowej trądu, to znaczy od lepry. Skoro miejsce odosobnienia trędowatych nazywa się leprozorium, szykowane dla Leppera getto mogłoby zwać się lepperozorium. Adam Michnik, znany z cokolwiek naiwnej szlachetności, oświadczył w tygodniku „Przekrój”, który jego konterfekt wyniósł na okładkę, że pozostanie w „Gazecie Wyborczej”, ażeby uczynić wszystko dla uniemożliwienia wiktorii Leppera. W owym zacnym oświadczeniu tkwi jednak spora szczypta naiwności, gdyż większość czytelników „Gazety” sama z siebie nie należy do entuzjastów Samoobrony. Wypadałoby, zdaje mi się, kolektywnie i komisyjnie sporządzić zespół politologiczny, który by zaczął dywagować na temat, co może zrobić Lepper, jeżeli dojdzie do władzy. Jakkolwiek on sam nie mówi o tym wiele, odnoszę silne wrażenie, że szczególnie zaimponowały mu jako wzory do naśladowania co najmniej dwie postacie już historyczne, a mianowicie Goebbels i Hitler. Warto pamiętać, że Hitler doszedł wprawdzie do władzy z poręczenia i zalecenia Hindenburga, lecz gdy tylko uzyskał parlamentarną większość, w szybki sposób zlikwidował przemocą wszystkie partie, razem z tymi, co udzieliły mu choć cząstkowego poparcia. W ten sposób stał się dyktatorem i zabrał się do zniszczenia ostatków Traktatu Wersalskiego, w ramach wstępu do podboju Europy i sowieckiej Azji. Nie ulega wątpliwości, że ówczesna słabość państw zachodnich, niemieckie bezrobocie oraz brutalne metody, jakimi posłużył się Hitler, sprzyjały mu przy tak nagłej zmianie kursu całego państwa niemieckiego. Warto również w tym kontekście zauważyć, że Lepper dawał ostatnio do zrozumienia, że nikogo nie zamierza zabijać, zaś inne swe oświadczenia osłodził uwagą, jakoby, mając lat cztery, był świadkiem pomocy niesionej Żydom przez swoich rodziców. Zaraz zostało to wyśmiane, jako że Lepper urodził się w 1954 r., czyli dziewięć lat po zakończeniu II wojny światowej. Główna maksyma jednak, jakiej się on trzyma, pochodzi z nauk sprawdzonych przez Goebbelsa w wieloletniej praktyce: polityk winien kłamać ile wlezie, i to w sposób bezwzględny, zwłaszcza kiedy sprostowania niewiele mu szkodzą. Osobiście wyznaję, że nie doceniłem Leppera w mojej prognozie pod tytułem „Orzeł biały na tle nerwowym”, przedrukowanej w „Rzeczpospolitej”, ponieważ nie sądziłem, że zechce już w fazie wstępnej swojej politycznej ekspansji wykroczyć na Wschód, próbując zdobyć poparcie, którego skutków dzisiaj nie da się przewidzieć.
8 czerwca 2004 r.

Wydanie: 25/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy