Listy

Listy

*Zadania dla lewicy
Liczne prognozy i wyniki badań opinii publicznej wskazują, że SLD ma realne szanse odniesienia walnego zwycięstwa w zbliżającej się batalii politycznej. Jeśli ziszczą się te optymistyczne przewidywania, zwycięska lewica stanie wobec konieczności rozwiązywania niezwykle trudnych i skomplikowanych zadań. Będzie musiała przede wszystkim przeprowadzić generalny remont zrujnowanego i ograbionego kraju oraz wprowadzić Polskę do Unii Europejskiej. Operacje te wymagać będą wielu karkołomnych zabiegów, cierpliwości znękanego przez rządy solidarnościowe społeczeństwa i ponoszenia przezeń kosztów wyprowadzania kraju z głębokiej zapaści gospodarczej. Nie należy mieć złudzeń, że wszelkie trudności i potknięcia lewicy prawica będzie natychmiast wykorzystywać propagandowo.
Sądzę, że rozwój wydarzeń w Polsce rodzi pilną potrzebę podjęcia przez socjaldemokrację i będące w jej dyspozycji środki informacji działań mających m.in. na celu immunizację wrażliwości naszego społeczeństwa na mocne dawki jadu, iniektowane przez prawicowe ośrodki propagandy.
Skuteczne przeciwdziałanie przewidywanej wojnie wymagałoby, jak się wydaje, przede wszystkim:
– opracowania i spopularyzowania obszernego raportu o stanie państwa w chwili zmiany ekipy rządzącej,
– ujawnienia całej prawdy o zakulisowych walkach i rozgrywkach w gronie kolesiów spod znaku TKM o rozbiór i ograbianie Polski i tworzenie prywatnych folwarków na obszarach polskiej państwowości,
– ukazania pazernego rozgrabiania przez rządzącą prawicę bogactw narodowych z PRL-owskiego sezamu określanego kłamliwie przez prawicę czarną dziurą, pozwalającego kolesiom napychać własne kabzy oraz podtrzymywać chwiejący się budżet rządu Jerzego Buzka,
– bezwzględnego zdemaskowania wszelkich zakulisowych machinacji prowokacyjnych, skierowanych przeciwko lewicy,
– ujawnienia przyczyn trudności na naszej drodze do Unii Europejskiej i uwrażliwienia społeczeństwa na istnienie zagrożeń w zabiegach władz o akces Polski do Unii,
– stworzenia wszystkim utalentowanym Polakom, bez względu na ich poglądy polityczne, szerokich możliwości w dziele pomnażania materialnych i duchowych wartości naszego kraju.
Mieczysław Rysiński, Warszawa

 

*Święte prawo własności
W dyskusji nad reprywatyzacją nie wykorzystuje się prawie wcale argumentów, które w przeszłości zadecydowały o społecznym poparciu dla wprowadzonych reform. Przeciwnicy reprywatyzacji wiedzą doskonale, że reforma rolna przeprowadzona po II wojnie światowej była rozwiązaniem koniecznym, sprawiedliwym i słusznym. Nie zmienia to oczywiście faktu, że będąc rozwiązaniem słusznym, miała być etapem na drodze do – na szczęście – nie zrealizowanej kolektywizacji. Jeżeli zatem reprywatyzować, to tylko w takim zakresie, jaki wynika z nadużyć prawa wprowadzającego reformę rolną. W żadnej mierze nie da się porównać “krzywdy” ziemian z bezmiarem wielowiekowej krzywdy chłopskiej, chociaż potomkowie chłopów głosujący w Sejmie i Senacie za reprywatyzacją w kształcie, jaki przewiduje ustawa, wydają się tego nie rozumieć.
Nacjonalizacja przemysłu i innych dziedzin gospodarki wynikała tak z przyczyn ideologicznych, politycznych, jak i z ważnych powodów społecznych. Znacjonalizowane gałęzie gospodarki miały dostarczyć środków na odbudowę kraju po wojnie, a także na oświatę, naukę, służbę zdrowia, kulturę, pomoc społeczną itd. Koszty ich pozyskiwania ponosili wszyscy, ale nacjonalizacja ciężar ten rozkładała na wszystkich zatrudnionych poza rolnictwem. Chłopi bowiem uczestniczyli w tym w inny sposób – podatki, przymusowe dostawy.
Nacjonalizacja po II wojnie była rozwiązaniem sprzyjającym większości społeczeństwa i w tym sensie była rozwiązaniem słusznym i sprawiedliwym. Reprywatyzować zatem powinno się tylko to, co zostało spowodowane postępowaniem niezgodnym z przyjętym prawem.
Na marginesie warto zastanowić się nad odpowiedzialnością za nieporównywalnie większe krzywdy, jakie powoduje prywatyzacja majątku narodowego. Kto naprawi te krzywdy, kto wypłaci 50% odszkodowania okradanemu codziennie społeczeństwu? Skutki tego działania widoczne są choćby w bezradności rządzących wobec bezrobocia, a także w stałym braku środków na służbę zdrowia, oświatę, naukę, bezpieczeństwo itd.
W dyskusji nad ustawą reprywatyzacyjną pozostawia się na ogół bez odpowiedzi argumenty o świętym prawie własności, utożsamiając to prawo wyłącznie z własnością prywatną, traktowaną jak dogmat. Własność jest przyrodzonym prawem człowieka, ale nie dotyczy to wyłącznie własności prywatnej. Bogusław Wojtkiewicz, Bydgoszcz

*Reprywatyzacja dla wybranych
Uchwalona przez Sejm ustawa reprywatyzacyjna, mająca w swym założeniu naprawę krzywd poniesionych przez obywateli w latach powojennych, ograniczyła się jedynie do wąskiej grupy pokrzywdzonych wskutek reformy rolnej i nacjonalizacji przemysłu. Pominięto w niej całkowicie krzywdy z następujących tytułów:
1. Obowiązkowych dostaw płodów rolnych po zaniżonych cenach, obciążających rolników przez wiele lat po wojnie.
2. Głodowych płac, które miliony pracujących w miastach otrzymywało przez kilkanaście lat po wojnie. W 1945 r. jako pracownik PKP otrzymywałem 400 zł miesięcznie. W tym czasie 1 kg chleba kosztował 25 zł, a 1 kg kiełbasy zwyczajnej 300 zł.
Tak niski poziom płac oraz prawie darmowe dostawy obowiązkowe pozwoliły państwu przez pierwsze kilkanaście lat odbudować kraj ze zniszczeń oraz rozbudować przemysł, co zapewniło pełne zatrudnienie.
3. Strata 90% oszczędności. Ogromna inflacja 640% w 1989 r. i 249,3% w 1990 r. oraz brak waloryzacji układów pozbawił miliony ciułaczy 90% wkładów.
4. Utrata wkładów z tytułu indywidualnego ubezpieczenia na życie w PZU. W 1991 r. ubezpieczano na kwotę
30 tys. zł płatną po 30 latach. Ww. kwota stanowiła równowartość 18,5 ówczesnych średnich płac. Wypłata w 1991 r. wyniosła 102,210 zł, co stanowiło 10,2% średniej płacy miesięcznej w 1991 r., wynoszącej 1 mln zł.
Włączenie powyższych czterech tytułów krzywd do ustawy jest zupełnie nierealne, gdyż dotyczy większości społeczeństwa. Dowodzi jednak, że krzywdy poniosło całe społeczeństwo, a nie tylko wybrani ujęci w ustawie. Jeżeli idzie o jakość ustawy, to dziwi fakt, że ustawodawcy pominęli zupełnie problem zadłużenia majątków w bankach. Było ono bardzo wysokie i w skrajnych przypadkach sięgało prawie 100% wartości majątku.
Mam nadzieję, że pan prezydent przy podpisywaniu ustawy reprywatyzacyjnej weźmie ww. punkty pod rozwagę.
Edward Morawski, Szczecin

*DZIĘKUJĘ lekarzom z Instytutu Patologii Słuchu
Zwracałam się do państwa z prośbą o umożliwienie mi kontaktu z Instytutem, którym kieruje prof. Skarżyński. Szczerze mówiąc, nie bardzo wierzyłam, że spełnicie moją prośbę, bo przecież gazeta to nie skrzynka kontaktowa. Ku mojej wielkiej radości i ogromnemu zdziwieniu w ciągu niespełna dwóch tygodni otrzymałam pismo wyznaczające termin wizyty w Instytucie. Nie wiem, jak mam dziękować za okazaną mi pomoc.
Musiałam załatwić też promesę na leczenie ze swojej kasy chorych we Wrocławiu. Widocznie mam wyjątkowe szczęście do ludzi, bo wbrew opiniom krążącym o kasach chorych ja trafiłam na wyjątkową osobę, która poradziła mi, jak to załatwić. Znowu obcy, lecz wspaniały i życzliwy człowiek zaangażował się w cudzą sprawę. Podczas wizyty w Instytucie Patologii Słuchu zaskoczyła mnie życzliwość personelu. Mam możliwość porównania, bo leczę dziecko od wielu lat w różnych przychodniach i szpitalach. Stwierdzam, że im większe miasto i bardziej znacząca placówka, tym lepszy i życzliwszy stosunek do pacjentów. Organizacja pracy też jest bardzo dobra. W ciągu paru godzin wykonano kilka specjalistycznych badań, dobrano właściwy aparat słuchowy. Przewijają się tam dosłownie tłumy ludzi i wszyscy są przyjęci. Jeszcze raz więc dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że moja wiara w ludzi mnie nie zawiodła.
Ewa Zachariasz, Żółkiewka

*Nowa matura
Wreszcie i “Przegląd” zaczął pisać o “nowej maturze”, i to w stylu nie odbiegającym od innych pism. Dziennikarz po “starej maturze” ma wielkie trudności w obiektywnym przedstawieniu problemu. Być może na ten temat odezwie się MEN lub Centralna Komisja Egzaminacyjna. Ja postaram się opisać, jak problem nowej matury widać ze strony nauczyciela.
Plik z syllabusem nowej matury, który mam w swoim komputerze, ma datę 26 maja 2000 r. Drukowane egzemplarze syllabusa szkoła otrzymała w końcu czerwca ub. roku. Dostępność do Internetu jest zdecydowanie większa niż do Dziennika Ustaw, choć publikowanie tu czy tu nie oznacza tego samego. Ale po co uczniowi syllabus? Żeby zapoznał się z formą nowego egzaminu. syllabus pokazuje zakres materiału, rodzaj wymagań z danego przedmiotu, wygląd formularzy, czas trwania poszczególnych etapów egzaminu itp. Jest to sprawa techniczna. To nie z syllabusa uczeń będzie przygotowywał się do matury. Wynik egzaminu będzie nadal zależał od inteligencji ucznia i od stopnia opanowania danego przedmiotu.
Można mieć wątpliwości, czy wymagania maturalne mogą wykraczać poza zakres wiadomości i umiejętności objęte programem nauczania. Moim zdaniem, nie powinny. Np. zdanie “nowej matury” z języka obcego na poziomie rozszerzonym wymaga od ucznia dodatkowej nauki (w wymiarze dwie godziny tygodniowo przez cztery lata jest to praktycznie niemożliwe). Ale jakiekolwiek byłyby te wymagania, są one jednakowe w całej Polsce.
Regulamin “nowej matury” zdecydowanie zmniejsza możliwość jej nieuczciwego zdobycia. W skład zespołu nadzorującego nie może wchodzić nauczyciel przedmiotu ani wychowawca zdających, musi natomiast w niej się znaleźć przynajmniej jeden egzaminator z innej szkoły. Prace maturalne są kodowane i sprawdzane poza miejscem zdawania matury – w Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. Egzaminator nie będzie wiedział, czyje prace sprawdza. Nie użyje argumentu, że Kowalski był przez cztery lata prymusem, a więc wie, co on umie.
Jeśli ktoś chciałby zablokować i tak opóźnione wprowadzenie nowej matury, to albo boi się uczciwej konkurencji szkół i uczniów, albo ma naturę pieniaczą, skłonną do kwestionowania wszystkiego, bez względu na sens. Pani Konarska pisze, że są nauczyciele, którzy o nowej maturze niewiele wiedzą. Jeśli nie wiedzą, to znaczy, że nie chcą, bo czytać zapewne umieją.
Na wprowadzenie lub nie “nowej matury” mogą mieć również wpływ finanse oświaty. Czy ktoś zechce sprawdzać te prace maturalne za 40 gr od pracy? Podobno tyle się proponuje egzaminatorom.
Czy wyższe uczelnie ratyfikują porozumienie z ministrem edukacji o honorowaniu wyników nowej matury i rezygnacji z egzaminów wstępnych? Jeśli będą preferować kandydatów z dodatkowym, określonym przedmiotem do wyboru, to można jeszcze zrozumieć. Jeśli jednak zechcą egzaminować po swojemu, mogą się przeliczyć. Kandydaci z wysoką liczbą punktów znajdą sobie dobre uczelnie bez dodatkowych warunków.
Mieszanie “nowej matury” z “reformą oświatową” jest nieporozumieniem. “Nowa matura” to nowa forma sprawdzenia umiejętności absolwenta szkoły średniej, kształconego według starych programów nauczania. “Nowa matura” jest logicznym i racjonalnym wynikiem poszukiwań matury obiektywnej i można się dziwić, że jako taka ujrzała światło dzienne za czasów ministra Handkego. O 20 lat za późno.
Henryk Kupiec

*Pamięci Bruna
W dniach 18-20 maja 2001 r. w Rudniku koło Grudziądza odbędą się VI Ogólnopolskie Warsztaty Poetyckie im. Ryszarda Milczewskiego-Bruna dla uczniów szkół średnich i studentów. Warsztaty – częściowo odpłatne – organizują: Stanisław Raginiak, literat i Wydział Kultury Urzędu Miejskiego w Grudziądzu.
Chętni do udziału w majowym spotkaniu powinni przesłać 5 wierszy oraz krótką informację o sobie (mile będzie widziany “życiorys” literacki) do 31 marca 2001 r. na adres: Stanisław Raginiak, ul. Skarżyńskiego 10/20, 86-311 Grudziądz. O zakwalifikowaniu na Warsztaty, które poprowadzą znani poeci i krytycy, decyduje wyłącznie literacka wartość przesłanych utworów. Maksymalna liczba uczestników – 20 osób.
Organizatorzy zastrzegają, że nie będą powiadamiać osób nie zakwalifikowanych, nie będą również odsyłać ich utworów, które zostaną komisyjnie zniszczone.
Stanisław Raginiak, Grudziądz

 

*Ilu jest zadowolonych?

W numerze 3. “Przeglądu” p. Andrzej Dryszel w art. “Reprywatyzacyjna niesprawiedliwość” pisze m.in.: “Ponad 10 mln ludzi żyje na granicy ubóstwa, często nie mogą odbić się od dna mimo wykształcenia i pracowitości…”. Ponad 10 mln, czyli coś więcej niż co 4 Polak żyje w nędzy i ubóstwie, a skądinąd wiemy, że 15% Polaków to bezrobotni. I co, oni też mają życiową satysfakcję? Tymczasem CBOS podaje, że tylko 6% Polaków odczuwa brak życiowej satysfakcji. Moim zdaniem, CBOS kłamie. Aż się prosi, by redakcja “Przeglądu” taką kłamliwą informację skomentowała.
mgr Edward Krawiec, Kraków

*Rolnictwo w kryzysie

Członkowie Międzyuczelnianego Klubu Profesorskiego “Dla Rolnictwa i Wsi” przy Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie po spotkaniu w dniu 23 stycznia 2001 r. i dyskusji na temat stanu polskiego rolnictwa oświadczają, że rolnictwo polskie znalazło się w obliczu narastającego kryzysu, który spowodowała doktrynalnie pojmowana opcja liberalno-monetarna, stosowana w polityce gospodarczej (w tym rolnej) w okresie polskiej transformacji.
Główną przyczyną kryzysu jest wadliwe usytuowanie rolnictwa w strukturze gospodarki narodowej oraz brak warunków systemowych i instytucjonalnych, które pozwoliłyby łagodzić naturalną słabość rolnictwa wobec jego pozarolniczego otoczenia. W następstwie tego wyprodukowane w rolnictwie efekty netto wypływają do pozarolniczego otoczenia i stamtąd nie wracają.
Dzieje się to w warunkach, gdy w skali ogólnej nasilają się dysproporcje strukturalne, w wyniku których gaśnie dynamika wzrostu gospodarczego, a deficyt obrotów bieżących bilansu płatniczego jest o ponad połowę wyższy niż przyrost produktu krajowego brutto. Powoduje to niebezpieczne narastanie zależności od zagranicy i dalsze ograniczanie samowystarczalności żywnościowej Polski. Równocześnie wzrost inflacji o ponad połowę przekracza wielkości planowane w budżecie państwa. Towarzyszy temu dramatycznie wzrastające bezrobocie, w tym także ukryte, na wsi. Polityka stóp procentowych, realnie najwyższych w Europie, wspierana aprecjacją waluty krajowej, prowadzi do dalszego wyhamowania wzrostu gospodarczego i pogłębiania inflacji kosztowej.
W tej sytuacji uważamy, że pilną sprawą jest ożywienie dynamiki wzrostu gospodarczego poprzez odejście od jednostronnej polityki monetarnej z tak wygórowanym poziomem stóp procentowych. W polskiej gospodarce musi nastąpić korekta mechanizmu ekonomicznego, która odwróci postępującą tendencję redukcji dochodów rolniczych, rosnącego bezrobocia, kurczącego się popytu na żywność, malejącego uczestnictwa rolnictwa i sektora rolno-żywnościowego w efektach wzrostu gospodarczego. Polsce potrzebna jest prodochodowa, propopytowa polityka państwa w zakresie rolnictwa i gospodarki żywnościowej w warunkach racjonalnego interwencjonizmu, zapewniającego zrównoważony wzrost w skali gospodarki narodowej.
W imieniu członków Międzyuczelnianego Klubu Profesorskiego “Dla Rolnictwa i Wsi” przy Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.
Prof. dr hab. Andrzej Czyżewski
Prof. dr hab. Eugeniusz Gorzelak
Prof. dr hab. Henryk Jasiorowski
Prof. dr hab. Władysław Szymański
Prof. dr hab. Augustyn Woś

*Coraz bliżej eksmisji
Tuż przed wyborami prezydenckimi, gdy kończył się okres egzekucji wyroków eksmisyjnych, Sejm pilnie znowelizował ustawę o najmie lokali, ograniczając eksmisje. Jest to jednak sukces połowiczny i o tym chciałabym przypomnieć nieco uśpionym i uspokojonym rodakom. Otóż po zmianach nie będzie można eksmitować na bruk kobiet w ciąży, osób małoletnich, niepełnosprawnych, ubezwłasnowolnionych wraz z ich opiekunami oraz osób, które gmina wskaże w swoich uchwałach.
Ustawodawca przymusił też sąd, by z urzędu wnikał w sytuację lokatorów np. czy zachodzą przesłanki do eksmisji na bruk.
To tyle zmian.
W wyszczególnieniu osób chronionych przed eksmisją Sejm nie umieścił obłożnie chorych uznając, iż taka kategoria medyczna nie ma odpowiednika prawnego.
W Grudziądzu w ubiegłym roku sąd orzekł eksmisję na bruk chorego w terminalnej fazie choroby nowotworowej. Nie płacił czynszu. Wysokość jego renty pozostawiała prosty wybór: zapłacić czynsz czy kupić lekarstwa i może jeszcze trochę pożyć.
Sejm nie uwzględnił też możliwości przyznania lokalu socjalnego tym emerytom i rencistom, którzy spełniają kryterium niezbędne do otrzymania dodatku mieszkaniowego. Na ogół emeryci i renciści oszczędzają na wszystkim i płacą czynsz z obawy, że stracą dach nad głową.
Nie płaci czynszu np. rencista, który otrzymuje 340 zł renty.
Teraz Sejm odmówił mu prawa do lokalu socjalnego.
Wyroki eksmisyjne mogą zapadać zaocznie, pod nieobecność zainteresowanych – w tej sprawie nic się nie zmieniło.
Być może zmiany przyniesie kolejna (która to już) nowelizacja ustawy o najmie lokali, bo jak pogodzić eksmisję na bruk, bez prawa do lokalu socjalnego, z normą konstytucyjną stanowiącą, iż władze publiczne mają działać na rzecz zaspokajania potrzeb mieszkaniowych obywateli, przeciwdziałać bezdomności, chronić dzieci przed okrucieństwem.
Spokojnie mogą witać wiosnę mieszkańcy Torunia, którym, dzięki “unikatowej w skali kraju uchwale abolicyjnej”, umarza się długi na niebagatelną kwotę 2,7 mln zł.
Dzięki temu będą mogli uzyskać też dodatki mieszkaniowe, przysługujące tym, którzy nie zalegają z czynszem, choć najbardziej ich potrzebują ci, co zalegają. Krystyna Sienkiewicz, Toruń

*10 “portfeli” emerytów
W emeryturach dzieją się dziwne rzeczy. ZUS uważa, że ma mało środków, ale z analizy wynika, że dla niektórych jednak są środki.
Obecnie mamy dziewięć “portfeli” emerytów, a od 1 czerwca zanosi się na dziesiąty… Kilka powstało, ponieważ ustawa z lipca 1996 r., mówiąca o podwyższaniu bazy o 1% przy każdej waloryzacji, nie jest stosowana w przypadku wszystkich emerytów. Korzystali z niej tylko emeryci “nowi”.
Różnica między pierwszym “portfelem” – emeryci do 1.09.1996 r., a dziewiątym – emeryci po 1.06.2000 r. wynosi 37,3%, co przy stażu 40 lat pracy i wskaźniku 180% równa się kwocie najniższej emerytury w “prezencie” na korzyść tych ostatnich (491,88 zł). W wyższych emeryturach “prezent” dochodzi do kwoty średniej emerytury. Wielkość emerytury nie zależy zatem od stażu, stanowiska, a więc wielkości wpłaconych składek, lecz od daty przejścia na emeryturę. Można zyskać – odchodząc w czerwcu, a nie w maju danego roku – kilkaset złotych.
Ustalając obecne przepisy, podzielono emeryturę na dwie części. Pierwsza, wypracowana, miała być zależna od stosunku stażu i płacy osobistej do średniej krajowej, a druga – tzw. socjalna – wynosi 24% bazy. Moim zdaniem, część “socjalna” winna być przyznawana nie procentowo, lecz kwotowo, równa dla wszystkich. Tak było do 1.09.1996 r. Wg obecnych zasad, dla emerytów z okresu do 1.09.1996 r. wynosi ona 269,26 zł, zaś emeryci odchodzący z dziewiątego “portfela” otrzymują 369,66 zł. Dodatkowo jest to 100 zł.
Zastanawiające jest, że dla emerytów z okresu do 1.09.1996 r. brak jest środków, zaś dla coraz nowszych są duże pieniądze. Dziwi także fakt, że obecnie zapowiedziany dodatek 2,8% otrzymają emeryci, którzy przeszli na emeryturę do 31.12.2000 r., a nie do 31.05.2000 r. Emerytów z okresu od 1.06.2000 r. do 31.12.2000 r. zaniżona waloryzacja nie dotyczyła, a ich podstawa naliczania emerytury w kwocie 1540,24 zł wzrosła w stosunku do poprzedniego “portfela” o 16,03%, czyli znacznie powyżej inflacji. Uprzywilejowani skorzystają zatem dwukrotnie. Tym samym od 1.01.2001 r. powstanie już 10 “portfel”.
Obecnie GUS ogłosił, że emerytury w 2000 r. wzrosły o 7,5%. My otrzymaliśmy 4,3%, co gwarantowało 6-procentowy wzrost (po uwzględnieniu skutków waloryzacji z 1999 r.). Jak wysokie muszą być nowe świadczenia, przyznane w 2000 r., że około 300 tys. nowych emerytur rzutowało na 7-8 mln pozostałych emerytów aż o 1,5%?
W celu uzdrowienia bałaganu w emeryturach należałoby:
1. Wyrównać do 100% bazę emerytom z okresu do 1.01.1999 r.
2. Ustalić kwotową wielkość części “socjalnej” równą dla wszystkich emerytów.
3. Dążyć do zmiany przepisów w celu wyeliminowania powstawania nowych “portfeli” w przyszłości.
Jak widać, ZUS rozdaje beztrosko środki nowym emerytom, licząc, że krzywdząc starszych, niekoniecznie wiekowo, szybko się ich pozbędzie.
J. Ludwig, Kolonowskie

Wydanie: 11/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy