Listy od czytelników nr 41/2015

Listy od czytelników nr 41/2015

Słabe związki, duże patologie

W wywiadzie „Koncert życzeń” (PRZEGLĄD nr 39) prof. Elżbieta Mączyńska wyraźnie opowiada się za znaczącą rolą związków zawodowych jako instrumentu obrony praw pracowniczych. To ważny głos, zwłaszcza gdy większość środków przekazu dołączyła do nagonki na związki zawodowe. W latach 1993-1997 byłem prorektorem ds. nauki na Politechnice Lubelskiej. Wchodził wtedy nowy system finasowania nauki, stwarzający możliwość posługiwania się instrumentami finansowymi w ukierunkowywaniu rozwoju uczelni. Ponieważ zależało mi na szybkim rozwoju kadry naukowej, starałem się wykorzystywać tę możliwość do stymulowania rozwoju kadry. Dochodziło na tym tle do kontrowersji, ponieważ związki zawodowe prezentowały bardziej elitarne podejście do wynagrodzeń. Także utworzenie nowego etatu w administracji wymagało ich akceptacji. Wtedy często się denerwowałem, jednak dziś dostrzegam w tamtym systemie więcej zalet niż wad. Decyzje kadrowo-finansowe musiały być dobrze przemyślane. Nie było możliwości tworzenia nowych etatów bez dobrego uzasadnienia i negocjacji ze związkami. Osłabienie związków zawodowych doprowadziło w wielu ośrodkach do szybkiego wzrostu zatrudnienia, szczególnie w administracji. Nie tylko w Polsce pracownicy płacą za osłabienie związków. Z badań Jana W. Rivkina z Harvard Business School wynika, że w USA wydajność pracy w latach 1980-2010 wzrosła o 150%, co nie odpowiadało wzrostowi płac. Wcześniej rosły one proporcjonalnie do wzrostu produktywności, jednak po osłabieniu związków zawodowych przez prezydenta Reagana i umocnieniu się korporacji płace w tych trzech dekadach wzrosły o 8% (dane Economic Policy Institute). U nas doktrynalne podejście do liberalnego wolnego rynku zaowocowało wieloma patologiami, o których mówi prof. Elżbieta Mączyńska.

Prof. dr hab. Lucjan Pawłowski, członek PAN

Wiceprzewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Apel o przywrócenie Funduszu Rozwoju Kultury i powołanie Narodowej Rady Kultury

My, twórcy i animatorzy kultury z byłego województwa siedleckiego, apelujemy o zmianę systemu finansowania kultury, szczególnie w małych miastach i na wsi. Tam ograniczenia budżetowe samorządów w połączeniu z niską świadomością znaczenia kultury dla wszechstronnego rozwoju społeczeństwa powodują likwidację bibliotek i domów kultury. Z biedą poradzić sobie można, z brakiem kultury nie sposób. Jest nas, pracowników i twórców kultury w Polsce, blisko 100 tys. To wielka armia, którą rządzący powinni doceniać. Tak niestety nie jest, bo w powszechnej dziś pogoni za pieniędzmi gubi się i pomija wartości, jakie kultura i jej wytwory wnoszą do wszechstronnego rozwoju nowoczesnego społeczeństwa. Ta armia ludzi kultury, powiększona o ich kontakty ze środowiskiem, w którym żyją i aktywnie działają, jest dla partii politycznych siłą, z którą w czekających nas wyborach rządzący powinni się liczyć. Apelujemy do liderów partii politycznych o wzbogacenie swoich programów o konkretne rozwiązania chroniące twórczość i upowszechnianie kultury, o powołanie Narodowej Rady Kultury i przywrócenie Funduszu Rozwoju Kultury. Zyskacie nie tylko głosy wyborców, ale też wdzięczność narodu.

Wacław Kruszewski

Niech lewica się ożywi

Jeżeli lewica będzie tak mydłkowata jak obecnie, nic dobrego nie będzie. Niech lewica pokaże młodym ludziom, jak wyglądał kraj po wojnie – co zrobiono i co z pracy naszych ojców i dziadów zostało zniszczone. Na razie tylko prawa strona pokazuje gehennę wyklętych i inne sprawy. Polityka historyczna prowadzona przez prawicę to jedynie groby, walki, niesłuszne mordy. Dlaczego prawica nie pokaże, jak po 1989 r. kraj został zdemolowany przez przedstawicieli dwóch partii, przez miernoty, które weszły do polityki i krzyczały: „Jest OK!”?

Darek Górski

Wydanie: 41/2015

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy